Wiadomości

Zaskakujący i nieprzewidywalny. Podsumowaliśmy festiwal filmowy w Gdyni

Jury w tym roku przyznało nagrody wg własnego klucza. Festiwalowe "pewniaki" wróciły do domu z pustymi rękami. W tym Magdalena Boczarska, której wielu wróżyło Złote Lwy za rolę Michaliny Wisłockiej w "Sztuce kochania".
Jury w tym roku przyznało nagrody wg własnego klucza. Festiwalowe "pewniaki" wróciły do domu z pustymi rękami. W tym Magdalena Boczarska, której wielu wróżyło Złote Lwy za rolę Michaliny Wisłockiej w "Sztuce kochania". fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Za nami 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie wszystkie nasze przewidywania się sprawdziły, a decyzje jury mocno zaskoczyły, nie zawsze pozytywnie. Co nam się podobało, a co byśmy zmienili? Poniżej nasze podsumowanie.





Tomasz Zacharczuk, serwis Rozrywka

Zaskoczenie. To uczucie towarzyszyło mi od początku festiwalu aż do ostatnich decydujących rozstrzygnięć gali finałowej. Bolesną porażkę poniósł zdecydowany faworyt, który nie doczekał się żadnej statuetki w najważniejszych kategoriach konkursu głównego. Jestem jednak pewien, że "Najlepszy" będzie największym wygranym, gdy tylko wszystkie nominowane produkcje znajdą się w kinowej dystrybucji. Często to frekwencja na widowni i głos samych widzów mają większe znaczenie dla twórców niż nawet najcenniejsze nagrody. A co czeka "Najlepszego" zapowiada Nagroda Publiczności tegorocznego FPFF.

Przeczytaj także recenzję filmu "Najlepszy"

Zaskoczeniem i to ogromnym jest pominięcie znakomitego Jakuba Gierszała. Trzymałem podświadomie kciuki za równie świetnego Dawida Ogrodnika, więc werdykt jury poniekąd mnie ucieszył. Gierszał kapitalnie wypadł jednak w aż trzech filmach (poza przerysowaną i słabą rolą w "Pokocie"). Trudno doprawdy wyobrazić sobie, co jeszcze może zrobić aktor, by zostać należycie uhonorowanym.

Statuetka za drugoplanową rolę dla Łukasza Simlata w mojej opinii to spore nadużycie przy genialnych występach Arkadiusza Jakubika. Pierwszy z panów miewał naprawdę świetne momenty w "Amoku", drugi z nich jednak trzymał wysoki poziom przez cały czas. I to w dwóch produkcjach konkursowych. Wśród pań bez zaskoczeń, i choć szkoda wyrazistej i wszechstronnej Magdaleny Boczarskiej, to takie werdykty jury na pewno się bronią.

Wspomniane uczucie zaskoczenia zakiełkowało już podczas pierwszego, zaskakująco niezłego, seansu "Wyklętego", skończywszy na świetnej "Cichej nocy", którą słusznie obstawiałem w roli "czarnego konia". Piotr Domalewski stworzył niezwykle sugestywny portret prowincjonalnej rodziny ukazanej w wielowątkowym dramacie z elementami gorzkiej satyry. Duże brawa za odwagę dla jury i złamanie festiwalowego klucza. Zaskoczeniem była niezwykle sprawnie i niestandardowo ograna "Zgoda", poruszająca niebywale istotne zagadnienie związane z budową powojennej Polski, choć z samą tematyką filmowcy sądzę, iż spóźnili się kilka ładnych lat. Najważniejsze, że taki film powstał.

Ubolewam nad przepięknym "Twoim Vincentem", ale film Doroty Kobieli nie miał szans na uznanie na tak hermetycznej imprezie. Jestem pewien, że worek zasłużonych nagród rozwiąże się za granicą. Moich wymagań nie zawiódł również wciąż niebojący się nieoczywistych rozwiązań Bodo Kox ze swoim "Człowiekiem z magicznym pudełkiem".

Festiwal w Gdyni przejmuje filmowa młodzież. Drugi rok z rzędu wygrywa debiutant, a pozostali zostawili doświadczonych filmowców daleko w tyle. Machulski, Gliński, Adamik wypadli wręcz blado przy Domalewskim, Maślonie, Sobieszczańskim i Szelc. Debiutanci pokazali niezwykle interesującą autorską wizję kina, uwypuklając jednocześnie tematyczną różnorodność. Dzięki nim głównie był to festiwal na wysokim poziomie. I po raz kolejny zaskoczenie - nie spodziewałem się, że tyle filmów trafi w moje gusta.

Drugi wniosek "na gorąco" po festiwalu - mamy fenomenalnych aktorów w Polsce, którzy są w stanie zagrać wszechstronnie i wielowymiarowo nawet w ramach jednego filmu. Prawie każda produkcja miała co najmniej jednego aktorskiego asa w rękawie. Prawie, bo pojawiły się tytuły, które po prostu nie mogły znaleźć się na festiwalu ("Catalina", "Reakcja łańcuchowa"), stąd może sugestia w stronę organizatorów - warto zmniejszyć liczbę nominowanych. Oszczędzimy przez to sporo czasu, a i naprawdę zadowalający poziom nie będzie przez to niepotrzebnie zaniżany. Polskie kino wciąż ma się dobrze, a nawet lepiej niż przed rokiem.

Czerwony Dywan 2017:



Jarek Kowal, serwis Rozrywka

Obecność ośmiu debiutów i siedmiu filmów zrealizowanych przez kobiety w Konkursie Głównym to w moim odczuciu największy sukces 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Pokazuje to dobitnie, że polskie kino nie musi polegać wyłącznie na dorobku legend, może liczyć na świeże, nowatorskie pomysły. Nie wszystkie z nich były udane, ale ten najważniejszy, najbardziej poruszający i mój prywatny zdobywca Złotego Lwa został doceniony. "Wieża. Jasny dzień" otrzymała nagrodę za najlepszy scenariusz oraz najlepszy debiut reżyserski.

Reszta wyników jest w przeważającej mierze bardzo satysfakcjonująca. Jurorzy nie dali złapać się w sidła "Najlepszego", którego stworzono na niemal dokładnie tym samym schemacie, co "Bogów". Zamiast tego drugi rok z rzędu triumfuje rodzinna opowieść pełna skrajnych emocji, a na na drugim miejscu znalazła się wspaniała artystyczna wizja o porzuceniu rodzimego kraju. Wątek uchodźców oraz imigrantów pojawiał się zresztą w kilku filmach w tym roku, co dobrze świadczy o wrażliwości twórców na aktualne problemy społeczne.

Zaskoczeniem może być wyróżnienie Agnieszki Holland za najlepszą reżyserię, ale prawdopodobnie jest to ruch, o którym dużo mówiło się w kuluarach, czyli taktyczne wzmocnienie nominacji do Oscara.

Przeczytaj także recenzję filmu "Pokot"

Świetny Jakub Gierszał to chyba największy przegrany festiwalu. Wystąpił aż w czterech filmach, ale jego fenomenalne kreacje nie zostały uhonorowane Złotymi Lwami. W tym roku najlepszym aktorem został Dawid Ogrodnik.
Świetny Jakub Gierszał to chyba największy przegrany festiwalu. Wystąpił aż w czterech filmach, ale jego fenomenalne kreacje nie zostały uhonorowane Złotymi Lwami. W tym roku najlepszym aktorem został Dawid Ogrodnik. fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl
Konkurs Główny to zbiór skrajności, jednak w tym roku czułem znacznie mniejszy dyskomfort, oglądając tak złe filmy, jak na przykład "Wyklęty". Mam świadomość, że dla wielu osób jest to ważna historia, ale tym bardziej sądzę, że zamiast zachwalać marny efekt, powinny czuć się rozczarowane, bo dialogi, przy których "Pitbull" zaczyna przypominać zaginiony manuskrypt Mickiewicza, a montaż nie wykracza ponad poziom gimnazjalisty stawiającego pierwsze kroki w movie makerze woła o pomstę do nieba. Takie filmy są jednak potrzebne dla kontrastu i docenienia tego, co naprawdę wartościowe.

Największym minusem festiwalu były natomiast problemy techniczne. Obsługa dwoiła się i troiła, by okiełznać system zapisujący rezerwacje, ale w pierwszych dniach co rusz zdarzały się wpadki, łącznie z awarią totalną, przez którą na jednym z pokazów "Twojego Vincenta" znalazło się zdecydowanie więcej osób niż powinno się zmieścić. Te drobne wpadki nie mogą jednak negatywnie wpłynąć na całościowy odbiór święta polskiego kina, które niezmiennie uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce.

Przeczytaj także recenzję filmu "Ptaki śpiewają w Kigali"

Eliane Umuhire i Jowita Budnik: podwójna wygrana za kreacje w filmie "Ptaki śpiewają w Kigali".
Eliane Umuhire i Jowita Budnik: podwójna wygrana za kreacje w filmie "Ptaki śpiewają w Kigali". fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl
Łukasz Rudziński, serwis Kultura

To nie był rok wielkich odkryć, ale już ciekawych filmowych eksperymentów jak najbardziej. W nurcie głównym znalazły się tak nietypowe obrazy, jak dowcipne polskie science fiction "Człowiek z magicznym pudełkiem" Bodo Koxa czy pełen kontemplacji i wyciszenia paradokument "Ptaki śpiewają w Kigali" Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Do tej kategorii śmiało zaliczyć można również nieudany, ale trzymający w napięciu thriller "Wieża. Jasny dzień" z pewnością zafascynowanej kinem grozy i odważnie (choć jeszcze według mnie z mizernym skutkiem) operującej obrazem reżyserki Jagody Szelc (mimo wszystko słusznie dostrzeżonej w werdykcie jurorów). W kategorii eksperymentu nie ma sobie jednak równych doskonały w koncepcji i bardzo dobry w wykonaniu "Twój Vincent" - film będący prawdziwym dziełem sztuki (więcej o nim przeczytaj w naszej recenzji).

Triumf "Cichej nocy" jest niespodzianką, bo murowanym faworytem był "Najlepszy", ale cieszę się, że jurorzy zdecydowali się zaufać talentowi młodego, bardzo dobrze rokującego reżysera Piotra Domalewskiego (a zarazem aktora do dziś obecnego na deskach Teatru Wybrzeże w spektaklach "Amatorki", "Czarownice z Salem i "Na początku był dom"). Jego film jest bardzo dojrzałą, precyzyjną i spójną opowieścią o siatce rodzinnych powiązań, które nierzadko okazują się siecią pętającą tych, którzy pragną się wybić. A wszystko to dzieje się gdzieś w "Polsce B", pełnej kompleksów i zmarnowanych szans. Świetna rola głównego bohatera "Cichej nocy" Adama w wykonaniu Dawida Ogrodnika nie jest kreacją na miarę jego pamiętnej roli chłopaka z porażeniem mózgowym w "Chcę się żyć" (za co statuetki w Gdyni przecież nie otrzymał). Ogrodnik jest jednak aktorem wyjątkowym i główna nagroda aktorska po prostu trafiła do godnego tego wyróżnienia artysty.

Srebrne Lwy dla "Ptaki śpiewają w Kigali" przyjmuję z rozczarowaniem, bo były na Festiwalu znacznie lepsze filmy. Wskazanie Jowity Budnik wraz z Eliane Umuhire najlepszymi aktorkami pierwszego planu jest o tyle dziwne, że ta druga ma typową rolę drugoplanową. Trudno w ten sposób sklasyfikować z kolei Łukasza Simlata, mającego de facto główną rolę inspektora tropiącego mordercę w "Amoku". To niezła, ale schematyczna rola, niewarta w moim odczuciu takiego wyróżnienia. Cieszy za to dostrzeżenie Magdaleny Popławskiej w brawurowym w jej wykonaniu wątku "Ataku paniki". Za to w kategoriach typowej środowiskowej koterii rozpatrywałbym nagrodę za reżyserię dla Agnieszki Holland i Kasi Adamik za "Pokot". Ponad połowa konkursowych filmów była lepiej wyreżyserowana.

Przeczytaj także recenzję filmu "Atak paniki"

Największym przegranym festiwalu z pewnością jest Jakub Gierszał, który w postaci Jerzego Górskiego stworzył doskonałą i przekonującą kreację. Film "Najlepszy" doskonale sobie jednak poradzi bez środowiskowego splendoru, czego najlepszym dowodem jest Nagroda Publiczności. Typowo hollywoodzka opowieść Łukasza Palkowskiego, wyrastającego na największego w Polsce specjalistę od kina biograficznego, jest po prostu frekwencyjnym pewniakiem. Obok Gierszała rozczarowana ma prawo czuć się Magdalena Boczarska, bo jej kreacja Michaliny Wisłockiej w przyjemnej komedii "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" Marii Sadowskiej dała aktorce mnóstwo przestrzeni, którą ta świetnie zagospodarowała. Prawdziwym mistrzem charakterystycznych ról drugiego planu jest tym razem niesłusznie pomięty w werdykcie Arkadiusz Jakubik.

Ciekawe, że tylu polskich twórców mierzy się z thrillerem. Poza "Wieżą. Jasnym dniem" w tej konwencji przygotowano niezły kryminał "Amok" Kasi Adamik, dość przeciętny (nieudolny scenariusz) "Czuwaj" Roberta Glińskiego, czy zepsuty przez przerost ideologii nad treścią "Pokot" Agnieszki Holland. Wysoki poziom trzyma kino wojenne - bardzo dobra, niedoceniona w Gdyni "Zgoda" Macieja Sobieszczańskiego i zadziwiająco zgrabny jak na "kino patriotyczne" film "Wyklęty" w reż. Konrada Łęckiego. Honoru polskiej komedii brawurowo broni "Atak paniki" Pawła Maślony, zapatrzonego ewidentnie w "Dzikie historie" Damiána Szifrona oraz wspomniana "Sztuka kochania. Historia według Michaliny Wisłockiej". Podsumowując, nie był to rok wyjątkowo udany dla polskiej kinematografii, ale co najmniej kilka filmów ("Najlepszy", "Twój Vincent", "Atak paniki", "Zgoda", "Cicha noc") sprawi, że na pewno nie traktuję go w kategoriach rozczarowania.

Przeczytaj także recenzję filmu "Człowiek z magicznym pudełkiem"

Urbaniak, Możdżer i Detko Band na bankiecie 42. FPFF

Oceny naszych dziennikarzy

Jakub Jakubowski Mateusz Groen Tomasz Zacharczuk Marta Apanowicz Magda Mielke Michał Kaczorowski Magda Kaczorowska Anna Starostka Julia Rzepecka Średnia
Bo we mnie jest seks

Bo we mnie jest seks

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Zbyt powierzchowny, ogólnikowy i za mało intymny jak na kino biograficzne. Twórcy za mocno zainspirowali się tylko scenicznym wizerunkiem Kaliny Jędrusik, nie zagłębiając się dostatecznie mocno w jej psychikę i prywatną historię. Film sprawdza się natomiast jako zwiewna, musicalowa opowieść o telewizji i obyczajowości lat 60. Grande Maria Dębska! Ona to jakieś 80 proc. filmu. Pozostałe 20 to kostiumy, scenografia i zdjęcia. Publiczność, która pójdzie w listopadzie do kin nie powinna być zawiedziona, ale scenariuszowo można było to zrobić znacznie lepiej.

Marta Apanowicz - ocena: 7

Lekkie, przyjemne kino podane w formie musicalu. Barwny, z ciekawymi kreacjami aktorskimi (gratka dla fanów Krzysztofa Zalewskiego). Wielki plus za czołówkę.

Magda Mielke - ocena: 6

Choć Dębska wydaje się być idealną Jędrusik to postać ukazana bardzo powierzchownie - przez pryzmat gestów, seksapilu i niewyparzonego języka. Nie udało się zajrzeć pod jej sceniczny, powszechnie znany wizerunek i pokazać człowieka z krwi i kości. Dostajemy za to sen o epoce, zapakowany w piękną scenografię i kostiumy.

Anna Starostka - ocena: 6

Zabrakło solidnego "wgryzienia się" w temat, otrzymaliśmy po prostu przyjemny i lekko strawny film. Z ekranu oprócz seksapilu emanowała kobieca siła, całość przyprawiona świetnymi kostiumami, scenografią i muzyką. Dębska jako Jędrusik sprawdza się doskonale, trudno nie polubić kobiety o ognistym temperamencie i niebezpiecznym uśmiechu. Artystyczne motto Jędrusik brzmiało: "Chcę możliwie prosto przekazywać swoje prawdy widowni. Przeżywać je powinna już ona sama." I dokładnie taki jest ten film, prosty i niewymagający.

- - 6 7 6 - - 6 - 6.3
Ciotka Hitlera

Ciotka Hitlera

Tomasz Zacharczuk - ocena: 3

"Teatr Telewizji" a nie kino z krwi i kości. Kolejna historyczna produkcja, która niestety w swojej formie jest zupełnie bezbarwna, a fabularnie uproszczona do granic możliwości. Film płytszy niż rzeka, na której pracują na co dzień bohaterowie "Ciotki Hitlera". FPFF to raczej nie jest miejsce do eksponowania kina, które nadaje się co najwyżej na ilustrowane lekcje historii w szkołach ponadpodstawowych. Ocena jeden stopień w dół za irytującą pracę kamery i "gang gołębiarzy".

Magda Mielke - ocena: 3

Nie, nie i jeszcze raz nie. Ten film nie powinien trafić na festiwal, nie powinien nawet trafić do kin, co najwyżej być pokazywanym w specjalnym paśmie TVP o zawsze dobrych Polakach. Wszystko tu jest stworzone pod tezę. Tanie metafory, puste symbole i kilkukrotnie powtarzana ta sama „mądrość” (która wcale nie staje się przez to „mądrzejsza”). Na plus zaliczyć można czas trwania filmu i dobry casting zwierząt

- - 3 - 3 - - - - 3.0
Hiacynt

Hiacynt

Jakub Jakubowski - ocena: 6

Z początku zapowiada się na dobre kino historyczne, by po jakimś czasie zaintrygować wątkiem kryminalnym, który jednak zmienia się w gejowskiego Harlequina. W efekcie na każdej płaszczyźnie odczuwam tutaj niedosyt, bo ważny i mało znany temat, jakim jest akcja "Hiacynt" nie wybrzmiał zbyt dobrze, wątek kryminalny był przewidywalny jak płodozmian, a tożsamościowe rozterki głównego bohatera, młodego milicjanta idealisty, który przechodzi na tęczową stronę mocy, zostały spłycone i pokazane w sposób mało wiarygodny. Na plus świetne zdjęcia.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Tajemnicze zabójstwa mężczyzn, intymna historia młodego milicjanta i zmasowana akcja peerelowskiego aparatu wymierzona w homoseksualną społeczność. Żaden z trzech wątków nie został niestety odpowiednio rozwinięty, co jest największą wadą bardzo oszczędnego scenariusza. Dobre dialogi można policzyć na palcach jednej dłoni. Film nadrabia natomiast niesamowitym klimatem brudnej i nocnej Warszawy. Świetne zdjęcia i znakomita rola Tomasza Ziętka. Czuć jednak zawód, bo szumne zapowiedzi o mrocznym kryminale opowiadającym o seryjnym mordercy gejów można włożyć między bajki. Mogło i ze względu na temat powinno być lepiej.

Marta Apanowicz - ocena: 7

Po prostu dobry kryminał trzymający w napięciu przez cały film. Szkoda, że reżyser nie zaufał widzowi i nie zostawił kilku niedopowiedzeń. Bardzo dobra rola Tomasza Ziętka.

Magda Mielke - ocena: 6

Lista wad tego filmu jest długa: niedopracowany scenariusz, traktowana po macoszemu intryga kryminalna i dialogi, których... nie słychać. Po obsypanym nagrodami scenariuszu Ciastonia i reżyserskiej wrażliwości Domalewskiego można było się spodziewać, że dostaniemy kawał dobrego kina gatunkowego i porządny gejowski romans w polskich realiach. Tymczasem Ziętek i Miłkowski muszą wyciskać siódme poty, aby omijać rzucane im pod nogi dialogowe kłody. Tak ważny temat zasługiwał na lepsze potraktowanie.

Anna Starostka - ocena: 6

Początek filmu był jak bieg na krótki dystans, zabrakło przestrzeni na zaangażowanie i poznanie bohaterów. Sama historia arcyciekawa, trudna i niemal nieobecna w kulturze popularnej, więc ogromny plus za podjęcie tematu. Szkoda, że scenariusz jest taki oszczędny w dobre dialogi, chociaż nie można pominąć kwestii, która rezonuje w głowie jeszcze długo po seansie "Polacy nie lubią, kiedy inni Polacy są szczęśliwi". Dodatkowo świetne zdjęcia i kilka udanych komediowych wstawek. Największą zaletą filmu jest Tomasz Ziętek, który nagrodę za pierwszoplanową rolę męską ma na wyciągnięcie ręki. Po filmie pozostaje uczucie niedosytu, zabrakło starannego rozwinięcia poruszonych wątków. Trudno również wyzbyć się dojmującego smutku, odnosząc film do aktualnych czasów. Oklaski po seansie długo nie słabły.

6 - 6 7 6 - - 6 - 6.2
Inni ludzie

Inni ludzie

Jakub Jakubowski - ocena: 5

Narracyjne tempo nadawane jest tutaj przez rapowy bit a bohaterzy komunikują się ze sobą rymowanymi wersetami. Dość oryginalna forma wzięta wprost z książki Doroty Masłowskiej pod tym samym tytułem na początku intryguje, następnie przesłania clue filmu, a na końcu zwyczajnie męczy. W filmie pokazano zderzenie dwóch światów. Mamy tu cwaniaczka z blokowiska, co każdej pracy się brzydził i atrakcyjną damulkę z luksusowego apartamentowca. Trudno stwierdzić, który świat jest bardziej popieprzony i skażony patologią, oba światy jednak się przenikają. Trudno też stwierdzić o czym tak naprawdę był ten film. Twórcy mówią, że o desperackim poszukiwaniu miłości. Powiedzmy, że im wierzę.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Doceniam luźną formę i dialogowe nawijki, ale fabularnie tu pusto i prosto - jak od linijki. Śmiechłem kilka razy może, ale ogólnym wrażeniom to i tak nie pomoże. Żarty zdecydowanie niskiego pułapu, taka to domena filmowego patorapu. Cierpienia młodego patola to nie moje klimaty, dlatego po seansie potrzebuję mocnej herbaty. Bang![rapował Sebastian Fabijański]

Marta Apanowicz - ocena: 6

To, skąd pochodzisz, gdzie mieszkasz - jak wiele masz sił, by żyć zgodnie ze sobą, a także, to, czy umiesz wyznaczyć swoją życiową drogę, a potem nią podążać? Filmowa adaptacja książki Masłowskiej stawia widzowi trudne pytania. Świetnie zagrany aktorsko drażni zbyt dużą dawką hip-hopowych bitów. Film nie dla wrażliwców, przed czym przestrzega sam producent.

Magda Mielke - ocena: 4

Poemat Masłowskiej spotkał się z odpowiednim filmowym językiem. Wartka akcja, szybkie tempo, odpowiedni rytm. Jednak to historia bez puenty. Pod tym całym brawurowym strumieniem świadomości jest niestety bardzo pusto. A rapujący Sebastian Fabijański vel. jezus męczy jak nigdy dotąd.

Anna Starostka - ocena: 5

Udany zabieg przeniesienia na ekran specyficznej stylistyki Doroty Masłowskiej, dlatego kłaniam się nisko Aleksandrze Terpińskiej. Spodziewałam się dziwności i dokładnie to dostałam, obsada filmu akuratnie skompletowana, więc nie było rozczarowania. Niestety nie było też sensu i mdłe zakończenie popsuło mi całościowy odbiór. No i serio, więcej rapu już ekran mógłby nie pomieścić.

5 - 4 6 4 - - 5 - 4.8
Lokatorka

Lokatorka

Jakub Jakubowski - ocena: 6

10 lat temu zabito Jolantę Brzeską, aktywistkę walczącą z mafią reprywatyzacyjną. Film "Lokatorka" na kanwie tej historii jest poruszający, mimo że twórcy bardziej niż na tragedii ludzi wyrzucanych ze swoich mieszkań, skupili się na pokazaniu mechanizmu działania tzw. czyścicieli kamienic. Obojętność mediów, skorumpowani policjanci, prawnicy, władze samorządowe i państwowe, a w tle służby specjalne. Jednostka z góry skazana jest na porażkę. Mimo, że finał filmu można łatwo przewidzieć, to ogląda się go dobrze i niestety ze smutkiem. Jeszcze większy smutek ogarnia człowieka, gdy sobie pomyśli, że takie rzeczy dzieją się w cywilizowanym kraju w XXI wieku. I to w "majestacie prawa".

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Czasami, mając dobry scenariusz, szczególnie oparty na faktach, niewiele trzeba, by uzyskać na ekranie pożądany efekt. Tak jest właśnie w tym przypadku. Poruszającą historię pokazano w rzetelny i wiarygodny sposób, choć sam film bazuje raczej na sprawdzonych schematach i fabularnych ogólnikach. Warto zobaczyć, ale bardziej jest to fabularyzowane kino dokumentalne niż pełnoprawne dzieło kinematografii. Prawdziwa historia znacznie ciekawsza niż filmowa fabuła.

Magda Mielke - ocena: 5

Kolejny zmarnowany potencjał i przypadek, w którym prawdziwa historia jest bardziej emocjonująca niż ta ekranowa. Choć początkowe sceny sugerują, że główną bohaterką będzie Janina (postać inspirowana Jolantą Brzeską, aktywistką walczącą z mafią reprywatyzacyjną), w połowie filmu akcenty się przenoszą i uwaga zaczyna skupiać się na młodej policjantce, a społecznie zaangażowany dramat zmierza w kierunku filmu kryminalnego - schematycznego, pozbawionego napięcia, z od początku jasnym zakończeniem. Podobnie jest z wątkiem adwokata (M. Czarnik), który znika na jakiś czas z ekranu, a jego miejsce zajmuje tajemniczy pułkownik (J. Frycz). Reżyser zamiast skupić się na konkretnej historii, podjął się karkołomnego zadania wyjaśnienia w ciągu niecałych 2 godz. bardzo złożonego problemu. W rezultacie otrzymujemy film zaledwie przyzwoity, którego największym atutem jest to, że w ogóle powstał.

Anna Starostka - ocena: 5

W obsadzie zabrakło chyba samego Ojca Mateusza chociaż żart o jego zgrabnym łapaniu przestępców w Sandomierzu był. Bardzo dużo znanych aktorskich twarzy, będących bardziej ozdobnikiem niż pełniących jakąś kluczową rolę. Miało to wszystko ręce i nogi, całkiem udane zwroty akcji, Jana Frycza i dobrą fabułę na podstawie ważnej historii. Mimo to za dokładkę podziękuję.

6 - 6 - 5 - - 5 - 5.5
Moje wspaniałe życie

Moje wspaniałe życie

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Po błyskotliwym "Kamperze" i równie udanej "Córce trenera" Łukasz Grzegorzek nakręcił swój najsłabszy film. Miałka historia, nachalny ekshibicjonizm codzienności, nieangażująca fabuła i dość drętwe aktorskie kreacje to tylko niektóre przypadłości filmu, które dokuczają bardziej niż wysypka bohaterce granej przez Agatę Buzek. Rozczarowanie na wielu płaszczyznach.

Marta Apanowicz - ocena: 5

Snująca się historia codziennego życia: o obowiązkach córki, matki, żony, kochanki; o ucieczce do swojego małego miejsca na ziemi, gdzie można oderwać się od codzienności. O życiu w kłamstwie i konieczności przyznania się do niego. Zabrakło dynamiki, aczkolwiek od duetu Buzek-Braciak nie da się oderwać oczu.

Magda Mielke - ocena: 6

Przyjemne kino, ciepła, intymna historia i fajne ASMRy, ale zabrakło świeżości "Córki trenera" i "Kampera".

Magda Kaczorowska - ocena: 7

Grzeczna i poprawna "Pani od angielskiego", matka, żona, babcia, córka, która, jak to tylko kobieta potrafi, działając na szesnastu frontach ogarnia wszystko i wszystkich w rodzinie. A tu nagle… garsoniera i trawka w barku. I próba znalezienia siebie. Uroczy bardzo film! I śmiesznie i strasznie i życiowo bardzo. Doskonała rola Agaty Buzek. Plus świetni Braciak i Woronowicz w obsadzie. Idealny film na babski wieczór!

Anna Starostka - ocena: 6

Od początku wiadomo, że ładunek, który nosi w sobie główna bohaterka w końcu wybuchnie, przez cały seans zastanawiałam się tylko "kiedy?". Kolejny film opowiadający historię kobiety, która walczy o siebie i w końcu tę walkę wygrywa, chociaż poniesione koszty są ogromne. "Moje wspaniałe życie" nie zdetronizowało "Kampera", ale może się rozgościć na drugim miejscu zaraz obok "Córki trenera". Doskonała jak zawsze Agata Buzek, dużo dobrej energii i bardzo przyjemna muzyka (nie może być inaczej, kiedy za sterami staje Piotr Waglewski).

- - 4 5 6 - 7 6 - 5.6
Mosquito State

Mosquito State

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Cronenberg w świecie bankowych algorytmów. Początkowo intryguje pomysłem i fascynuje surową formą, ale dość szybko popada w banał i niezamierzoną śmieszność. Ciekawy duet Adam Sandler - Jose Mourinho :) Z jednej strony fajnie, że takie tytuły pojawiają się w Gdyni. Z drugiej ten akurat festiwal chyba nie jest do końca gościnny dla tak awangardowego kina. Ciekawa propozycja, ale tylko do pewnego momentu.

Magda Mielke - ocena: 6

Kolejny odcinek serialu "Czarne lustro". Smaczny wizualnie i intrygujący intelektualnie, ale równie mocno przy tym irytujący.

Anna Starostka - ocena: 5

Zaczynało się obiecująco, smaczki wizualne zachęcały do dalszego seansu. Niestety nastało później. Film z pewnością oryginalny, jednak zbyt filozoficzny charakter projekcji męczył. Być może miałabym lepszy odbiór gdybym oglądała "Mosquito State" w innej sekcji festiwalowej.

- - 5 - 6 - - 5 - 5.3
Najmro. Kocha, kradnie, szanuje

Najmro. Kocha, kradnie, szanuje

Jakub Jakubowski - ocena: 8

Ależ to się przyjemnie ogląda. Szary PRL w niezwykle kolorowym, wręcz komiksowym wydaniu. Nie jest to biografia Najmrodzkiego, raczej historia luźno inspirowana jego życiem. Historia sprawnie opowiedziana, z polotem, z ciekawymi dialogami i pięknymi zdjęciami, doprawiona polskimi hitami lat 80. No i aktorstwo takie, że palce lizać. Dawid Ogrodnik, jak zwykle najwyższa klasa, ale drugi plan kradnie show, szczególnie doskonała Dorota Kolak i Jakub Gierszał w końcówce. "Najmro" to kino komercyjne jakiego próżno szukać w polskim kinie. Dobra rozrywka gwarantowana.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Filmowy dancing w rytmie największych peerelowskich przebojów w iście hollywoodzkiej oprawie. Efekciarski, ale nawet w najbardziej kiczowatych momentach całkowicie zjadliwy. Doskonała rozrywka na wielu poziomach, od wizualnych fajerwerków po świetną ścieżkę muzyczną. Murowany kandydat na kinowy hit, choć nie spodziewałbym się wielu festiwalowych wyróżnień.

Marta Apanowicz - ocena: 8

Ten film zebrał już wiele w pełni zasłużonych pochwał, stąd dodam tylko, że oprócz ciekawej historii podanej w komediowym stylu z bardzo dobrymi aktorskimi kreacjami - wielkie brawa należą się temu filmowi za genialny montaż i przejścia. I za muzykę, niejednemu widzowi noga będzie wystukiwać rytm do znanych melodii. Polecam

Magda Mielke - ocena: 7

Wyborny produkt rozrywkowy. Lekki i efekciarski, szybki i brawurowy, pstrokaty i żonglujący gatunkami, konwencjami oraz popkulturowymi odniesieniami. "Niepolski" w najlepszym tego słowa znaczeniu. I kolejna rola Ogrodnika w panteonie słynnych biografii, za które publiczność go kocha.

Magda Kaczorowska - ocena: 9

Niesamowita historia, oparta na faktach, choć aż trudno w to uwierzyć. Momentami ogląda się ten film jak teledysk, z efektami specjalnymi! Smutne czasy PRL podkolorowane mocno, ale z zachowaniem tamtej estetyki. Do tego przebojowa muzyka. Dużo humoru i brawurowo zagrane główne role! Wszystko się tu zgadza. Będzie się podobać!

Anna Starostka - ocena: 8

Z tym Panem to można przetańczyć całą noc! Podczas seansu będziecie bawić się znakomicie i spokojnie-sympatyzowanie z królem złodziei w pełni zrozumiałe. Dawid Ogrodnik to klasa, szyk i urok, a towarzyszący mu aktorzy idealnie uzupełniają ten obraz. Miło było w kolejnym festiwalowym filmie muzycznie spotkać się z Korą i popłynąć z nią w codzienność tytułowego łobuza. Całość bardzo spójna, nawet efekciarstwo nie drażni, wręcz dodaje wartości tej wyjątkowej narracji. Uwaga, Najmro skradnie Wam serca!

8 - 8 8 7 - 9 8 - 8.0
Powrót do Legolandu

Powrót do Legolandu

Jakub Jakubowski - ocena: 8

"Biorę leki, które chronią mnie, żeby was wszystkich nie pozabijać"- to słowa Tysona przed walką z Gołotą, podczas której Polak uciekł z ringu. Reżyser "Powrotu do Legolandu" nie podał widzom żadnych leków, nie dał nawet recepty na przeżywanie opowiadanej historii. W pierwszej odsłonie uraczył nas nostalgiczną podróżą do początku lat 90 i pozytywnych aspektów transformacji ustrojowej. Sala raz po raz wybuchała śmiechem a pokolenie dzisiejszych 40-latków na ekranie odnajdywało siebie. Gdy ogarniał mnie i pewnie całą resztę widzów błogi nastrój, nagle i niespodziewanie reżyser serwuje nam gonga, jak Tyson Gołocie w pierwszej rundzie owej walki. Potem sprawy dzieją się już bardzo szybko. Z każdą kolejną sceną film wgniata w fotel i na koniec nawet człowiek żałuje, że nie wziął przykładu z Gołoty i nie uciekł. Nie dlatego, że film jest słaby, wręcz przeciwnie. To znakomite kino, które zostaje w człowieku na lata, zakorzeni się w umyśle i w świadomości. I będzie bolało. Ale zobaczyć trzeba.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 9

Emocjonalna petarda i bardzo odważna jak na polskie kino próba zilustrowania alkoholizmu z perspektywy dziecka. Niezwykle osobiste i intymne kino zainspirowane prawdziwą historią, opowiedziane z wrażliwością i wyczuciem. Fantastyczna rola Macieja Stuhra, ale na oklaski zasługuje tu cała obsada. Do tego świetnie oddany klimat lat 90., który szczególnie na początku kamufluje trochę tragizm całej opowieści. Doskonałe kino i bardzo pozytywne zaskoczenie.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Bardzo dobry film mówiący wprost o problemie alkoholu w rodzinie. Tu nie ma pójścia na skróty, jest domowe piekło, brak wsparcia i typowe "nie mówmy o tym nikomu". Uderzający obraz widziany oczyma dziecka. Perfekcyjnie zagrany. Trudny, ale warto z tym dziełem się zmierzyć.

Magda Mielke - ocena: 9

Ciary! To jeden z tych filmów, których się nie ogląda, tylko przeżywa. Przepiękny powrót do początku lat 90., gdzie wnętrza, przedmioty i muzyka (w porównaniu do np. "Zupy nic") nie są tylko pustymi dekoracjami, ale wstępem do oddania czegoś znacznie ważniejszego - emocji i wydarzeń, które w tych i za tymi dekoracjami się kryły. Choć można stwierdzić, że czasy się zmieniły i problem alkoholowy nie jest już takim tematem tabu, a wsparcia można szukać na zewnątrz, strach, upokorzenie i wstyd zawsze pozostają identyczne. Niezwykle czuła i osobista historia, szczera i dojrzała, trafiająca do najgłębszych rejestrów wrażliwości. Ze świetnymi postaciami - genialnym Stuhrem, nieoczywistą Książkiewicz i pięknie debiutującym Koziarem. Pełna pięknych motywów i niuansów. Mistrzowsko dawkująca napięcie i dociskająca nawet w tych momentach, gdy wydaje się, że już nic gorszego nie może się wydarzyć. To właśnie na takie festiwalowe olśnienia co roku się czeka.

Magda Kaczorowska - ocena: 8

Bardzo mocny film. Porażająca historia rodziny dotkniętej alkoholizmem, ale opowiedziana jakby z perspektywy dziecka, nastolatka. Przyglądając się tej historii, łatwiej zrozumieć, jak wygląda współuzależnienie. I Maciej Stuhr i Teodor Koziar - chłopie grający główną rolę – świetni. Bardzo dobrze oddany klimat początku lat 90tych.

Anna Starostka - ocena: 9

Wiedziałam, że idę na film o wspaniałych latach 90., wiedziałam, że będzie nieco ciężko ze względu na poruszany problem, ale zupełnie nie byłam gotowa na takie emocje. Osobista historia reżysera stała się historią wszystkich, a narzucony ton wywołał oczywiste reakcje. Film przez kilka lat dojrzewał do tego by rozgościć się w sali kinowej i na szczęście wszystkich widzów festiwalu właśnie nadszedł ten moment. Całej obsadzie należą się ogromne brawa i słowa uznania, bo naprawdę film wgniata w fotel. W KOŃCU!

8 - 9 9 9 - 8 9 - 8.7
Prime Time

Prime Time

Jakub Jakubowski - ocena: 4

"Prime Time" obejrzałem po przeczytaniu w jednej z recenzji, że film ten aż "kipi od emocji". No i stary miś dał się nabrać na sztuczny miód. Nie wiem, w jakim stanie emocjonalnym na co dzień jest autor owej recenzji, ale jeśli po obejrzeniu filmu aż tak mu "zakipiało", to z pewnością jest to sygnał niepokojący. Nic tu się nie klei, począwszy od scenariusza po drętwe aktorstwo. Zamiast thrillera psychologicznego dostaliśmy kalambury.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

O ile dramaturgia do pewnego momentu utrzymuje "Prime Time" przy życiu, o tyle natłok niedomówień stopniowo odcina dopływ tlenu. Reżyserski debiut Jakuba Piątka, choć świetnie obsadzony i zainscenizowany, więdnie i usycha z każdą kolejną sceną. Zawodzi jako thriller, a trafny społeczny komentarz ma za małą siłę rażenia. Dodatkowy plusik za ciekawy zestaw archiwalnych materiałów.

Magda Mielke - ocena: 4

Niepotrzebne dłużyzny, scenariusz zmierza donikąd, absurd goni absurd, a scenarzyści zgubili mnie w jakimś ślepym zaułku. Szkoda - potencjał był. Bielenia i Popławska jak zawsze zasługują na uwagę, ale nagroda specjalna za występ aktorski trafia do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Anna Starostka - ocena: 4

Duże oczekiwania spotkały się z dużym rozczarowaniem. Niestety jest nudno, mimo ciekawego pomysłu i ważnego społecznie tematu. Popławska i Bielenia niezawodni, scenografia oddaje klimat, ale potencjał fabularny zmarnowany.

4 - 5 - 4 - - 4 - 4.3
Przejście

Przejście

Jakub Jakubowski - ocena: 2

Sorry, nie dałem rady, wyszedłem z seansu po 40 minutach. I nie byłem jedyny, który ewakuował się z sali kinowej. FPFF nie jest miejscem na tego typu filmowe eksperymenty. Szkolne etiudy są dużo ciekawsze i lepsze, a my mówimy o filmie Konkursu Głównego największego polskiego festiwalu! Historia ma potencjał, ale potencjał ten został zabity przez marny scenariusz. Brak tutaj dialogów, poziom abstrakcji sięga zenitu, a praca kamery jest po prostu nużąca. Choć zaznaczam, że oceniam tylko pierwsze 40 minut filmu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 1

Fabułę można streścić słowami pewnego internetowego klasyka: "idę albo nie idę". Tym "Przejściem" przejść się zwyczajnie nie da. Obecność tego filmu w Konkursie Głównym jest katastrofalnym nieporozumieniem. Jeśli Polski Instytut Sztuki Filmowej dopłaca do produkcji, to niech dopłaca też widzom za seans.

Marta Apanowicz - ocena: 2

Maria popełnia samobójstwo. Następnie przez prawie cały film nie chce odejść z tego świata, by na koniec jednak się z tym padołem łez pożegnać. Cierpliwy widz doczeka tego pożegnania, ale zostanie z pytaniem: dlaczego ten film powstał? Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Magda Mielke - ocena: 3

Opowiadanie Weroniki Murek "W tył, w dół, w lewo" dwa lata temu w krótkometrażowym filmie "Maria nie żyje" zekranizowała Martyna Majewska. Na Festiwalu możemy oglądać pełnometrażową adaptację tej samej historii. To bardzo nieszczęśliwy zbieg okoliczności, choć myślę, że "Przejściu" nie pomogłoby nawet, gdyby "Maria nie żyje" nigdy nie powstało. Dostrzec można też głęboką inspirację "Aniołem w Krakowie" z pamiętną rolą Krzysztofa Globisza, tyle, że klimat tamtejszego ludowego katolicyzmu trąci myszką. Mnóstwo banału i pretensjonalności zarówno w słowie, jak i obrazie, a przy tym balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy metafizyką a kiczem.

2 - 1 2 3 - - - - 2.0
Sonata

Sonata

Jakub Jakubowski - ocena: 7

Dwa lata temu na festiwalu debiutował film "Ikar. Legenda Mietka Kosza", a teraz historię innego niepełnosprawnego pianisty, Grzegorza Płonki, w którego talent nikt nie chciał uwierzyć, na warsztat wziął Bartosz Blaschke. Przy takiej historii, opartej na faktach, łatwo popaść w martyrologię i przesadę, tymczasem tutaj mamy wszystko podane z wyczuciem. Świetnie oddane emocje przeżywane nie tylko przez niesłyszącego pianistę, ale też przez jego najbliższych. Doskonała rola Michała Sikorskiego, świetną kreację stworzyła też Małgorzata Foremniak. Niedosyt pozostawiła u mnie jedynie muzyka, film o takiej tematyce zasługiwał w tej materii na znacznie więcej.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Krzepiąca, mądrze i z humorem opowiedziana historia chłopaka, który większość swojego życia, z powodu lekarskich niedopatrzeń, spędził w całkowitej ciszy. Doskonały przykład na to, jak w lekkiej formule, a jednocześnie w poruszający sposób, opowiadać o cierpieniu i braku akceptacji. Nawet jeśli to biograficzna sztampa, to ja to kupuję, bo "Sonata" poruszyła mnie na wielu płaszczyznach. Koncertowo głównego bohatera zagrał Michał Sikorski. Bardzo fajnie zobaczyć też w takiej aktorskiej formie Małgorzatę Foremniak. Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie festiwalu. "Sonatę" odegrano bez fałszu.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Jeden z najlepszych filmów tegorocznego Festiwalu. Trudna historia pokazana w lekki, przystępny sposób bez niepotrzebnego moralizowania czy też martyrologii. Wielkie brawa dla aktorów, na ekranie błyszczy Małgorzata Foremniak Michał Sikorski w roli autystycznego Grzegorza doskonały! Pozycja, którą trzeba zobaczyć.

Magda Mielke - ocena: 7

Najpiękniejsze historie pisze samo życie. Z ogromną czułością i bez cienia sentymentalizmu opowiedziane losy Grzegorza Płonki, błędnie zdiagnozowanego chłopaka zafascynowanego muzyką. Piękne zdjęcia i piękne role. Michał Sikorski po prostu stał się Grzegorzem, ani przez chwilę nie zbliżając się do tak łatwej w tym przypadku do przekroczenia granicy przerysowania postaci. Ale najbardziej zaskakuje tu Małgorzata Foremniak, która po wielu latach obsadzania w jednowymiarowych rolach dostała szansę pokazania swojego talentu. To ważny portret kobiety-matki, która podobnie jak otaczający ją krajobraz jest niezłomną skałą, w której rękach tkwi szczęście całej rodziny.

Anna Starostka - ocena: 8

Kolejny film, w którym prawda wchodzi na ekran. Sonata księżycowa zagrana na najwyższych rejestrach wrażliwości. Michał Sikroski w roli Grzegorza Płonki wypadł rewelacyjnie, mam nadzieję, że zostanie doceniony. Zaskoczyła mnie bohaterka zagrana przez Małgorzatę Foremniak, niezwykle ważna kobieca postać w zestawieniu ról tego festiwalu. Miło było zobaczyć Jerzego Stuhra na wielkiem ekranie, a jeszcze milej dowiedzieć się o osobistej motywacji aktora do przyjęcia tej roli. Tegoroczny festiwal jest niezwykle refleksyjny, a "Sonata" niech będzie tego następnym dowodem.

7 - 8 9 7 - - 8 - 7.8
Śmierć Zygielbojma

Śmierć Zygielbojma

Jakub Jakubowski - ocena: 7

Jeśli podobał się wam "Obywatel Jones", koniecznie zobaczcie "Śmierć Zygielbojma". Także i tutaj mamy heroiczną walkę jednostki o to by otworzyć oczy świata na eksterminację milionów, w tym przypadku Żydów. Bardzo dobrze poprowadzona historia, film trzyma w napięciu przez cały czas. Sceny z getta, choć minimalistyczne, wbijają w fotel. Wojciech Mecwaldowski w roli głównej mógł w końcu pokazać swój nieprzeciętny talent aktorski.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Ponownie, jak w przypadku "Ciotki Hitlera", irytować może nieco "telewizyjny" format filmu, ale tym razem mamy do czynienia ze znacznie lepszym scenariuszem i przede wszystkim świetną rolą Wojciecha Mecwaldowskiego. Ukłony także w stronę filmowców za sprawne wykorzystanie historii, o której próżno czytać w podręcznikach historii. Solidne filmowe rzemiosło, które bardziej powinno być skierowane do zagranicznej a nie polskiej widowni. Niemniej, warto zobaczyć uboższą wersję "Obywatela Jonesa".

Magda Mielke - ocena: 5

"Śmierć Zygielbojma" jest filmem zrobionym od linijki, bardzo poprawnym realizacyjnie, lecz przez większość czasu niezbyt angażującym. Nie dziwią liczne porównania do "Obywatela Jonesa". "Śmierć Z." dzieli z produkcją Holland większość jej wad. Ponad przeciętność wybija się tu rola Wojciecha Mecwaldowskiego. Szkoda, że nie otrzymał on więcej ekranowego czasu.

Magda Kaczorowska - ocena: 7

Smutny i poruszający film. Historia bezradności jednostki wobec polityki i politycznej poprawności. Przypomina faktycznie „Obywatela Johnsa” Agnieszki Holland. Polski żyd, działacz i polityk, który w czasie wojny trafia do Londynu, próbuje otworzyć oczy świata na tragedie holocaustu. W tle Londyn i Warszawa czasów wojny, jakże inne… Dobra akcja, wątek miłosny i osobiste tragedie bohaterów.

Anna Starostka - ocena: 7

Dzieło Ryszarda Brylskiego to w zasadzie nagromadzenie zalet - po pierwsze bardzo dobry Wojciech Mecwaldowski w roli głównej, po drugie dobre tempo i po trzecie ciekawa historia ujęta w sensownym i spójnym scenariuszu. Kawał dobrego, biograficznego kina.

7 - 7 - 5 - 7 7 - 6.6
Wszystkie nasze strachy

Wszystkie nasze strachy

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Polskie kontrasty zgrabnie zaplecione w interesującą opowieść, której momentami brakuje nieco większego emocjonalnego docisku. Intrygujący portret katolika-geja, który angażując się w życie wiejskiej społeczności, czasami dramatycznie wręcz zabiega o tolerancję i akceptację. Odrobinę za dużo przestrzelonych i zbyt oczywistych metafor, ale dobry scenariusz trzyma całą historię w ryzach. Film dla każdego, komu strach przed nieznanym zawęża pole widzenia i wywołuje frustrację. Jak trafnie ujął to Tadeusz Sobolewski - "kino chrześcijańskiego niepokoju". Trochę mniej patosu, a byłoby osiem gwiazdek.

Magda Mielke - ocena: 7

To najlepszy jak dotąd film Rondudy, w którym idealnie łączy się jego praktyka kuratorska z reżyserską. Niezwykle potrzebny i aktualny film. Niewywołujący łatwych wzruszeń, lecz poruszający głębokie rejestry czucia i zostający w głowie na długo. Ludzki i empatyczny. Prosty w formie, a jednak wielce symboliczny. Choć momentami wpada w patos to jest to patos bardzo potrzebny.

Anna Starostka - ocena: 7

Po filmie "Serce miłości" czekałam na kolejne dzieło Rondudy i przyznaje, że naprawdę opłacało się czekać nie tylko na film, ale również na kolejną doborową rolę Dawida Ogrodnika. Historia Daniela Rycharskiego i przekaz jaki z niej wynika, to temat najważniejszy w konkursowym zestawieniu. Człowiek, który nie może żyć według własnego wyboru, mieszkaniec działający na rzecz lokalnej społeczności i wreszcie katolik,dla którego nie ma miejsca przy miłosiernym stole. Rola Jacka Poniedziałka jako kuratora sztuki i jednego z niewielu sojuszników Daniela, to trafna metafora do stwierdzenia, że każdy swój ból i bunt można sztuką wyrazić. Ten film głośno i wyraźnie podkreśla, że skończył się już czas na aluzje. Jest bardzo sakralnie, podniośle i emocjonalnie- na to trzeba się nastawić.

- - 7 - 7 - - 7 - 7.0
Zupa nic

Zupa nic

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Zupka całkiem smaczna, łagodna, przyjemnie rozgrzewająca, ale zupełnie pozbawiona wyrazistych akcentów. Nie da się nią choćby połowicznie najeść. Porcja w sam raz dla tych, którym smakują filmowe sentymenty i lekkie historie o sile rodziny. Wśród festiwalowych propozycji raczej ciekawostka i chwila wytchnienia, dla szerokiej widowni (szczególnie 40+) niezła opcja na komediowy seans.

Magda Mielke - ocena: 6

Ten film jest jak gra w PRL-owskie bingo, z każdą kolejną sceną znajdujemy kolejny artefakt tamtych czasów. Jest miło i nawet zabawnie, ale to tylko kolaż wspomnień, złożonych w całość trochę na siłę. „Zupa” zawsze będzie zupą - jedynie przedsmakiem głównego dania.

Magda Kaczorowska - ocena: 6

Bardzo przyjemny film, zwłaszcza dla tych, którzy mają na liczniku przynajmniej czterdziestkę i pamiętają z dzieciństwa tamte czasy! Świetnie pokazuje PRL i ówczesną rzeczywistość. Scenografia, stroje, okoliczności, sytuacje - wszystko świetnie odzwierciedla tamte realia. I ten skok przez kozła na WF ;-) trauma z dzieciństwa! Akcja niestety żadna, dynamika zero.

Anna Starostka - ocena: 7

Słodko-gorzki film osadzony w dobrze znanej konwencji i otulony pastelowymi barwami. Mimo obecnej prozy codzienności można z ekranu wyciągnąć więcej radości niż smutku. Dębska zebrała wszystkie złości i zmieniła je w humor, dobro i ciepło. Nie brakuje smutnych realiów PRL-u, ale wszystko to znika bo w końcu "zupy nic najsłodsza słodycz" smakuje najlepiej. Na duży plus obecność Ewy Wiśniewskiej, nie rozumiem natomiast epizodu z Bosakiem, trochę doklejone na siłę.

- - 6 - 6 - 6 7 - 6.3
Żeby nie było śladów

Żeby nie było śladów

Jakub Jakubowski - ocena: 8

Totalitaryzm w najczystszej, a w zasadzie w swojej najbrudniejszej postaci. Nokautujący obraz łamania ludziom kręgosłupów i życiorysów. Oglądając, czułem na własnej skórze strach, bezsilność i rozpacz, czyli wszystko to co musieli odczuwać ci, których historia morderstwa Grzegorza Przemyka dotknęła osobiście. I mimo, że pamiętam tamte czasy, dobrze znam historię i wiem, jak było, to realizm bijący z ekranu mną wstrząsnął. I wywołał złość, że do dzisiaj sprawcy nie tylko tej zbrodni, ale w ogóle komunistyczni dygnitarze odpowiedzialni za funkcjonowanie tego systemu represji, nie zostali rozliczeni. Jeśli chodzi o sam film, to trochę za długi, spokojnie mógł się zmieścić w dwóch godzinach. Doskonały portret czasów słusznie minionych, doskonałe aktorstwo i zdjęcia. Nieprzypadkowo film ten pokazywany był w konkursie głównym festiwalu w Wenecji, nieprzypadkowo jest on polskim kandydatem do Oscara, nie będzie też przypadku, jeśli zgarnie ważne nagrody w Gdyni.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Wstrząsająca i wyzwalająca wiele wewnętrznego sprzeciwu opowieść o mechanizmach funkcjonowania bezdusznego aparatu władzy. Matuszyński znakomicie rozłożył na czynniki pierwsze sprawę Grzegorza Przemyka, ale kluczową robotę wykonał lata temu autor równie wstrząsającego reportażu, Cezary Łazarewicz. Film doskonale oddaje atmosferę zastraszeń, manipulacji, ciągłej inwigilacji i gróźb, jakie towarzyszyły obrońcom prawdy o morderstwie warszawskiego maturzysty. Na dodatek mamy wielkie kino pod kątem technicznym z bardzo precyzyjną scenografią, świetną muzyką, niebanalnymi zdjęciami i całą serią aktorskich parad - od Sandry Korzeniak, przez Jacka Braciaka, po Aleksandrę Konieczną, nie zapominając o Tomaszu Ziętku. Na lekki minus odrobinę za długi metraż i trochę miejscami "zjadające się" wzajemnie wątki. Film, który warto i trzeba zobaczyć.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Nie da się ukryć, że przed obejrzeniem tego filmu, obawiałam się, że film trwa aż 160 minut, ale tu nie ma ani jednego niepotrzebnego ujęcia. Spójny obraz manipulacji ludźmi, o tym, że w kontrze do władzy - jednostka stoi na przegranej pozycji, a niewygodną prawdę można tak przeinaczyć, by stała się kłamstwem. Tak powinno się pokazywać historię. Brawa dla aktorów, wszyscy zagrali wyśmienicie!

Magda Mielke - ocena: 8

Kawał świetnej filmowej roboty. Drobiazgowy, wielowątkowy i realistyczny. Wszystko tu się zgadza: ziarniste, dokumentalne wręcz zdjęcia, oszczędna, pozbawiona melodii muzyka, dobrze miarkowane napięcie i mnóstwo fantastycznych ról aktorskich. Matuszyński z czułością pokazuje swoich bohaterów, nawet drugo- czy trzecioplanowe postaci są tu z krwi i kości. Kolejna (obok "Hiacynta") ważna rola Tomka Ziętka, w której ma on okazję rozwinąć skrzydła, ale to Sandra Korzeniak (wzbudzająca skojarzenia zarówno z Charlotte Gainsbour, jak i Patti Smith) jest tu prawdziwym objawieniem. Mimo mnogości wątków, kamera cały czas jest blisko głównych bohaterów, a długi metraż (niemal 3 godz.) pozwala choć trochę współodczuć terror tej sytuacji. W dodatku zdaje się, że film znalazł dla siebie idealny czas - bogactwo nienachalnych analogii do dzisiejszej rzeczywistości jest zatrważające. Choć moje serce skradł "Powrót do Legolandu", myślę, że to ten film rozbije bank nagród.

Magda Kaczorowska - ocena: 9

Wspaniały nakręcony i zagrany film historyczny. Manipulacja, fałszowanie faktów, łamania świadków, wpływanie na prokuraturę i sądy, oczernianie niewinnych na niewiarygodną wręcz skalę, przerażają. Świetna obsada, i głównych i drugoplanowych ról. Doskonale oddane realia i klimat tamtych czasów. Na pewno zostanie doceniony przez jury festiwalu i zdecydowanie wart jest obejrzenia, również przez młodzież.

Anna Starostka - ocena: 8

Jan P. Matuszyński stworzył kolejny potężny film, opowiadający historię, która miała zostać zamieciona pod dywan, a odbiła się echem nawet poza granicami kraju. Taka historia zasługiwała na skrupulatne potraktowanie, chociaż i tak ze scenariusza wypadło wiele stron. Duży ukłon w kierunku autora zdjęć Kacpra Fertacza - niektóre kadry zostaną w głowie na długo. Obsada filmu wykonała świetną robotę, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie postać Barbary Sadowskiej zagranej przez Sandrę Korzeniak - nonkonformizm w artystycznym wydaniu. No i powiedzmy sobie głośno, że Tomasz Ziętek już jest wielkim wygranym tego festiwalu, oby słowo ciałem się stało.

8 - 8 9 8 - 9 8 - 8.3

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

Opinie (28) 4 zablokowane

  • Pokot powinien zgarnąć wszystkie nagrody! (2)

    • 15 52

    • Skandalem jest wybranie go do konkursu oskarowego

      Skandal i promocja za naszą kasę

      • 23 6

    • kto takie dziadostwo finansuje jak z publicznych to łajdactwo jak prywatnie to nic do tego

      ........drogi i chodniki jak we wsi a tw władza inwestuje w dziadostwo które nie bedzie rentowne

      • 3 6

  • Bardzo dobra edycja festiwalu (1)

    z roku na rok polskie kino jest naprawdę coraz lepsze.

    • 27 24

    • wspólczuję

      • 6 13

  • Wreszcie koniec festiwalu gniotów polskich. (1)

    • 31 28

    • Gierszał nic nie wygrał bo nie ma brody.

      • 27 5

  • Szok znow stajemy sie poprawnie europejscy

    • 16 7

  • Kowal ma ewidentnie problem z Wyklętym (1)

    Moze nie jest to film najwyzszych lotów, ale żeby w kazdym artykule o festiwalu równać go z błotem to lekka przesada.

    • 29 12

    • Bo to jest jeden z najgorszych filmów, jakie w Polsce nakręcono

      • 5 3

  • Pokot to tragedia

    Ale POprawni POlitycznie musieli kondomitce dac jakaś nagrodę.

    Poza tym srebrne lwy dla filmu o uchodzcach... A ludzie pójdą nie na to tylko na film na literę N (nie mylić z Maderą)

    • 31 30

  • Buc Borusewicz tez tam siedział

    A ta z nagrodą za debiut wygłosiła przemowę o wolności. Zjazd pajaców ze Wsi Warszawa.

    • 33 21

  • sztuką jest przetrwać

    do następnego festiwalu

    • 15 4

  • same dziwolągi (1)

    na tym czerwonym dywanie. Jedynie Wiktor Zborowski rzucił m się w oczy jako spokojny, wyważony aktor. Reszta pseudo elyty lansujące się w dziwacznych strojach.

    • 38 10

    • Zborowski też się lansuje

      w 'śniadaniu mistrzów', jest tam również spokojny, wyważony

      • 0 0

  • A zdjecia tradycyjnie niepodpisane (1)

    • 15 0

    • Bo większości tych uczestnikóów nikt nie zna.

      • 8 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceny naszych dziennikarzy

Przydatne informacje

Zdjęcia

    Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego