Wiadomości

stat

Religa lepszy niż Dr House. Będą Złote Lwy?

Zwiastun filmu "Bogowie" Łukasza Palkowskiego. Okazuje się, że my też mamy swojego doktora House'a, tylko nasz był prawdziwy. Nazywał się Zbigniew Religa.



Zbigniew Religa jako nasz polski Dr House: jest porywający, pełen pasji, kontrowersyjny i pełen energii. Kto by pomyślał, że w Polsce może powstać film, który jest hołdem, ale nie pomnikiem czy laurką. Zarówno "Bogowie", jak i "Miasto '44" cieszą się ogromnym powodzeniem i będą konkurować o nagrodę publiczności. "Onirica - Psie pole" z pewnością zaś powalczy o nagrodę za zdjęcia.



Bogowie
reż. Łukasz Palkowski

Kto by pomyślał, że taki film może powstać w Polsce? W końcu Zbigniew Religa nadal żyje w naszej pamięci, wiemy kim był i co robił. Ale twórcy filmu stworzyli epicką, porywającą historię człowieka, który przez życie idzie jak burza, realizując swój wielki plan, do którego (można mieć wrażenie) został powołany. Przez Boga?

Oparty na faktach film zupełnie nie przypomina filmów biograficznych, w których często fakty szkodzą fabule, a wierność prawdzie osłabia scenariusz. W filmie "Bogowie" scenariusz jest równie zdecydowany, jak główny bohater i nie pozostawia wątpliwości widzowi. Film przechodzi przez kino jak huragan - bo sam Religa jest jak huragan. To buntownik, który ma w sobie siłę niezwykłą. Ta siła zalewa widza falami wzruszenia, a odtwórca głównej roli, Tomasz Kot, to wielki kandydat na Złote Lwy za najlepszą rolę męską.

Bo "Bogowie" nie są ani pomnikiem, ani laurką. Tętnią żywymi emocjami, pokazują Religę przeklinającego, żartującego (świetne poczucie humoru!), popełniającego błędy, pijącego, palącego i jednocześnie: przenoszącego góry. Warto przypomnieć, że nowatorski i eksperymentalny program czołowego polskiego kardiochirurga był przez środowisko przeklinany. Relidze zarzucano, że stawia się na równi z Bogiem, że jego działalność jest wbrew etyce, że kieruje nim żądza sławy. I gdy podstawiano mu nogi, on upadał. A później się podnosił. I to się pięknie ogląda.


Miasto 44
reż. Jan Komasa

Ten film ma co najmniej dwie wielkie zalety. Po pierwsze: Jan Komasa zrezygnował z pytań o sens Powstania Warszawskiego. Zamiast stawiać pytania, postawił na realizm - widz ma wrażenie, że jest w centrum wydarzeń. Wydarzeń okrutnych ponad wszelką miarę - odkąd w filmie pada pierwszy strzał (a pada dość szybko), śmierć kroczy przez ekran bez przerwy i zbiera swoje żniwo. I ten realizm to druga zaleta filmu. Gdyby w Gdyni dawano nagrodę za efekty specjalne, to Miasto 44 byłoby murowanym faworytem. Warto tu wspomnieć, że przy filmie pracował specjalista z Hollywood: Richard Bain, który współpracował m.in. z Christopherem Nolanem i Peterem Jacksonem. I to widać - efekty w filmie Komasy to światowy poziom, a jakość rekonstrukcji leżącej w gruzach Warszawy zapiera dech w piersiach, wielkie brawa należą się także dla charakteryzatorów (wreszcie krew, która nie wygląda jak keczup lub barszcz) i specjalistów od kostiumów.

Gdy jednak zapomnimy o fajerwerkach, Miasto 44 zaczyna gwałtownie tracić na jakości. W poprzednim filmie Komasy, "Sali samobójców", o sile filmu stanowił pomysł na scenariusz. Tutaj tego pomysłu nie ma. Po zrujnowanej Warszawie biega w tę i z powrotem garstka nastolatków, a wokół świszczą kule. Po filmie widz ma wrażenie, jakby właśnie przeżył rozstrzelanie (rozłożone na ponad półtorej godziny). Nastolatkowie się w sobie zakochują, ale wątek romantyczny jest raczej pocztówkowy, nawet jeśli to miłość w piekielnym ogniu. Trudno mieć pretensje do aktorów, którzy nie dostali wielkiej szansy, aby stworzyć pełnokrwiste role. Bohaterem zbiorowym jest raczej cała Warszawa, która z minuty na minutę pogrąża się w chaosie i śmierci. To obraz wstrząsający i smutny, który z pewnością chwyci za serca wielu widzów w całej Polsce.

Onirica - Psie Pole
reż. Lech Majewski

To trzecia część tryptyku Lecha Majewskiego, w którego skład wchodzą jeszcze "Ogród rozkoszy ziemskich" oraz "Młyn i krzyż". Podobnie jak poprzednie tytuły, także i "Onirica - Psie pole" nawiązuje do wielkiego dzieła z przeszłości. Tym razem jest to "Boska komedia" Dantego, która prowadzi głównego bohatera przez życie.

A jest to życie pełne bólu po stracie najbliższych: przyjaciela Kamila i ukochanej: Basi. Główny bohater (Michał Tatarek) z tego życia w zasadzie rezygnuje. Rzuca karierę naukową, by znaleźć zatrudnienie w hipermarkecie. Ale nawet i tam nie pracuje, ale szuka ucieczki w śnie.

Ten oniryczny świat Adama jest osią filmu Lecha Majewskiego - pełnego dziwacznych wizji (np. jak radłem zaprzężonym w woły Adam orze supermarketową terakotę) i widziadeł (Adama odwiedza np. Anioł czy seksowna prezenterka z programu telewizyjnego "Bikini quiz"). Dzięki snom może spotkać się ze swoją ukochaną. W tym samym czasie kraj nawiedzają nieszczęścia i klęski, powódź, katastrofa samolotu prezydenckiego.

"Onirica" zgodnie z tytułem to film poetycki, malarski, cichy i spokojny. Każdy kadr u Majewskiego jest w zasadzie obrazem, często nasyconym tylko jedną barwą. Tu nie ma ujęć przypadkowych. Tym samym "Onirica" jest mocnym kandydatem do nagrody za zdjęcia, ale nie ulega wątpliwości, że to film trudny w odbiorze, hermetyczny (lektor czyta Dantego w oryginale), mocno odstający od konkursowej stawki.

Opinie (21) 3 zablokowane

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceny naszych dziennikarzy

Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego