Wiadomości

Polskie science-fiction? To możliwe. Recenzja filmu "Człowiek z magicznym pudełkiem"

Najnowszy artukuł na ten temat

Zaskakujący i nieprzewidywalny. Podsumowaliśmy festiwal filmowy w Gdyni

Uczucie Gorii (Olga Bołądź) i Adama (Piotr Polak) może być dla głównych bohaterów ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji.
Uczucie Gorii (Olga Bołądź) i Adama (Piotr Polak) może być dla głównych bohaterów ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures

Autorowi znakomitej "Dziewczyny z szafy" ponownie udaje się z powodzeniem pogodzić filmową komercję z elementami niezależnego kina. "Człowiek z magicznym pudełkiem" to neurotyczna opowieść miłosna w klimacie science-fiction, której w polskiej kinematografii jeszcze nie widzieliście!



Facet o pseudonimie gwiazdy roznegliżowanych krótkometrażowek bierze na barki gatunkowy ciężar science-fiction, podróże w czasie wplata do konwencji romansu, dość statyczną fabułę lokuje w futurystycznej Warszawie, a na dodatek bezczelnie do jednego filmowego kotła wrzuca kadry z "Facetów w czerni" i "Podziemnego kręgu". Brzmi jak irracjonalny scenariusz spisany na skrawku papieru toaletowego podczas zajęć terapeutycznych w szpitalu dla obłąkanych. W tym szaleństwie jest jednak metoda! Bodo Kox najnowszy projekt może wsadzić do drewnianej skrzyni i wysłać na eksport w różne części świata. Polskie kino znalazło pomysł na science-fiction.

Odpowiedzialność za te swoiste novum bierze reżyser, który eksperymentując na różnych płaszczyznach niezależnego kina wykształcił w sobie niebywałą lekkość łączenia groteskowego humoru z naturalistyczną goryczą. Kox, co udowodnił już w "Dziewczynie z szafy", intuicyjnie potrafił wydobywać głębię emocji bez zamaszyście rozpisanych dialogów, aktorskich spazmów i dziesiątek niepotrzebnych ozdobników. Uniknął typowego dla offowych twórców egzaltowania każdego kadru i nachalnego pielęgnowania formy kosztem treści. U Koxa jest konkretnie, oszczędnie, a jednocześnie niebanalnie i zaskakująco. Wszystkie atuty reżyserskiego warsztatu udało się przemycić w najnowszym projekcie.

Konwencja science-fiction oczywiście odgrywa wiodącą rolę w "Człowieku z magicznym pudełkiem", jednak na niektóre fabularne niuanse i uproszczenia warto przymknąć oko.
Konwencja science-fiction oczywiście odgrywa wiodącą rolę w "Człowieku z magicznym pudełkiem", jednak na niektóre fabularne niuanse i uproszczenia warto przymknąć oko. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures
Warszawa. Rok 2030. Spowita niepokojącą mgłą stolica bardziej niż futurystyczną metropolię przypomina wyludniałe miasteczko u progu postapokaliptycznej zagłady. Szare niebo, mętna Wisła, strzeliste wieżowce pokryte pyłem, wewnątrz których niemal bezszelestnie w korporacyjnym ładzie kłębią się anonimowe postaci. W tych nieznośnie sterylnych wnętrzach dochodzi do spotkania Adama (Piotr Polak) i Gorii (Olga Bołądź). Mężczyzny z wymazaną przeszłością i kobiety z nieokreśloną przyszłością. On z wypisaną pustką na twarzy podejmuje pracę sprzątacza, ona - bezpośrednia, bezczelna i wyuzdana - należy do kadry zarządzającej.

Korporacyjny mezalians dla obojga staje się szansą na dowartościowanie pustego życia, któremu z pewnością nie sprzyja nihilistyczna rzeczywistość - zgrabnie podsumowana jednym z haseł na ulicznym murze: "Lepsze jutro było wczoraj". Gdy Adam znajduje stary radioodbiornik nie zdaje sobie sprawy, że tym samym uruchomi serię niecodziennych zjawisk, które wykroczą poza przestrzeń i czas.

Do motywu podróży w czasie Bodo Kox podszedł dość ostrożnie, czasami asekuracyjnie, nieraz zbyt infantylnie, ale wkraczał przecież na niezwykle grząski grunt. Sporo więc w "Człowieku z magicznym pudełkiem" rozwiązań zaczerpniętych z zachodnich produkcji, choć na szczęście twórcy filmu wykazali się niezbędnym dystansem, wyśmiewając wprost niektóre z pomysłów (scena otwarcia z aluzją do "Facetów w czerni"). Odpowiedniego klimatu dostarczają również zgrabnie wykorzystane plenery Warszawy, która w filmie okazuje się być niezwykle uniwersalną scenerią - zarówno wydarzeń osadzonych w XXI wieku, jak i w latach 50. ubiegłego stulecia. Oszczędne, oczywiście ze względu na finanse, efekty specjalne mogą śmieszyć (często celowo) lub zirytować, ale podstawową funkcję wypełniają. Mówimy przecież o kinie science-fiction, na które nikt nie był w stanie wyłożyć kilkunastu milionów dolarów. W Hollywood (co najmniej) takie "drobne" rzuca się lekką ręką na realizację jednego odcinka "Gry o tron".

W "Człowieku ..." nie chodzi jednak o samą ideę podróży w czasie i percepcję równoległych rzeczywistości. Nie chodzi nawet o dystopijną przyszłość. Zbyt mocne ograniczenia finansowe i produkcyjne nie pozwalają na dostateczne rozwinięcie tych wątków, co zresztą widać w wielu naiwnych uproszczeniach. Fabularne dziury powodują jednak tylko chwilową utratę równowagi. Główną rolę grają emocje oscylujące oczywiście wokół miłości jako lekarstwa na trującą przyszłość zdominowaną przez militarne zbrojenia, międzynarodowe kryzysy, nachalnie zaczepiające przechodniów reklamy, elektroniczne pieniądze i komputery śledzące ludzi ze wszczepionymi czipami. Uczucie dwójki outsiderów ociera się często o tandetę, ale w perspektywie bohaterów naprawdę wydaje się to być wiarygodne i zbawienne.

Szczególnie dobrą rękę reżyser Bodo Kox ma do filmowej obsady. Obsadzenie w roli Adama anonimowego kinowym widzom Piotra Polaka było trafionym zabiegiem. Podobnie jak zatrudnienie Olgi Bołądź, która świetnie wypada w roli Gorii i udowadnia, że ma aktorski potencjał. Ten w ostatnich miesiącach przysłoniły kinowe potworki ("Kochaj", "Słaba płeć?") z udziałem Bołądź.
Szczególnie dobrą rękę reżyser Bodo Kox ma do filmowej obsady. Obsadzenie w roli Adama anonimowego kinowym widzom Piotra Polaka było trafionym zabiegiem. Podobnie jak zatrudnienie Olgi Bołądź, która świetnie wypada w roli Gorii i udowadnia, że ma aktorski potencjał. Ten w ostatnich miesiącach przysłoniły kinowe potworki ("Kochaj", "Słaba płeć?") z udziałem Bołądź. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures
Znaczna w tym zasługa aktorów. Rozpoznawalna już od długiego czasu Olga Bołądź i niemal kompletnie anonimowy Piotr Polak tworzą jeden z barwniejszych duetów w polskim kinie ostatnich miesięcy. Wzajemna chemia, pozornie nieoczywista, miejscami chropowata, uwydatnia jednak atuty każdego z tej dwójki. Reżyserowi znakomicie udało się pogodzić przebojowość Bołądź z dżentelmeńskim sposobem bycia Polaka. Oboje po prostu ogląda się z przyjemnością, zwłaszcza, gdy na ekranie pojawiają się we wspólnych ujęciach. Świetnie w komediowym wydaniu kolejny raz wypada Sebastian Stankiewicz (Bernard), a występująca w roli sąsiadki Helena Norowicz momentami (scena z kawałkiem Maanamu) ociera się już o maestrię.

Futurystyczne love-story z teleportującym w czasie radiem, nieszablonowym humorem, zaskakującymi na płaszczyźnie scenariusza i scenografii rozwiązaniami bije na głowę sztampowe rodzime twory romanso-podobne. "Człowiek z magicznym pudełkiem", wzorem głównych bohaterów, tworzy mezalians komercyjnego kina z artystycznym filmem, który zgrabnie bazuje na konwencji science-fiction, dając polskim twórcom zielone światło na dalsze eksperymenty w czasie i przestrzeni. Ten, pomimo chwilowych kryzysów, z pewnością się udał, czego dowodem były żywe reakcje publiczności i końcowe brawa podczas gdyńskiej premiery. Magiczne pudełko odpaliło.

Specjalny serwis 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

OCENA: 7,5/10

Oceny naszych dziennikarzy

Marta Apanowicz Alicja Olkowska Łukasz Rudziński Tomasz Zacharczuk Jarosław Kowal Średnia
Boże Ciało

Boże Ciało

Marta Apanowicz - ocena: 8

To po prostu kawał dobrego kina osadzonego we współczesności. Świetnie opowiedziana historia, dobrze zagrana bez zbędnego moralizowania.

Alicja Olkowska - ocena: 9

Murowany kandydat do Złotych Lwów, kameralne kino, które chwilami wbija w fotel. Kapitalna główna rola męska. Bartosz Bielenia poważnie może zagrozić Dawidowi Ogrodnikowi w wyścigu w kat. główna rola męska. Komasa w doskonałej formie. Brawo.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

Bardzo mądry film Jana Komasy, który wymyka się stereotypom, jak młody Daniel ramom kościelnym. Bardzo dobry Bartosz Bielenia w głównej roli, efektownie nakreślona lokalna społeczność, błyskotliwy scenariusz Mateusza Pacewicza i droga duchowa, jaką przechodzi bohater i wierni. Faworyt do Złotych Lwów.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Przenikliwy, angażujący, świetnie napisany i poprawnie nakręcony obraz o poszukiwaniu własnej tożsamości. Fantastyczna rola Bartosza Bieleni. W kulminacyjnym momencie brakuje nieco emocjonalnego docisku, choć nawet tu dopieszczony w szczegółach koncept na film ani drgnie. Wszystko ma swoje miejsce. Będą nagrody. I to nie tylko w Gdyni.

Jarosław Kowal - ocena: 9

"Boże ciało" nie bez przyczyny jest polskim kandydatem do Oscara - to historia wręcz skrojona pod tę nagrodę. Komasa idealnie wyważył elementy dramatyczny i komediowe, Bartosz Bielenia jest fenomenalny w roli głównej, a w dodatku scenariusz powstał na bazie prawdziwych wydarzeń - iście hollywoodzkie połączenie, a w dodatku na najwyższym poziomie. Przyznanie Złotych Lwów innemu filmowi będzie zaskoczeniem.

8 9 8 8 9 8.4
Ciemno, prawie noc

Ciemno, prawie noc

Marta Apanowicz - ocena: 7

Ekranizacja powieści Bator trzyma w napięciu od pierwszych minut filmu. Doczekaliśmy się w końcu dobrego thrillera, jest niepewność i tajemniczość. Do tego dobra obsada, tajemniczy Wałbrzych w tle i doskonale zdjęcia.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Film, na który długo czekałam, ale ostatecznie wyszłam z kina rozczarowana. Trailer obiecywał wielkie kino, a otrzymałam finalnie po prostu dobry film. Szkoda, bo potencjał był ogromny.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Jako wierna ekranizacja bardzo dobrej prozy Joanny Bator, film Borysa Lankosza sprawdza się bardzo dobrze. Jednak obraz filmowy zbyt dosłownie podąża za fabułą, przez co film traci siłę wyrazu i staje się mentną, długimi fragmentami nijaką ponurą baśnią. Mnie ta gatunkowa hybryda zupełnie nie porwała, choć aktorzy zagrali bardzo solidnie.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Gatunkowa hybryda, której ewidentnie brakuje wyrazistości. Literacki język Joanny Bator jest aż nadto wyczuwalny, przez co film grzęźnie w sztucznych dialogach i wytraca początkowy impet z każdą kolejną sceną. Ni to baśń dla dorosłych, ni to rasowy kryminał. Zmarnowano również olbrzymi potencjał aktorski. Świetnie natomiast prezentuje się posępny Wałbrzych, uchwycony w klimatycznych zdjęciach Marcina Koszałki. Ciemno. Prawie noc. Prawie udany film.

7 5 4 5 - 5.3
Czarny Mercedes

Czarny Mercedes

Marta Apanowicz - ocena: 4

Utrzymany w konwencji teatru telewizji film, ale nie kino. Nie można go traktować jako filmu festiwalowego i w tym przypadku jest to komplement. To po prostu kino Majewskiego z dobrą obsadą aktorską. Do obejrzenia w domowym anturażu.

Alicja Olkowska - ocena: 3

To mógł być dobry, trzymający w napięciu kryminał, gdyby miał porządny scenariusz. Nie pomogli aktorzy, na nic się zdały ładne zdjęcia. Historia bardzo szybko trąci banałem, a widzowie tak naprawdę tracą zainteresowanie losami bohaterów i szukaniem odpowiedzi na pytanie "kto jest mordercą i dlaczego". Szkoda.

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Niestety, kryminały w wersji filmowej nam się raczej nie udają. Dowodem "Czarny Mercedes", czyli popularna w PRL-u "Kobra", ale w pełnym metrażu. Znajdziemy tu tajemniczą zbrodnię w czasach nazistowskich, wzorową współpracę polsko-niemieckich organów ścigania, a nawet getto warszawskie z rozśpiewanymi burdelikami i Żydami trwoniącymi tam majątki. Brakuje tylko sensownego scenariusza, odrobiny prawdopodobieństwa i gry aktorskiej zastąpionej tutaj chyba stylowymi kostiumami z epoki.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 1

Do "Czarnego Mercedesa" nie warto wsiadać, bo cuchnie w nim filmową stęchlizną. Archaiczne, przedpotopowe kino, kompletnie oderwane od współczesnej sztuki filmowej. Poza aktorską perełką Andrzeja Seweryna na dalszym planie nie ma tu nic, co skupia uwagę. Banalny, fatalnie skrecony kryminał, któremu brakuje dynamiki, choćby przeciętnego scenariusza i porządnych kreacji aktorskich. Film, którego miejsce jest w trzecioligowej stacji tv w porze nocnej posuchy. Najgorszy obraz festiwalu.

Jarosław Kowal - ocena: 1

Doczekaliśmy się polskiego "The Room", a w dodatku połączonego z "Ojcem Mateuszem". Kilka razy upewniałem się, czy aby na pewno nie jest to komedia, a te wszystkie wpadki scenariuszowe, fatalne dialogi, śledztwo rodem z przygód Scooby'ego-Doo nie są jakimś postmodernistycznym komentarzem... Wygląda na to, że nie są, a "Czarny Mercedes" to po prostu bardzo, bardzo zły film. Chyba, że lubicie Tommy'ego Wiseau, wtedy możecie wyjść z seansu usatysfakcjonowani.

4 3 2 1 1 2.2
Dolina Bogów

Dolina Bogów

Marta Apanowicz - ocena: 2

Przeciągnięty do granic możliwości, nudny obraz przepełniony metaforami, którego nie ratują ani dobre zdjęcia ani dobra gra aktorska.

Alicja Olkowska - ocena: 4

Wizjonerskie, metafizyczne kino. Film-pocztówka, mistyczny, chwilami lynchowski i... potwornie nudny. Zza dopracowanych ujęć zionie pustka. Wizualne cacko, które jest wydmuszką, niestety. Czuć, że to była droga produkcja, nie śmiem nawet pytać o budżet, ale czy się zwróci? Wątpię. Raczej dla fetyszystów pięknych kadrów.

Łukasz Rudziński - ocena: 3

Filmy Lecha Majewskiego to pełne metafor, wizualne kolaże. Tym razem jednak już na poziomie scenariusza film rozczarowuje - wątek przechodzącego kryzys copywrightera, absurdalnie spleciony z losami najbogatszego człowieka świata i historią Indian z plemienia Nawaho owocuje chaosem, z którego nawet pojedyncze genialne sceny (jak ta z klatkami), John Malkovich i cudowne plenery Arizony nie są w stanie uratować filmu. Największe rozczarowanie konkursu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Okazałe plenery, świetne kostiumy oraz scenografia i... to w zasadzie tyle. Absurdalnie powiązane ze sobą wątki to tylko jedna z wielu wad scenariuszowych. Zupełnie też niewykorzystany potencjał aktorów. Kilka niezłych scen to zbyt mało, by zetrzeć niekorzystne wrażenie. Finał jest wręcz kiczowaty. Doceniam reżyserska odwage i wizję. Zbyt mocno jednak zmeczyl mnie ten film. Kino dla zagorzałych fanów Majewskiego.

Jarosław Kowal - ocena: 6

Majewski diagnozuje sam siebie już na samym początku filmu, kiedy jednemu z bohaterów w ramach niechęci do absurdu nakazuje dokonywać absurdalnych czynów. "Dolina Bogów" podąża tą ścieżką i przez bardzo długi czas sprawia wrażenie luźno powiązanych, chaotycznych scenek utrzymujących uwagę widza wyłącznie świetnymi plenerami i imponującymi kadrami. Finał nie dostarcza wprawdzie wielu odpowiedzi, ale tym, którzy zdołają do niego dotrwać może przynieść satysfakcję.

2 4 3 4 6 3.8
Ikar. Legenda Mietka Kosza

Ikar. Legenda Mietka Kosza

Alicja Olkowska - ocena: 8

Bardzo dobrze opowiedziana historia, która chwyta za serce bez zbędnego patosu i tanich chwytów. Film wyważony, pomyślany tak, by trafić w gusta wielu widzów i nie tylko fanów jazzu. Nie brakuje zabawnych momentów, które dodają mu kolorytu, choć to jednak opowieść bardziej gorzka niż słodka. Muzyczna perełka nie tylko dla fanów jazzu. Doskonały Ogrodnik. Skróciłabym jednak "Ikara" o pół godziny...

Łukasz Rudziński - ocena: 9

Maciej Pieprzyca stworzył film kompletny. Biografia Mietka Kosza (doskonały Dawid Ogrodnik) jest niezwykle drobiazgowa, nakreśla wielowymiarowy obraz niewiadomego geniusza fortepianu. Bardzo dobry scenariusz, zupełnie inny niż "Chce się żyć", choć stempel reżysera jest bardzo widoczny. W czasach boomu na muzyczne biografie nie mógł się nam przytrafić lepszy i równie dobrze wyważony film w tej tematyce.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Film tak dobry, że aż chciałoby się kupić do domu fortepian, choćby tylko po to, by spoglądając na niego, przypominać sobie dzieło Pieprzycy. Kolejna kapitalna rola Ogrodnika. Znakomite sceny muzyczne. Pod koniec filmu siadło nieco tempo. Tak, jakby reżyser już sobie odpuścił finał. Jako całość robi jednak ogromne wrażenie i z miejsca staje się kandydatem do Złotych Lwów. Jazz-da obowiązkowa podczas festiwalu i gdy już film trafi do kin w całej Polsce.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Maciej Pieprzyca miał w 2016 roku pecha - jego "Jestem mordercą" było wówczas jednym z najciekawszych filmów wyświetlanych na gdyńskim festiwalu, ale na "Ostatnią rodzinę" nie było mocnych. Tym razem reżyser zaprosił do współpracy Dawida Ogrodnika, który trzy lata temu po mistrzowsku odegrał Tomasza Beksińskiego, co w połączeniu z prawdziwym życiorysem Mieczysława Kosza dało świetną, romantyczną historię w bardzo hollywoodzkim stylu.

8 8 9 8 8 8.2
Interior

Interior

Marta Apanowicz - ocena: 3

Niewykorzystane umiejętności aktorskie zarówno Magdaleny Popławskiej jak i Piotra Żurawskiego, brak sensownego scalenia dwóch historii. Mogła być artystyczna wizja z przekazem, co w życiu jest najważniejsze i o co warto walczyć. Zmarnowany potencjał, szkoda.

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Lista grzechów twórców tego filmu jest długa - fatalna praca kamery, irytujące, rozmyte kadry, dłużyzny, bardzo kulawy, porażająco naiwny scenariusz, nieudolnie zszyty z dwóch odrębnych, groteskowych wręcz dramatów, a nade wszystko zawstydzający brak pomysłu na tak doskonałą aktorkę jak Magdalena Popławska. Wszystko to zaś unieważnia, niestety, wszechobecna w tym filmie nuda.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 2

Okropnie przeciągnięty, mdły i oschły, który staje w gardle za każdym razem, gdy próbuje się go przetrawić. Większy sens miałoby rozbicie filmu na dwie krótkometrażowe etiudy. Połączenie obu wątków jest zupełnie chybione. Podobnie jak przekombinowana forma wizualna. Podczas, gdy bohaterowie osiągają maksymalny pułap życiowej frustracji, podobny poziom frustracji ogarnia widownię. Gdynia to nie miejsce dla takiego kina.

Jarosław Kowal - ocena: 2

Kolejna ambitna próba pokazania trudnego życia zwykłego człowieka. Niestety ambicje przerosły twórców, dla których ważniejsze od historii okazały sie popisy operatorskie - kadry obrócone o 180 stopni, intencjonalne gubienie ostrości i cały szereg podobnych zabiegów. Te dwie ordynarnie złączone etiudy ostatecznie nie mają ani treści, ani interesującej formy.

3 - 2 2 2 2.3
Kurier

Kurier

Marta Apanowicz - ocena: 6

Aktorsko świetny, dobrze zmontowany, z pięknymi zdjęciami. Sensacyjna historia, którą mimo wszechobecnego patosu i politycznej poprawności, dobrze się ogląda.

Alicja Olkowska - ocena: 6

To jeden z tych filmów, po których wiesz czego się spodziewać. Raczej bez zaskoczeń, za to z dobrą obsadą i wartką akcją. Film idealny na wieczór w domu.

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Interesujący film Władysława Pasikowskiego. Trochę kino szpiegowskie, trochę sensacja, z obowiązkowym w takim obrazie wątkiem romansowym. Ciąży na nim przesadna, pełna niepotrzebnego patosu chęć stworzenia produkcji hollywoodzkiej, a momentami bliżej "Kurierowi" do rodzimego Teatru Telewizji niż filmów zza oceanu. Ogląda się to jednak naprawdę dobrze.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

To mogło być pasjonujące, szpiegowskie kino osadzone w realiach II wojny światowej. Wyszedł raczej przeciętny Teatr Telewizji z nieco większym budżetem i rozmachem. Pasikowski w "Kurierze" nie jest Janem Nowakiem-Jeziorańskim polskiego filmu. Unika ryzyka, nie wchodzi na linię strzału, porusza się dość asekuracyjnie i ostatecznie nie doręcza takich emocji, do jakich przyzwyczaił już widzów. Kino, o którym zapomina się już podczas napisów końcowych.

Jarosław Kowal - ocena: 6

Rzadki przypadek polskiego kina historycznego, od którego nie bije przesadny patos, a w dodatku zamiast ekranizowania encyklopedycznych haseł, postawiono na akcję. Nie jest to może film dorównujący większości poprzednich przedsięwzięć Pasikowskiego, ale na pewno warto go zobaczyć.

6 6 6 5 6 5.8
Legiony

Legiony

Marta Apanowicz - ocena: 3

To najdroższa produkcja filmowa ostatnich lat, ale jeśli macie nadzieję na polską wersję Szeregowca Ryan’a będziecie zawiedzeni. Miałkie dialogi, słaby romans w tle, napięcie budowane muzyką, nie historią. Doskonały Mirosław Baka, ale to stanowczo za mało.

Alicja Olkowska - ocena: 3

Dziwny film. Trwa dwie bite godziny, a jest strasznie niespójny i poszatkowany - tak naprawdę kręcono serial, który ktoś musiał zamknąć w 130 minutach? Niby jest wątek przewodni, ale panuje ogólny bałagan. Pory roku zmieniają się szybciej niż kolejne aktualizacje festiwalowej afery z „Solid Gold”. Świetny Baka, klasyczny Fabijański. Patos goni patos. Żal (nie tylko koni).

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Ten film to wzorcowy przykład jak nie powinno się robić filmów historycznych. Niewiarygodne drętwe dialogi, bardzo rzewna, romantyczna i strasznie naiwna opowieść o pochmurnym superbohaterze, który zawsze wywinie się śmierci. Dodano też zadziwiająco mdły wątek miłosny, przedstawiony w wyjątkowo kiczowatej scenerii. Oczywiście mnóstwo tu również zbędnego patosu. Jedna udana scena szarży ułańskiej i dobry Mirosław Baka w roli drugoplanowej wyczerpują atuty tego nieudanego filmu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 3

Jak wydać 27 mln zł na nudny film? O właśnie tak. Zamiast kipiącego od emocji widowiska historycznego dostaliśmy banalny, nużący romans że słabym scenariuszem i jeszcze słabsza gra aktorska. Dlaczego?! Zaledwie 2 sceny batalistyczne w takim filmie to skąpstwo i marnowanie potencjału. Nie pójdą na to nawet szkoły, bo aspektów historycznych i edukacyjnych jest tu ledwie garstka. Szkoda dobrych zdjęć.

Jarosław Kowal - ocena: 3

Warta kilka milionów próba opowiedzenia o wojnie w taki sposób, żeby zainteresować nie tylko wycieczki szkolne. W pewnym sensie nawet udana, bo szkoły faktycznie mogą być mniej zainteresowane, ale przy okazji również wszyscy inni. "Legiony" to miałka opowieść o miłosnym trójkącie i kipiącym od patosu patriotyzmie, a w dodatku zabrakło pomysłu na jej zakończenie. Jeżeli wysoki budżet zrobił wam nadzieję na ciekawe sceny batalistyczne, to ostudźcie zapał - są może ze dwie, a w dodatku najczęściej

3 3 2 3 3 2.8
Mowa ptaków

Mowa ptaków

Marta Apanowicz - ocena: 4

Pretensjonalny, głośny, wręcz nieprzyswajalny, irytujący. A jednocześnie wciągający swoją nieprzewidywalnością i wymykającą się poza schematy strukturą. Xawery Żuławski zrealizował filmowy testament ojca, ale czy czytelny dla widza, który nie poznał jego twórczości?

Alicja Olkowska - ocena: 3

Ciężko ocenić ten film, skoro tak trudno było wysiedzieć podczas seansu. Tłumaczenie, że to specyficzne kino, hołd dla Żuławskiego, to za mało, bo liczy się jeszcze widz, a ten mam wrażenie, został tu pominięty. Dla kogo naprawdę jest "Mowa ptaków" i jak wiele osób doceni tę opowieść? Oceni historia. Ja daję 3/10.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Surrealizm i filmowe odwaga idą tu w parze z brawurą i szaleństwem. Gdyby nie był to hołd syna dla ojca, z szeregiem odniesień do jego twórczości, obraz ten byłoby kakafonicznym, mdłym, wręcz niestrawnym zlepkiem skojarzeń i filmowych sztuczek. A tak jego rozedrganie, szalony puls i wszechobecny bałagan mają w sobie coś intrygującego. To kompletnie obce mi kino, wręcz z innej planety, ale na swój sposób fascynujące.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Sprawdza się jako filmowy hołd złożony ojcu przez syna. Jako autonomiczne dzieło przygniata ciężarem gatunkowym, irytuje niestabilną formą i narracyjną arytmią. Film bywa albo zbyt dosadny, albo wręcz infantylny. Potrafi zachwycić, by za chwilę wyprowadzić widza z równowagi. Najbardziej wymagający film tego festiwalu, który najmocniej podzieli widownię i krytyków. Fani Andrzeja Żuławskiego będą raczej ukontentowani. Na duży plus - młoda część obsady.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Z jednej strony wspaniałe przypomnienie, że film to nie tylko scenariusz i zawarta w nim historia, ale także wolność tworzenia w najbardziej nieoczywistych kierunkach; z drugiej strony trudna, a za sprawą języka wręcz męcząca forma, która niejednokrotnie potrafi zirytować. "Mowę ptaków" trudno umieścić na skali ocen, bo nie da się jej do żadnego innego obrazu porównać - stanowi odrębną kategorię sztuki filmowej.

4 3 4 6 7 4.8
Obywatel Jones

Obywatel Jones

Marta Apanowicz - ocena: 9

Czy warto być uczciwym? Czy warto mówić prawdę i ponosić wszystkie związane z tym konsekwencje? Choć Holland przenosi nas do lat 30. ubiegłego wieku, opowiedziana historia (oparta na faktach zresztą) jest jak najbardziej na czasie. I warto odpowiedzieć sobie na te pytania. Świetna gra aktorska, wspaniałe zdjęcia i współgrająca muzyka. Warto zobaczyć.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Porządnie zrobiony film z dopracowanymi zdjęciami, świetną muzyką i dobrym aktorstwem. I tyle. Chyba jednak reżyserka za szybko „prześlizgnęła” się przez najmocniejszy wątek, czyli wielki głód na Ukrainie. Zaś budowanie akcji w Londynie i Moskwie ciągnęło się w nieskończoność i było zwyczajnie nudne. Oczekiwałam więcej.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

Bardzo efektowne kadry (świetna praca kamer, zabawa kolorem), bardzo dobre aktorstwo międzynarodowej obsady, wartka akcja, ukazująca przerażający głód w międzywojennej Ukrainie oczami brytyjskiego korespondenta, wreszcie bardzo dobra, pozbawiona patosu reżyseria Agnieszki Holland. Typowo hollywoodzka opowieść, zrobiona z rozmachem i polotem. Szkoda, że tak mało w niej polskich aktorów, chociaż ci, którzy się w niej znaleźli, grają bardzo dobrze. Jeden z kandydatów do Złotych Lwów.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Na przemian porywający, przerażający i intrygujący, w którym Holland w mądry i wyważony sposób opowiada o totalitaryzmie, Wielkim Głodzie oraz istocie dziennikarstwa. Znakomita praca kamery, nienaganne aktorstwo i świetnie oddająca klimat epoki scenografia. Film historyczny, który opisuje jednak wiele współczesnych zjawisk w zakresie polityki i mediów. Znajdzie się na pewno w czołówce walki o najważniejsze nagrody w Gdyni. Ważne kino, które świetnie się ogląda.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Holland ponownie w wysokiej formie, tym razem w historii z jednej przypominającej jej wczesne filmy (chociażby zupełnie inne, ale równie dramatyczne zmagania młodego mężczyzny w "Europa, Europa"), z drugiej bardzo hollywoodzkiej, skrojonej niemalże pod nagrody na festiwalach. W konsekwencji "Obywatela Jonesa" ogląda się bardzo dobrze, momentami jest przejmujący i potrafi podnieść napięcie, ale do pewnego stopnia jest także filmem bardzo bezpiecznym.

9 5 8 8 7 7.4
Pan T.

Pan T.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Słodko-gorzki film o potrzebie zahibernowana się w trudnej sytuacji, gdzie ta hibernacja nie jest wyjściem. Lekkie dialogi, świetna scenografia, historia pełna smaczków (warto uważnie oglądać, by wyłapać większość z nich) świetny aktorsko. Znakomity powrót Pawła Wilczaka.

Alicja Olkowska - ocena: 7

Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń festiwalu. Czarno-biały film z klimatem, plejadą znanych aktorów, choć często w epizodycznych rolach. Wspaniała muzyka, która przenosi w czasie do Warszawy z lat 50. I słodko-gorzka historia (ze spiskiem rewolucjonistów w tle), która raz bawi, raz zasmuca. Ukłony dla Pawła Wilczaka. Byłaby wielka szkoda, gdyby "Pan T." nigdy nie powstał (kręcono go 3 lata), a jak powiedział jego reżyser przed premierą, środowisko filmowe mu nie sprzyjało.

Łukasz Rudziński - ocena: 5

Ciekawe zdjęcia, dowcipny język, momentami subtelna (momentami wręcz przeciwnie) satyra na socrealizm i PRL. Wreszcie kino artystyczne, a nie przygodowe. Jednak nie budzi emocji, jest przyjemne, długimi momentami letnie, przez co ta forma zaczyna nużyć. Propozycja zdecydowanie estetyczna, ale nie hermetyczna.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Doskonała satyra na socrealizm i brawurowo poprowadzona opowieść wzorowana na życiorysie Leopolda Tyrmanda. Specyficzna konwencja filmu początkowo może sprawiać trudności, ale jeśli już podchwycimy to poczucie humoru i filmowy język, czeka nas świetna rozrywka. Nienaganna reżyseria, równie dobre aktorstwo, kapitalne epizody nie tylko z udziałem znanych aktorów. Kino nie dla każdego, ale nakręcone z artystyczną odwagą, skupieniem i precyzyjnie określonym pomysłem.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Prawdopodobnie największe zaskoczenie festiwalu - film, o którym mówiło się niewiele, a który potrafi oczarować ukazaniem Warszawy z lat 50. w stylu wprost zaczerpniętym z "Procesu" Franza Kafki. Paweł Wilczak zagrał tutaj życiową rolę, a przy okazji to jedyny tegoroczny film, który potrafi rozśmieszyć.

9 7 5 8 8 7.4
Piłsudski

Piłsudski

Alicja Olkowska - ocena: 5

Cóż, z tego filmu dałoby się "wyciągnąć" znacznie więcej. Popisowa (życiowa?) rola Szyca to jednak za mało, aby wystawić "Piłsudskiemu" wyższą notę. Raczej pozycja obowiązkowa dla szkół niż kinomanów...

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Dobre kino historyczne, bardzo dobra rola Borysa Szyca jako Piłsudskiego - poważny kandydat do nagrody aktorskiej. Film ciekawie prowadzony, niestety z czasem do głosu dochodzi patos, a sprawa polska ustępuje rodzinnej sytuacji marszałka, więc kino historyczne przeradza się w melodramat.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Podobnie jak "Kurier" kino asekuracyjne, zbyt starannie wyważone, stroniące od oryginalności, ale ze świetną główną rolą. Borys Szyc dał prawdziwy popis umiejętności. Intrygujący początek, znacznie słabsza druga, edukacyjna część filmu. Ładnie sfotografowane kino, dużo słabiej zmontowane. „Piłsudski” przewrotu w polskiej kinematografii nie dokona. Jeśli film Michała Rosy miał pokazać marszałka z „krwi i kości”, to należało jednak skupić się na większej liczbie detali niż wąsy i soczyste cytaty.

Jarosław Kowal - ocena: 4

Typowa produkcja skrojona pod wycieczki szkolne. Ekranizacja encyklopedycznych haseł, w której brakuje akcji i konsekwentności, a przez to często zamiast prowokować do refleksji, niespodziewanie bawi. Jest to wprawdzie dobrze zagrany film, problem w tym, że niewiele jest tutaj do zagrania.

6 5 6 5 4 5.2
Proceder

Proceder

Alicja Olkowska - ocena: 3

Bardzo nierówny film, który wg mnie nie powinien znaleźć się w Konkursie Głównym. Irytujące klisze i stereotypy, zbolała Matka Polka, Małgorzata Kożuchowska przez kilka lat w tej samej peruce, sporo niedociągnięć. Ogromne oczekiwania wobec prawdziwej i mocniej historii, która bardzo szybko zgubiła dramatyzm i głębię. Plus za rolę zdolnego Piotra Witkowskiego, aktora Teatru Wybrzeże, oby pomogła mu realnie zaistnieć w filmowym świecie.

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Interesujący pomysł, aby film o raperze opowiedzieć językiem ulicy. Dużo tu dowcipu, zaskakującej lekkości i skeczy, obiecująco i przekonująco głównego bohatera gra aktor Teatru Wybrzeże Piotr Witkowski. Szkoda, że film nie jest o pół godziny krótszy, no i ciąży na nim fakt, że wiele osób będzie go porównywać do lepszego "Jesteś bogiem". Jednak "Proceder" to pozytywne zaskoczenie.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Porządnie skręcone kino biograficzne, które z zaciekawieniem śledzi się do ostatniego kadru. Pomimo uporczywego wybielania głównego bohatera i zaburzonej chronologii faktów, to chwilami dość wnikliwy portret ulicznego artysty zmagającego się z własnymi słabościami. W Tomasza Chadę bardzo dobrze wcielił się Piotr Witkowski. Film, który z całą pewnością wpasuje się w gusta najbardziej zainteresowanych produkcją widzów. Niektóre wątki można było lepiej rozwinąć. Za dużo też zbędnych scen.

Jarosław Kowal - ocena: 5

Laurka fanów dla zmarłego rapera, którą ogląda się bez większych zastrzeżeń (może poza kilkoma scenami tak niewiarygodnych kradzieży, że przypominają raczej urywki z gier komputerowych z początku XXI wieku), ale także bez refleksji i emocji. Do poziomu artystycznego oraz aktorskiego "Jesteś Bogiem" nie jest nawet blisko, a naiwne hasło na koniec seansu o braku zainteresowaniu mediów ulicznym rapem spotkało się ze śmiechem na sali.

5 3 6 7 5 5.2
Słodki koniec dnia

Słodki koniec dnia

Marta Apanowicz - ocena: 7

Powolny, snujący się melodramat z doskonałą Jandą w roli głównej. Film o relacjach matka-córka, żona-mąż, uchodźcy-społeczeństwo, ale nie tylko. Wielopłaszczyznowy obraz obecnego świata, który warto obejrzeć.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Kapitalne kobiece role, piękne włoskie widoki oraz wciąż aktualny temat (polityka migracyjna). Pewnie dla niektórych będzie zbyt "przeciągnięty" i nudny, zbyt intelektualny, ale ja doceniam warsztat i klimat. Wymowne krótkie brawa po pokazie premierowym.

Łukasz Rudziński - ocena: 5

Długie, momentami nieznośnie długie kadry, włoskie plenery i kwestia uchodźców w tle - z tych składników Jacek Borcuch składa "Słodki koniec dnia". Do tego dodaje solidne aktorskie rzemiosło i nic ponadto. Film dla wielbicieli kina w stylu Sorrentino i Zanussiego, bardziej tego drugiego niż pierwszego.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Film z niesamowitym klimatem, który można chłonąć wszystkimi zmysłami. Subtelne, nieco przygaszone zdjęcia Toskanii stanowią znakomitą ilustrację do aktorskich popisów Krystyny Jandy i Kasi Smutniak. Obie panie grają fantastycznie. Świetny scenariusz opatrzony kilkoma naprawdę zapadającymi w pamięć scenami i dialogami. Mądry, ideologiczny, ale nie krzykliwy komentarz do sytuacji we współczesnej Europie i zarazem ciekawy dyskurs o oddziaływaniu sztuki i jej granicach.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Największą wadą "Słodkiego końca dnia" jest brak wiary w to, że widz będzie w stanie w pełni zrozumieć przekaz filmu i momentami tłumaczenie go w zbyt dosadny, niemalże recytowany sposób. Sam przekaz dotyczy natomiast wolności słowa i jego granic, konsekwencji popularności wyrwanego z kontekstu cytatu, a także rozważań nad tym, czy człowiek i jego poglądy są jednym i tym samym. W połączeniu z pięknymi plenerami oraz świetną grą Krystyny Jandy to w pełni satysfakcjonująca rekompensata.

7 5 5 7 7 6.2
Solid Gold

Solid Gold

Marta Apanowicz - ocena: 4

Ten film przyciąga zamieszaniem wokół siebie niż samą treścią. Mało dynamiczna akcja, przegadany. Nie da się jednak ukryć, że bez tych kilku tekstów, o które prawdopodobnie wybuchła afera, film byłby zupełnie nijaki. Duży plus za obsadę aktorską. W tle występują Sopot i Gdynia, w nudniejszych momentach, widz może bawić się w odgadywanie, gdzie film był nagrywany. Miał być skandal, wyszła burza w szklance wody.

Alicja Olkowska - ocena: 4

Nie zgodzę się, że film wygląda jakby był po kilku montażach, jest dość spójny, ale nie rozumiem, czemu tak bardzo, wręcz na siłę, próbuje się zrobić z Trójmiasta zagłębie zła. Ogląda się jak „Ekstradycję”, którą kocham, ale w tym wypadku to nie jest komplement. Myślę, że zamiesznie podczas festiwalu wyjdzie „Super gold” na dobre: jest o nim głośno. A czy słusznie? Wg mnie nie.

Łukasz Rudziński - ocena: 3

Niestety reżyser filmu, Jacek Bromski, postanowił wejść w buty Patryka Vegi, tworząc kino akcji według sprawdzonego w "Pitbulu" klucza. Tyle, że wulgarne, prymitywnie napisane dialogi, drogie samochody na trójmiejskich blachach i porządnie grająca Marta Nieradkiewicz i Andrzej Seweryn to zdecydowanie za mało. Materiał na przecięty telewizyjny serial kryminalny, a nie na film - nie angażuje, nie wciąga, z każdą minutą rozczarowuje bardziej.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Wiele hałasu o nic. Zamieszanie wokół produkcji dostarczyło więcej emocji niż sam film. Porozrzucane wątki, którym brakuje spójności, brak dynamiki, powierzchowne potraktowanie słynnej afery, po prostu nuda. To tylko niektóre wady "Solid Gold". Widać, że film przeszedł niejeden montaż. I nieważne na czyje zlecenie. Ten film nie wywoła żadnych kontrowersji ani dyskusji. Zamęczy za to zbyt długim metrażem. Plusy za trójmiejskie kadry i Janusza Gajosa. Pozycja do szybkiego zapomnienia.

4 4 3 4 - 3.8
Supernova

Supernova

Marta Apanowicz - ocena: 5

Świetny pomysł na scenariusz, zdecydowanie sama realizacja słabsza. Męcząca chwilami przesadna gra aktorska wybija z rytmu, a przyklejone na siłę zakończenie niszczy opowiedzianą historię.

Alicja Olkowska - ocena: 6

Ciekawy film, dość minimalistyczny w formie, bez zbędnych dodatków, „nieprzegadany”. Ciężki. Przypomina, że często jedna chwila może zaważyć na całym życiu, że są sytuacje, od których nie ma ucieczki. Warto obejrzeć, chociaż to kino nie dla wszystkich.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Kolejna odsłona Polski B, a nawet C, zbudowana z samych klisz i stereotypów. Jest wielki dramat (ten wątek poprowadzony jest bardzo dobrze), jest polska wieś, cwany synalek jakiejś szychy z rządu i próba samosądu. Wszystko to jednak całkowicie niewiarygodne, źle sfilmowane, wtórne i okraszone potwornie naiwnym scenariuszem oraz "jazdą" po nieudolnej policji.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Intrygujący pomysł wyjściowy całkowicie zdominował cały film, przez co historia w pewnym momencie zaczyna męczyć, irytować i przygniata ciężarem emocjonalnym. Film zaczyna przypominać chwilami scenkę rodzajową lub odcinek jednego z telewizyjnych paradokumentów. A tego złudzenia nie jest w stanie uratować nawet całkiem niezły finał. Duży plus dla mało znanych aktorów, którzy momentami dźwigają film na własnych barkach.

Jarosław Kowal - ocena: 9

Od strony warsztatowej jeden z najlepiej zrealizowanych polskich filmów tego stulecia. Akcja przeważnie rozgrywa się na kilku planach jednocześnie, każdy statysta ma określone zadanie, operator nie boi się długich ujęć, a całość umieszczono niemal wyłącznie na kilku metrach ulicy. Skromny, ale dokładnie przemyślany film, w którym wreszcie ktoś wiarygodnie pokazał konflikt wielu oblicz Polski.

5 6 4 5 9 5.8
Ukryta gra

Ukryta gra

Marta Apanowicz - ocena: 10

W tym filmie wszystko jest spójne, dopięte na ostatni guzik. Tak powinno się tworzyć filmy sensacyjne. Ciekawa historia szpiegowska osadzona w latach 60. ubiegłego wieku w Warszawie, piękne zdjęcia, aktorski majstersztyk. Świetny Pullman, doskonały Więckiewicz. Zdecydowanie warto obejrzeć.

Alicja Olkowska - ocena: 8

Bardzo nietypowy film jeśli chodzi o polskie kino. Mimo że opowiada pełną emocji historię, jest lekkostrawny, ogląda się go świetnie. Owszem, tego typu produkcje znamy na pamięć, że ten, kto miał być tym dobrym, na koniec okazuje się złym, ale nadal ciężko oderwać oczy od ekranu. Czy wyszłam z kina bogatsza? Nie. Po prostu dobrze się bawiłam. Fajnie, że Polacy potrafią też takie filmy kręcić.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

"Ukryta gra" trzyma w napięciu od początku do końca. To rasowy film szpiegowski, rozgrywający się w plenerach dobrze sfilmowanej Warszawy. Dobre aktorstwo (szczególnie Bill Pullman i Robert Więckiewicz) i zgrabna reżyseria dają drugi w tegorocznym konkursie po "Obywatelu Jonesie" film zrealizowany z hollywoodzkim rozmachem.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Zdecydowanie najbardziej komercyjny film w tegorocznej stawce, który obok "Ikara" ma chyba największą szansę zapełnić kinowe sale po festiwalu. Rozrywka z wyraźnym hollywoodzkim sznytem, której nie powstydziliby się twórcy zza oceanu. Wartka akcja, wciągająca historia, wyrazisty Bill Pullman, który i tak pozostaje nieco w cieniu świetnego na drugim planie Roberta Więckiewicza. W natłoku ciężkich tematów poruszanych na festiwalu pozwala złapać bezcenny oddech i po prostu cieszyć się seansem.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Jeżeli dotąd nazywaliście Warszawę "Paryżem północy" wyłącznie z przekąsem, to "Ukryta gra" może zmienić waszą perspektywę. Polska stolica prezentuje się tutaj znakomicie, a w dodatku to właśnie w niej ważą się losy całego globu. Chyba nikt się nie spodziewał, że pełnometrażowy debiut Łukasza Kośmickiego będzie aż tak dobrze zrealizowanym thrillerem szpiegowskim, a Bill Pullman zagrał w nim jedną z najlepszych ról w tym stuleciu.

10 8 8 8 8 8.4
Wszystko dla mojej matki

Wszystko dla mojej matki

Marta Apanowicz - ocena: 6

Poruszający obraz szukania własnych korzeni, dążenia do realizacji wyznaczonego celu przy jednoczesnej utracie części samego siebie. Trudna tematyka usadzona w realiach zakładu poprawczego, trzyma w napięciu i wstrząsa widzem. Świetnie zagrany (trzon stanowi młoda kadra aktorów, która uniosła film; szczególne gratulacje dla Zofii Domalik, odtwórczyni głównej roli).

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Scenariusz dobry na serial o wykluczonych, którym życie nieustannie rzuca kłody pod nogi. W stu minutowym filmie trudno pomieścić wszystkie wątki oraz losy kilku dziewczyn z poprawczaka, znajdujących się na życiowym zakręcie - niekochanych przez rodziców, odrzuconych, wykorzystywanych przez osoby, które powinny im pomagać. Ten depresyjny film żongluje traumami, epatuje cierpieniem i gdyby ta ponura wizja twórców nie była poparta dobrą grą aktorską, byłaby zupełnie niestrawna.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Przygnębiający obraz o toksycznych rodzinnych więziach rozczarowuje schematycznością i dość bezrefleksyjnym graniem na emocjach. Zarówno fabuła jak i forma nie wybijają się ponad przeciętność. "Torturowanie" emocjonalne widza niestety zamydla meritum filmu. Brakuje wyczucia, dystansu i pomysłu na sprawny finał. Plus za próbę przedstawienia tematu rzadko poruszanego w polskim kinie.

Jarosław Kowal - ocena: 5

To mógł być poruszający film, gdyby nie próbował tak desperacko i na wszelkie sposoby wstrząsnąć widzem. Scenariusz przypomina prosty, rapowany utwór, w którym po kolei wyrzucane są wszystkie męki życia doczesnego, ale nie stoi za tym żadna refleksja. Mniej więcej w połowie cała ta konstrukcja zaczyna się sypać, a na koniec okazuje się, że inwestowanie emocji w ten seans nie przyniosło żadnego zysku.

6 - 4 4 5 4.8
Żelazny most

Żelazny most

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Dramat obyczajowy ujęty w przypowieść o ludzkim losie. Gorzka, smutna historia zdrady, nadziei i jej utraty. Wszystko prowadzone w bardzo dobrym rytmie, z dramaturgią nawet w momencie, gdy bohaterowie siedzą i wyczekują odpowiedzi przez radio. Wszystko to subtelnie, bez histeryzowania, nieznośnej przesady i epatowania cierpieniem "Supernovej".

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Sprawnie poprowadzony filmowy debiut Moniki Jordan-Młodzianowskiej. Opowieść o podstawowych ludzkich instynktach, które nieraz zmuszają do podejmowania fatalnych decyzji. Świetna druga część filmu, znacznie słabsza pierwsza. Nierówno prezentują się również aktorzy, ale to już głównie konsekwencja trochę chaotycznego scenariusza. Kolejna znakomita rola Łukasza Simlata na drugim planie. Pozycja na pewno warta uwagi, ale wydaje się, że można było wycisnąć więcej z samej historii i aktorów.

Jarosław Kowal - ocena: 5

Codzienność górników z perspektywy Moniki Jordan-Młodzianowskiej wygląda jak nierealny świat z ponurej baśni i potrafi zafascynować, ale nie potrafi przykuć uwagi na dłużej. Historia rozgrywana w tym świecie jest miałka i banalna, a finał przypomina niezbyt porywające słuchowisko.

- - 6 6 5 5.7

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

Film

Człowiek z magicznym pudełkiem
5.8 33 oceny

Człowiek z magicznym pudełkiem (12 opinii)

produkcja
Polska
gatunek
Romans, Sci-Fi
premiera
20 października 2017
czas trwania
1 godz. 43 min.

Opinie (22)

  • Dziewczyny z szafy - znakomita? Ech polskie kino, prócz kilku wyjątków typu Seksmisja czy Vabank to szmira. (1)

    Tu też mamy pełne typowo polskie przekombinowanie.

    • 6 13

    • Bzdury. To, że nie lecą na jedynce i polsacie, nie znaczy, że nie mamy pereł.

      • 2 2

  • co za gniot.

    • 2 8

  • Science fiction (1)

    Każdy dzień w naszym cudownym kraju jest science fiction więc odpowiadając na pytanie tytułowe jak najbardziej jest to możliwe.

    • 15 1

    • :"ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji":

      • 0 0

  • Najlepsze SF to (1)

    Wałęsa. Człowiek z nadziei

    • 17 15

    • Raczej Smoleńsk z motywem duchów

      • 5 5

  • (3)

    Całe moje życie to SF. Człowiek uczy się żeby pracować,pracuje by żyć i żyje by umrzeć.
    Dzięki pracy dostaję wynagrodzenie które w większości zabiera mi państwo na zus. Gdy potrzebuję iść do lekarza,to słyszę pusty śmiech rejestratorki,że proszę przyjść za rok. Jak potrzeba wykonać jakiś zabieg to najlepiej zapisać się już przed wykryciem schorzenia,tak na wszelki wypadek. Załatwić jakąś sprawę w urzędzie ?Najlepiej w takim wypadku wziąć tydzień wolnego w pracy,bo na jednym dniu się to nie skończy. Pozdrawiam serdecznie

    • 22 4

    • (1)

      Twoje życie to nie SF tylko wieczne biadolenie.

      • 3 7

      • Napoleon Bonaparte

        twierdził, ze kiedy ludzie przestają narzekać - to znaczy, że przestali myśleć.
        Chyba miał rację - podstawą "szczęścia" jest dobre zdrowie i głupota.

        • 2 0

    • I trzeba przyznać rację klasykowi który powiedział że Polska to bardzo przyjazny kraj. Tutaj lekko się umiera bo nie ma czego żałować. Jak w SF.

      • 2 0

  • chyba jesteśmy za biedni (1)

    na prawdziwe kino science-fiction.

    • 10 3

    • Nie gadaj głupot. Chyba nie widziałeś filmów Piotra Szulkina.

      • 4 0

  • Odwołana projekcja

    Szkoda, w sali 2 multikina wysypał się komputerek i projekcja została odwołana. Chciałem zobaczyć ten film, byłem ciekawy, jak cała ekipa poradziła sobie z takim pojechanym scenariuszem

    • 2 2

  • "Zbyt mocne ograniczenia finansowe i produkcyjne nie pozwalają na dostateczne rozwinięcie tych wątków, co zresztą widać w wielu naiwnych uproszczeniach. Fabularne dziury powodują...."

    Powodują, ze nie warto chyba zawracać głowy. Mięso niedogotowane, ale sos smaczny? Dajcie spokój.

    • 1 0

  • 1na 10 moja ocena (1)

    Do Machulskiego mu daleko o Żuławskim nie wspominając( ,.Na srebrnym globie"był casting w Gańsku w latach 80ych)z jego weną tylko kasa w biedronce wyjazd do gdyni na ten film to była strata czasu

    • 2 2

    • Krzysiu szansa na karierę u M K

      Koterski już Konradem nakręcił film o twoich bolączkach a że ww aktor gra tylko w reklamach masz szansę na rolę w następnych podobnych filmach życzę powodzenia;-)

      • 0 0

  • Są przykłady SF które mimo małych nakładów fiansowych są świetne.

    Przecież nie musi być w SF od razu przestrzeń kosmiczna, nienaturalne plenery innych planet.
    W Polsce można byłoby kręcić SF spod znaku postapokaliptycznych klimatów.
    Mamy wiele ruin zakładów przemysłowych, dobrych operatorów kamery, zabawa światłem i dobra charakteryzacja i gdy scenariusz byłby klimatyczny to film mógłby wyjść całkiem niezły.
    Byleby nie wyskoczyła jandopodobna aktorzyna, co swoją egzaltacją zdominuje kadr.
    Albo żebrowskopodobny udający zadumanie men, który psuje film fantazy.

    • 4 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceny naszych dziennikarzy

Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego