Wiadomości

Polskie science-fiction? To możliwe. Recenzja filmu "Człowiek z magicznym pudełkiem"

Uczucie Gorii (Olga Bołądź) i Adama (Piotr Polak) może być dla głównych bohaterów ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji.
Uczucie Gorii (Olga Bołądź) i Adama (Piotr Polak) może być dla głównych bohaterów ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures

Autorowi znakomitej "Dziewczyny z szafy" ponownie udaje się z powodzeniem pogodzić filmową komercję z elementami niezależnego kina. "Człowiek z magicznym pudełkiem" to neurotyczna opowieść miłosna w klimacie science-fiction, której w polskiej kinematografii jeszcze nie widzieliście!



Facet o pseudonimie gwiazdy roznegliżowanych krótkometrażowek bierze na barki gatunkowy ciężar science-fiction, podróże w czasie wplata do konwencji romansu, dość statyczną fabułę lokuje w futurystycznej Warszawie, a na dodatek bezczelnie do jednego filmowego kotła wrzuca kadry z "Facetów w czerni" i "Podziemnego kręgu". Brzmi jak irracjonalny scenariusz spisany na skrawku papieru toaletowego podczas zajęć terapeutycznych w szpitalu dla obłąkanych. W tym szaleństwie jest jednak metoda! Bodo Kox najnowszy projekt może wsadzić do drewnianej skrzyni i wysłać na eksport w różne części świata. Polskie kino znalazło pomysł na science-fiction.

Odpowiedzialność za te swoiste novum bierze reżyser, który eksperymentując na różnych płaszczyznach niezależnego kina wykształcił w sobie niebywałą lekkość łączenia groteskowego humoru z naturalistyczną goryczą. Kox, co udowodnił już w "Dziewczynie z szafy", intuicyjnie potrafił wydobywać głębię emocji bez zamaszyście rozpisanych dialogów, aktorskich spazmów i dziesiątek niepotrzebnych ozdobników. Uniknął typowego dla offowych twórców egzaltowania każdego kadru i nachalnego pielęgnowania formy kosztem treści. U Koxa jest konkretnie, oszczędnie, a jednocześnie niebanalnie i zaskakująco. Wszystkie atuty reżyserskiego warsztatu udało się przemycić w najnowszym projekcie.

Konwencja science-fiction oczywiście odgrywa wiodącą rolę w "Człowieku z magicznym pudełkiem", jednak na niektóre fabularne niuanse i uproszczenia warto przymknąć oko.
Konwencja science-fiction oczywiście odgrywa wiodącą rolę w "Człowieku z magicznym pudełkiem", jednak na niektóre fabularne niuanse i uproszczenia warto przymknąć oko. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures
Warszawa. Rok 2030. Spowita niepokojącą mgłą stolica bardziej niż futurystyczną metropolię przypomina wyludniałe miasteczko u progu postapokaliptycznej zagłady. Szare niebo, mętna Wisła, strzeliste wieżowce pokryte pyłem, wewnątrz których niemal bezszelestnie w korporacyjnym ładzie kłębią się anonimowe postaci. W tych nieznośnie sterylnych wnętrzach dochodzi do spotkania Adama (Piotr Polak) i Gorii (Olga Bołądź). Mężczyzny z wymazaną przeszłością i kobiety z nieokreśloną przyszłością. On z wypisaną pustką na twarzy podejmuje pracę sprzątacza, ona - bezpośrednia, bezczelna i wyuzdana - należy do kadry zarządzającej.

Korporacyjny mezalians dla obojga staje się szansą na dowartościowanie pustego życia, któremu z pewnością nie sprzyja nihilistyczna rzeczywistość - zgrabnie podsumowana jednym z haseł na ulicznym murze: "Lepsze jutro było wczoraj". Gdy Adam znajduje stary radioodbiornik nie zdaje sobie sprawy, że tym samym uruchomi serię niecodziennych zjawisk, które wykroczą poza przestrzeń i czas.

Do motywu podróży w czasie Bodo Kox podszedł dość ostrożnie, czasami asekuracyjnie, nieraz zbyt infantylnie, ale wkraczał przecież na niezwykle grząski grunt. Sporo więc w "Człowieku z magicznym pudełkiem" rozwiązań zaczerpniętych z zachodnich produkcji, choć na szczęście twórcy filmu wykazali się niezbędnym dystansem, wyśmiewając wprost niektóre z pomysłów (scena otwarcia z aluzją do "Facetów w czerni"). Odpowiedniego klimatu dostarczają również zgrabnie wykorzystane plenery Warszawy, która w filmie okazuje się być niezwykle uniwersalną scenerią - zarówno wydarzeń osadzonych w XXI wieku, jak i w latach 50. ubiegłego stulecia. Oszczędne, oczywiście ze względu na finanse, efekty specjalne mogą śmieszyć (często celowo) lub zirytować, ale podstawową funkcję wypełniają. Mówimy przecież o kinie science-fiction, na które nikt nie był w stanie wyłożyć kilkunastu milionów dolarów. W Hollywood (co najmniej) takie "drobne" rzuca się lekką ręką na realizację jednego odcinka "Gry o tron".

W "Człowieku ..." nie chodzi jednak o samą ideę podróży w czasie i percepcję równoległych rzeczywistości. Nie chodzi nawet o dystopijną przyszłość. Zbyt mocne ograniczenia finansowe i produkcyjne nie pozwalają na dostateczne rozwinięcie tych wątków, co zresztą widać w wielu naiwnych uproszczeniach. Fabularne dziury powodują jednak tylko chwilową utratę równowagi. Główną rolę grają emocje oscylujące oczywiście wokół miłości jako lekarstwa na trującą przyszłość zdominowaną przez militarne zbrojenia, międzynarodowe kryzysy, nachalnie zaczepiające przechodniów reklamy, elektroniczne pieniądze i komputery śledzące ludzi ze wszczepionymi czipami. Uczucie dwójki outsiderów ociera się często o tandetę, ale w perspektywie bohaterów naprawdę wydaje się to być wiarygodne i zbawienne.

Szczególnie dobrą rękę reżyser Bodo Kox ma do filmowej obsady. Obsadzenie w roli Adama anonimowego kinowym widzom Piotra Polaka było trafionym zabiegiem. Podobnie jak zatrudnienie Olgi Bołądź, która świetnie wypada w roli Gorii i udowadnia, że ma aktorski potencjał. Ten w ostatnich miesiącach przysłoniły kinowe potworki ("Kochaj", "Słaba płeć?") z udziałem Bołądź.
Szczególnie dobrą rękę reżyser Bodo Kox ma do filmowej obsady. Obsadzenie w roli Adama anonimowego kinowym widzom Piotra Polaka było trafionym zabiegiem. Podobnie jak zatrudnienie Olgi Bołądź, która świetnie wypada w roli Gorii i udowadnia, że ma aktorski potencjał. Ten w ostatnich miesiącach przysłoniły kinowe potworki ("Kochaj", "Słaba płeć?") z udziałem Bołądź. fot. Bartosz Mrozowski/Alter Ego Pictures
Znaczna w tym zasługa aktorów. Rozpoznawalna już od długiego czasu Olga Bołądź i niemal kompletnie anonimowy Piotr Polak tworzą jeden z barwniejszych duetów w polskim kinie ostatnich miesięcy. Wzajemna chemia, pozornie nieoczywista, miejscami chropowata, uwydatnia jednak atuty każdego z tej dwójki. Reżyserowi znakomicie udało się pogodzić przebojowość Bołądź z dżentelmeńskim sposobem bycia Polaka. Oboje po prostu ogląda się z przyjemnością, zwłaszcza, gdy na ekranie pojawiają się we wspólnych ujęciach. Świetnie w komediowym wydaniu kolejny raz wypada Sebastian Stankiewicz (Bernard), a występująca w roli sąsiadki Helena Norowicz momentami (scena z kawałkiem Maanamu) ociera się już o maestrię.

Futurystyczne love-story z teleportującym w czasie radiem, nieszablonowym humorem, zaskakującymi na płaszczyźnie scenariusza i scenografii rozwiązaniami bije na głowę sztampowe rodzime twory romanso-podobne. "Człowiek z magicznym pudełkiem", wzorem głównych bohaterów, tworzy mezalians komercyjnego kina z artystycznym filmem, który zgrabnie bazuje na konwencji science-fiction, dając polskim twórcom zielone światło na dalsze eksperymenty w czasie i przestrzeni. Ten, pomimo chwilowych kryzysów, z pewnością się udał, czego dowodem były żywe reakcje publiczności i końcowe brawa podczas gdyńskiej premiery. Magiczne pudełko odpaliło.

Specjalny serwis 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

OCENA: 7,5/10

Oceny naszych dziennikarzy

Jakub Jakubowski Mateusz Groen Tomasz Zacharczuk Marta Apanowicz Magda Mielke Michał Kaczorowski Magda Kaczorowska Anna Starostka Julia Rzepecka Średnia
Bo we mnie jest seks

Bo we mnie jest seks

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Zbyt powierzchowny, ogólnikowy i za mało intymny jak na kino biograficzne. Twórcy za mocno zainspirowali się tylko scenicznym wizerunkiem Kaliny Jędrusik, nie zagłębiając się dostatecznie mocno w jej psychikę i prywatną historię. Film sprawdza się natomiast jako zwiewna, musicalowa opowieść o telewizji i obyczajowości lat 60. Grande Maria Dębska! Ona to jakieś 80 proc. filmu. Pozostałe 20 to kostiumy, scenografia i zdjęcia. Publiczność, która pójdzie w listopadzie do kin nie powinna być zawiedziona, ale scenariuszowo można było to zrobić znacznie lepiej.

Marta Apanowicz - ocena: 7

Lekkie, przyjemne kino podane w formie musicalu. Barwny, z ciekawymi kreacjami aktorskimi (gratka dla fanów Krzysztofa Zalewskiego). Wielki plus za czołówkę.

Magda Mielke - ocena: 6

Choć Dębska wydaje się być idealną Jędrusik to postać ukazana bardzo powierzchownie - przez pryzmat gestów, seksapilu i niewyparzonego języka. Nie udało się zajrzeć pod jej sceniczny, powszechnie znany wizerunek i pokazać człowieka z krwi i kości. Dostajemy za to sen o epoce, zapakowany w piękną scenografię i kostiumy.

Anna Starostka - ocena: 6

Zabrakło solidnego "wgryzienia się" w temat, otrzymaliśmy po prostu przyjemny i lekko strawny film. Z ekranu oprócz seksapilu emanowała kobieca siła, całość przyprawiona świetnymi kostiumami, scenografią i muzyką. Dębska jako Jędrusik sprawdza się doskonale, trudno nie polubić kobiety o ognistym temperamencie i niebezpiecznym uśmiechu. Artystyczne motto Jędrusik brzmiało: "Chcę możliwie prosto przekazywać swoje prawdy widowni. Przeżywać je powinna już ona sama." I dokładnie taki jest ten film, prosty i niewymagający.

- - 6 7 6 - - 6 - 6.3
Ciotka Hitlera

Ciotka Hitlera

Tomasz Zacharczuk - ocena: 3

"Teatr Telewizji" a nie kino z krwi i kości. Kolejna historyczna produkcja, która niestety w swojej formie jest zupełnie bezbarwna, a fabularnie uproszczona do granic możliwości. Film płytszy niż rzeka, na której pracują na co dzień bohaterowie "Ciotki Hitlera". FPFF to raczej nie jest miejsce do eksponowania kina, które nadaje się co najwyżej na ilustrowane lekcje historii w szkołach ponadpodstawowych. Ocena jeden stopień w dół za irytującą pracę kamery i "gang gołębiarzy".

Magda Mielke - ocena: 3

Nie, nie i jeszcze raz nie. Ten film nie powinien trafić na festiwal, nie powinien nawet trafić do kin, co najwyżej być pokazywanym w specjalnym paśmie TVP o zawsze dobrych Polakach. Wszystko tu jest stworzone pod tezę. Tanie metafory, puste symbole i kilkukrotnie powtarzana ta sama „mądrość” (która wcale nie staje się przez to „mądrzejsza”). Na plus zaliczyć można czas trwania filmu i dobry casting zwierząt

- - 3 - 3 - - - - 3.0
Hiacynt

Hiacynt

Jakub Jakubowski - ocena: 6

Z początku zapowiada się na dobre kino historyczne, by po jakimś czasie zaintrygować wątkiem kryminalnym, który jednak zmienia się w gejowskiego Harlequina. W efekcie na każdej płaszczyźnie odczuwam tutaj niedosyt, bo ważny i mało znany temat, jakim jest akcja "Hiacynt" nie wybrzmiał zbyt dobrze, wątek kryminalny był przewidywalny jak płodozmian, a tożsamościowe rozterki głównego bohatera, młodego milicjanta idealisty, który przechodzi na tęczową stronę mocy, zostały spłycone i pokazane w sposób mało wiarygodny. Na plus świetne zdjęcia.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Tajemnicze zabójstwa mężczyzn, intymna historia młodego milicjanta i zmasowana akcja peerelowskiego aparatu wymierzona w homoseksualną społeczność. Żaden z trzech wątków nie został niestety odpowiednio rozwinięty, co jest największą wadą bardzo oszczędnego scenariusza. Dobre dialogi można policzyć na palcach jednej dłoni. Film nadrabia natomiast niesamowitym klimatem brudnej i nocnej Warszawy. Świetne zdjęcia i znakomita rola Tomasza Ziętka. Czuć jednak zawód, bo szumne zapowiedzi o mrocznym kryminale opowiadającym o seryjnym mordercy gejów można włożyć między bajki. Mogło i ze względu na temat powinno być lepiej.

Marta Apanowicz - ocena: 7

Po prostu dobry kryminał trzymający w napięciu przez cały film. Szkoda, że reżyser nie zaufał widzowi i nie zostawił kilku niedopowiedzeń. Bardzo dobra rola Tomasza Ziętka.

Magda Mielke - ocena: 6

Lista wad tego filmu jest długa: niedopracowany scenariusz, traktowana po macoszemu intryga kryminalna i dialogi, których... nie słychać. Po obsypanym nagrodami scenariuszu Ciastonia i reżyserskiej wrażliwości Domalewskiego można było się spodziewać, że dostaniemy kawał dobrego kina gatunkowego i porządny gejowski romans w polskich realiach. Tymczasem Ziętek i Miłkowski muszą wyciskać siódme poty, aby omijać rzucane im pod nogi dialogowe kłody. Tak ważny temat zasługiwał na lepsze potraktowanie.

Anna Starostka - ocena: 6

Początek filmu był jak bieg na krótki dystans, zabrakło przestrzeni na zaangażowanie i poznanie bohaterów. Sama historia arcyciekawa, trudna i niemal nieobecna w kulturze popularnej, więc ogromny plus za podjęcie tematu. Szkoda, że scenariusz jest taki oszczędny w dobre dialogi, chociaż nie można pominąć kwestii, która rezonuje w głowie jeszcze długo po seansie "Polacy nie lubią, kiedy inni Polacy są szczęśliwi". Dodatkowo świetne zdjęcia i kilka udanych komediowych wstawek. Największą zaletą filmu jest Tomasz Ziętek, który nagrodę za pierwszoplanową rolę męską ma na wyciągnięcie ręki. Po filmie pozostaje uczucie niedosytu, zabrakło starannego rozwinięcia poruszonych wątków. Trudno również wyzbyć się dojmującego smutku, odnosząc film do aktualnych czasów. Oklaski po seansie długo nie słabły.

6 - 6 7 6 - - 6 - 6.2
Inni ludzie

Inni ludzie

Jakub Jakubowski - ocena: 5

Narracyjne tempo nadawane jest tutaj przez rapowy bit a bohaterzy komunikują się ze sobą rymowanymi wersetami. Dość oryginalna forma wzięta wprost z książki Doroty Masłowskiej pod tym samym tytułem na początku intryguje, następnie przesłania clue filmu, a na końcu zwyczajnie męczy. W filmie pokazano zderzenie dwóch światów. Mamy tu cwaniaczka z blokowiska, co każdej pracy się brzydził i atrakcyjną damulkę z luksusowego apartamentowca. Trudno stwierdzić, który świat jest bardziej popieprzony i skażony patologią, oba światy jednak się przenikają. Trudno też stwierdzić o czym tak naprawdę był ten film. Twórcy mówią, że o desperackim poszukiwaniu miłości. Powiedzmy, że im wierzę.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Doceniam luźną formę i dialogowe nawijki, ale fabularnie tu pusto i prosto - jak od linijki. Śmiechłem kilka razy może, ale ogólnym wrażeniom to i tak nie pomoże. Żarty zdecydowanie niskiego pułapu, taka to domena filmowego patorapu. Cierpienia młodego patola to nie moje klimaty, dlatego po seansie potrzebuję mocnej herbaty. Bang![rapował Sebastian Fabijański]

Marta Apanowicz - ocena: 6

To, skąd pochodzisz, gdzie mieszkasz - jak wiele masz sił, by żyć zgodnie ze sobą, a także, to, czy umiesz wyznaczyć swoją życiową drogę, a potem nią podążać? Filmowa adaptacja książki Masłowskiej stawia widzowi trudne pytania. Świetnie zagrany aktorsko drażni zbyt dużą dawką hip-hopowych bitów. Film nie dla wrażliwców, przed czym przestrzega sam producent.

Magda Mielke - ocena: 4

Poemat Masłowskiej spotkał się z odpowiednim filmowym językiem. Wartka akcja, szybkie tempo, odpowiedni rytm. Jednak to historia bez puenty. Pod tym całym brawurowym strumieniem świadomości jest niestety bardzo pusto. A rapujący Sebastian Fabijański vel. jezus męczy jak nigdy dotąd.

Anna Starostka - ocena: 5

Udany zabieg przeniesienia na ekran specyficznej stylistyki Doroty Masłowskiej, dlatego kłaniam się nisko Aleksandrze Terpińskiej. Spodziewałam się dziwności i dokładnie to dostałam, obsada filmu akuratnie skompletowana, więc nie było rozczarowania. Niestety nie było też sensu i mdłe zakończenie popsuło mi całościowy odbiór. No i serio, więcej rapu już ekran mógłby nie pomieścić.

5 - 4 6 4 - - 5 - 4.8
Lokatorka

Lokatorka

Jakub Jakubowski - ocena: 6

10 lat temu zabito Jolantę Brzeską, aktywistkę walczącą z mafią reprywatyzacyjną. Film "Lokatorka" na kanwie tej historii jest poruszający, mimo że twórcy bardziej niż na tragedii ludzi wyrzucanych ze swoich mieszkań, skupili się na pokazaniu mechanizmu działania tzw. czyścicieli kamienic. Obojętność mediów, skorumpowani policjanci, prawnicy, władze samorządowe i państwowe, a w tle służby specjalne. Jednostka z góry skazana jest na porażkę. Mimo, że finał filmu można łatwo przewidzieć, to ogląda się go dobrze i niestety ze smutkiem. Jeszcze większy smutek ogarnia człowieka, gdy sobie pomyśli, że takie rzeczy dzieją się w cywilizowanym kraju w XXI wieku. I to w "majestacie prawa".

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Czasami, mając dobry scenariusz, szczególnie oparty na faktach, niewiele trzeba, by uzyskać na ekranie pożądany efekt. Tak jest właśnie w tym przypadku. Poruszającą historię pokazano w rzetelny i wiarygodny sposób, choć sam film bazuje raczej na sprawdzonych schematach i fabularnych ogólnikach. Warto zobaczyć, ale bardziej jest to fabularyzowane kino dokumentalne niż pełnoprawne dzieło kinematografii. Prawdziwa historia znacznie ciekawsza niż filmowa fabuła.

Magda Mielke - ocena: 5

Kolejny zmarnowany potencjał i przypadek, w którym prawdziwa historia jest bardziej emocjonująca niż ta ekranowa. Choć początkowe sceny sugerują, że główną bohaterką będzie Janina (postać inspirowana Jolantą Brzeską, aktywistką walczącą z mafią reprywatyzacyjną), w połowie filmu akcenty się przenoszą i uwaga zaczyna skupiać się na młodej policjantce, a społecznie zaangażowany dramat zmierza w kierunku filmu kryminalnego - schematycznego, pozbawionego napięcia, z od początku jasnym zakończeniem. Podobnie jest z wątkiem adwokata (M. Czarnik), który znika na jakiś czas z ekranu, a jego miejsce zajmuje tajemniczy pułkownik (J. Frycz). Reżyser zamiast skupić się na konkretnej historii, podjął się karkołomnego zadania wyjaśnienia w ciągu niecałych 2 godz. bardzo złożonego problemu. W rezultacie otrzymujemy film zaledwie przyzwoity, którego największym atutem jest to, że w ogóle powstał.

Anna Starostka - ocena: 5

W obsadzie zabrakło chyba samego Ojca Mateusza chociaż żart o jego zgrabnym łapaniu przestępców w Sandomierzu był. Bardzo dużo znanych aktorskich twarzy, będących bardziej ozdobnikiem niż pełniących jakąś kluczową rolę. Miało to wszystko ręce i nogi, całkiem udane zwroty akcji, Jana Frycza i dobrą fabułę na podstawie ważnej historii. Mimo to za dokładkę podziękuję.

6 - 6 - 5 - - 5 - 5.5
Moje wspaniałe życie

Moje wspaniałe życie

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Po błyskotliwym "Kamperze" i równie udanej "Córce trenera" Łukasz Grzegorzek nakręcił swój najsłabszy film. Miałka historia, nachalny ekshibicjonizm codzienności, nieangażująca fabuła i dość drętwe aktorskie kreacje to tylko niektóre przypadłości filmu, które dokuczają bardziej niż wysypka bohaterce granej przez Agatę Buzek. Rozczarowanie na wielu płaszczyznach.

Marta Apanowicz - ocena: 5

Snująca się historia codziennego życia: o obowiązkach córki, matki, żony, kochanki; o ucieczce do swojego małego miejsca na ziemi, gdzie można oderwać się od codzienności. O życiu w kłamstwie i konieczności przyznania się do niego. Zabrakło dynamiki, aczkolwiek od duetu Buzek-Braciak nie da się oderwać oczu.

Magda Mielke - ocena: 6

Przyjemne kino, ciepła, intymna historia i fajne ASMRy, ale zabrakło świeżości "Córki trenera" i "Kampera".

Magda Kaczorowska - ocena: 7

Grzeczna i poprawna "Pani od angielskiego", matka, żona, babcia, córka, która, jak to tylko kobieta potrafi, działając na szesnastu frontach ogarnia wszystko i wszystkich w rodzinie. A tu nagle… garsoniera i trawka w barku. I próba znalezienia siebie. Uroczy bardzo film! I śmiesznie i strasznie i życiowo bardzo. Doskonała rola Agaty Buzek. Plus świetni Braciak i Woronowicz w obsadzie. Idealny film na babski wieczór!

Anna Starostka - ocena: 6

Od początku wiadomo, że ładunek, który nosi w sobie główna bohaterka w końcu wybuchnie, przez cały seans zastanawiałam się tylko "kiedy?". Kolejny film opowiadający historię kobiety, która walczy o siebie i w końcu tę walkę wygrywa, chociaż poniesione koszty są ogromne. "Moje wspaniałe życie" nie zdetronizowało "Kampera", ale może się rozgościć na drugim miejscu zaraz obok "Córki trenera". Doskonała jak zawsze Agata Buzek, dużo dobrej energii i bardzo przyjemna muzyka (nie może być inaczej, kiedy za sterami staje Piotr Waglewski).

- - 4 5 6 - 7 6 - 5.6
Mosquito State

Mosquito State

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Cronenberg w świecie bankowych algorytmów. Początkowo intryguje pomysłem i fascynuje surową formą, ale dość szybko popada w banał i niezamierzoną śmieszność. Ciekawy duet Adam Sandler - Jose Mourinho :) Z jednej strony fajnie, że takie tytuły pojawiają się w Gdyni. Z drugiej ten akurat festiwal chyba nie jest do końca gościnny dla tak awangardowego kina. Ciekawa propozycja, ale tylko do pewnego momentu.

Magda Mielke - ocena: 6

Kolejny odcinek serialu "Czarne lustro". Smaczny wizualnie i intrygujący intelektualnie, ale równie mocno przy tym irytujący.

Anna Starostka - ocena: 5

Zaczynało się obiecująco, smaczki wizualne zachęcały do dalszego seansu. Niestety nastało później. Film z pewnością oryginalny, jednak zbyt filozoficzny charakter projekcji męczył. Być może miałabym lepszy odbiór gdybym oglądała "Mosquito State" w innej sekcji festiwalowej.

- - 5 - 6 - - 5 - 5.3
Najmro. Kocha, kradnie, szanuje

Najmro. Kocha, kradnie, szanuje

Jakub Jakubowski - ocena: 8

Ależ to się przyjemnie ogląda. Szary PRL w niezwykle kolorowym, wręcz komiksowym wydaniu. Nie jest to biografia Najmrodzkiego, raczej historia luźno inspirowana jego życiem. Historia sprawnie opowiedziana, z polotem, z ciekawymi dialogami i pięknymi zdjęciami, doprawiona polskimi hitami lat 80. No i aktorstwo takie, że palce lizać. Dawid Ogrodnik, jak zwykle najwyższa klasa, ale drugi plan kradnie show, szczególnie doskonała Dorota Kolak i Jakub Gierszał w końcówce. "Najmro" to kino komercyjne jakiego próżno szukać w polskim kinie. Dobra rozrywka gwarantowana.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Filmowy dancing w rytmie największych peerelowskich przebojów w iście hollywoodzkiej oprawie. Efekciarski, ale nawet w najbardziej kiczowatych momentach całkowicie zjadliwy. Doskonała rozrywka na wielu poziomach, od wizualnych fajerwerków po świetną ścieżkę muzyczną. Murowany kandydat na kinowy hit, choć nie spodziewałbym się wielu festiwalowych wyróżnień.

Marta Apanowicz - ocena: 8

Ten film zebrał już wiele w pełni zasłużonych pochwał, stąd dodam tylko, że oprócz ciekawej historii podanej w komediowym stylu z bardzo dobrymi aktorskimi kreacjami - wielkie brawa należą się temu filmowi za genialny montaż i przejścia. I za muzykę, niejednemu widzowi noga będzie wystukiwać rytm do znanych melodii. Polecam

Magda Mielke - ocena: 7

Wyborny produkt rozrywkowy. Lekki i efekciarski, szybki i brawurowy, pstrokaty i żonglujący gatunkami, konwencjami oraz popkulturowymi odniesieniami. "Niepolski" w najlepszym tego słowa znaczeniu. I kolejna rola Ogrodnika w panteonie słynnych biografii, za które publiczność go kocha.

Magda Kaczorowska - ocena: 9

Niesamowita historia, oparta na faktach, choć aż trudno w to uwierzyć. Momentami ogląda się ten film jak teledysk, z efektami specjalnymi! Smutne czasy PRL podkolorowane mocno, ale z zachowaniem tamtej estetyki. Do tego przebojowa muzyka. Dużo humoru i brawurowo zagrane główne role! Wszystko się tu zgadza. Będzie się podobać!

Anna Starostka - ocena: 8

Z tym Panem to można przetańczyć całą noc! Podczas seansu będziecie bawić się znakomicie i spokojnie-sympatyzowanie z królem złodziei w pełni zrozumiałe. Dawid Ogrodnik to klasa, szyk i urok, a towarzyszący mu aktorzy idealnie uzupełniają ten obraz. Miło było w kolejnym festiwalowym filmie muzycznie spotkać się z Korą i popłynąć z nią w codzienność tytułowego łobuza. Całość bardzo spójna, nawet efekciarstwo nie drażni, wręcz dodaje wartości tej wyjątkowej narracji. Uwaga, Najmro skradnie Wam serca!

8 - 8 8 7 - 9 8 - 8.0
Powrót do Legolandu

Powrót do Legolandu

Jakub Jakubowski - ocena: 8

"Biorę leki, które chronią mnie, żeby was wszystkich nie pozabijać"- to słowa Tysona przed walką z Gołotą, podczas której Polak uciekł z ringu. Reżyser "Powrotu do Legolandu" nie podał widzom żadnych leków, nie dał nawet recepty na przeżywanie opowiadanej historii. W pierwszej odsłonie uraczył nas nostalgiczną podróżą do początku lat 90 i pozytywnych aspektów transformacji ustrojowej. Sala raz po raz wybuchała śmiechem a pokolenie dzisiejszych 40-latków na ekranie odnajdywało siebie. Gdy ogarniał mnie i pewnie całą resztę widzów błogi nastrój, nagle i niespodziewanie reżyser serwuje nam gonga, jak Tyson Gołocie w pierwszej rundzie owej walki. Potem sprawy dzieją się już bardzo szybko. Z każdą kolejną sceną film wgniata w fotel i na koniec nawet człowiek żałuje, że nie wziął przykładu z Gołoty i nie uciekł. Nie dlatego, że film jest słaby, wręcz przeciwnie. To znakomite kino, które zostaje w człowieku na lata, zakorzeni się w umyśle i w świadomości. I będzie bolało. Ale zobaczyć trzeba.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 9

Emocjonalna petarda i bardzo odważna jak na polskie kino próba zilustrowania alkoholizmu z perspektywy dziecka. Niezwykle osobiste i intymne kino zainspirowane prawdziwą historią, opowiedziane z wrażliwością i wyczuciem. Fantastyczna rola Macieja Stuhra, ale na oklaski zasługuje tu cała obsada. Do tego świetnie oddany klimat lat 90., który szczególnie na początku kamufluje trochę tragizm całej opowieści. Doskonałe kino i bardzo pozytywne zaskoczenie.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Bardzo dobry film mówiący wprost o problemie alkoholu w rodzinie. Tu nie ma pójścia na skróty, jest domowe piekło, brak wsparcia i typowe "nie mówmy o tym nikomu". Uderzający obraz widziany oczyma dziecka. Perfekcyjnie zagrany. Trudny, ale warto z tym dziełem się zmierzyć.

Magda Mielke - ocena: 9

Ciary! To jeden z tych filmów, których się nie ogląda, tylko przeżywa. Przepiękny powrót do początku lat 90., gdzie wnętrza, przedmioty i muzyka (w porównaniu do np. "Zupy nic") nie są tylko pustymi dekoracjami, ale wstępem do oddania czegoś znacznie ważniejszego - emocji i wydarzeń, które w tych i za tymi dekoracjami się kryły. Choć można stwierdzić, że czasy się zmieniły i problem alkoholowy nie jest już takim tematem tabu, a wsparcia można szukać na zewnątrz, strach, upokorzenie i wstyd zawsze pozostają identyczne. Niezwykle czuła i osobista historia, szczera i dojrzała, trafiająca do najgłębszych rejestrów wrażliwości. Ze świetnymi postaciami - genialnym Stuhrem, nieoczywistą Książkiewicz i pięknie debiutującym Koziarem. Pełna pięknych motywów i niuansów. Mistrzowsko dawkująca napięcie i dociskająca nawet w tych momentach, gdy wydaje się, że już nic gorszego nie może się wydarzyć. To właśnie na takie festiwalowe olśnienia co roku się czeka.

Magda Kaczorowska - ocena: 8

Bardzo mocny film. Porażająca historia rodziny dotkniętej alkoholizmem, ale opowiedziana jakby z perspektywy dziecka, nastolatka. Przyglądając się tej historii, łatwiej zrozumieć, jak wygląda współuzależnienie. I Maciej Stuhr i Teodor Koziar - chłopie grający główną rolę – świetni. Bardzo dobrze oddany klimat początku lat 90tych.

Anna Starostka - ocena: 9

Wiedziałam, że idę na film o wspaniałych latach 90., wiedziałam, że będzie nieco ciężko ze względu na poruszany problem, ale zupełnie nie byłam gotowa na takie emocje. Osobista historia reżysera stała się historią wszystkich, a narzucony ton wywołał oczywiste reakcje. Film przez kilka lat dojrzewał do tego by rozgościć się w sali kinowej i na szczęście wszystkich widzów festiwalu właśnie nadszedł ten moment. Całej obsadzie należą się ogromne brawa i słowa uznania, bo naprawdę film wgniata w fotel. W KOŃCU!

8 - 9 9 9 - 8 9 - 8.7
Prime Time

Prime Time

Jakub Jakubowski - ocena: 4

"Prime Time" obejrzałem po przeczytaniu w jednej z recenzji, że film ten aż "kipi od emocji". No i stary miś dał się nabrać na sztuczny miód. Nie wiem, w jakim stanie emocjonalnym na co dzień jest autor owej recenzji, ale jeśli po obejrzeniu filmu aż tak mu "zakipiało", to z pewnością jest to sygnał niepokojący. Nic tu się nie klei, począwszy od scenariusza po drętwe aktorstwo. Zamiast thrillera psychologicznego dostaliśmy kalambury.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

O ile dramaturgia do pewnego momentu utrzymuje "Prime Time" przy życiu, o tyle natłok niedomówień stopniowo odcina dopływ tlenu. Reżyserski debiut Jakuba Piątka, choć świetnie obsadzony i zainscenizowany, więdnie i usycha z każdą kolejną sceną. Zawodzi jako thriller, a trafny społeczny komentarz ma za małą siłę rażenia. Dodatkowy plusik za ciekawy zestaw archiwalnych materiałów.

Magda Mielke - ocena: 4

Niepotrzebne dłużyzny, scenariusz zmierza donikąd, absurd goni absurd, a scenarzyści zgubili mnie w jakimś ślepym zaułku. Szkoda - potencjał był. Bielenia i Popławska jak zawsze zasługują na uwagę, ale nagroda specjalna za występ aktorski trafia do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Anna Starostka - ocena: 4

Duże oczekiwania spotkały się z dużym rozczarowaniem. Niestety jest nudno, mimo ciekawego pomysłu i ważnego społecznie tematu. Popławska i Bielenia niezawodni, scenografia oddaje klimat, ale potencjał fabularny zmarnowany.

4 - 5 - 4 - - 4 - 4.3
Przejście

Przejście

Jakub Jakubowski - ocena: 2

Sorry, nie dałem rady, wyszedłem z seansu po 40 minutach. I nie byłem jedyny, który ewakuował się z sali kinowej. FPFF nie jest miejscem na tego typu filmowe eksperymenty. Szkolne etiudy są dużo ciekawsze i lepsze, a my mówimy o filmie Konkursu Głównego największego polskiego festiwalu! Historia ma potencjał, ale potencjał ten został zabity przez marny scenariusz. Brak tutaj dialogów, poziom abstrakcji sięga zenitu, a praca kamery jest po prostu nużąca. Choć zaznaczam, że oceniam tylko pierwsze 40 minut filmu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 1

Fabułę można streścić słowami pewnego internetowego klasyka: "idę albo nie idę". Tym "Przejściem" przejść się zwyczajnie nie da. Obecność tego filmu w Konkursie Głównym jest katastrofalnym nieporozumieniem. Jeśli Polski Instytut Sztuki Filmowej dopłaca do produkcji, to niech dopłaca też widzom za seans.

Marta Apanowicz - ocena: 2

Maria popełnia samobójstwo. Następnie przez prawie cały film nie chce odejść z tego świata, by na koniec jednak się z tym padołem łez pożegnać. Cierpliwy widz doczeka tego pożegnania, ale zostanie z pytaniem: dlaczego ten film powstał? Niestety nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Magda Mielke - ocena: 3

Opowiadanie Weroniki Murek "W tył, w dół, w lewo" dwa lata temu w krótkometrażowym filmie "Maria nie żyje" zekranizowała Martyna Majewska. Na Festiwalu możemy oglądać pełnometrażową adaptację tej samej historii. To bardzo nieszczęśliwy zbieg okoliczności, choć myślę, że "Przejściu" nie pomogłoby nawet, gdyby "Maria nie żyje" nigdy nie powstało. Dostrzec można też głęboką inspirację "Aniołem w Krakowie" z pamiętną rolą Krzysztofa Globisza, tyle, że klimat tamtejszego ludowego katolicyzmu trąci myszką. Mnóstwo banału i pretensjonalności zarówno w słowie, jak i obrazie, a przy tym balansowanie na cienkiej granicy pomiędzy metafizyką a kiczem.

2 - 1 2 3 - - - - 2.0
Sonata

Sonata

Jakub Jakubowski - ocena: 7

Dwa lata temu na festiwalu debiutował film "Ikar. Legenda Mietka Kosza", a teraz historię innego niepełnosprawnego pianisty, Grzegorza Płonki, w którego talent nikt nie chciał uwierzyć, na warsztat wziął Bartosz Blaschke. Przy takiej historii, opartej na faktach, łatwo popaść w martyrologię i przesadę, tymczasem tutaj mamy wszystko podane z wyczuciem. Świetnie oddane emocje przeżywane nie tylko przez niesłyszącego pianistę, ale też przez jego najbliższych. Doskonała rola Michała Sikorskiego, świetną kreację stworzyła też Małgorzata Foremniak. Niedosyt pozostawiła u mnie jedynie muzyka, film o takiej tematyce zasługiwał w tej materii na znacznie więcej.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Krzepiąca, mądrze i z humorem opowiedziana historia chłopaka, który większość swojego życia, z powodu lekarskich niedopatrzeń, spędził w całkowitej ciszy. Doskonały przykład na to, jak w lekkiej formule, a jednocześnie w poruszający sposób, opowiadać o cierpieniu i braku akceptacji. Nawet jeśli to biograficzna sztampa, to ja to kupuję, bo "Sonata" poruszyła mnie na wielu płaszczyznach. Koncertowo głównego bohatera zagrał Michał Sikorski. Bardzo fajnie zobaczyć też w takiej aktorskiej formie Małgorzatę Foremniak. Kolejne bardzo pozytywne zaskoczenie festiwalu. "Sonatę" odegrano bez fałszu.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Jeden z najlepszych filmów tegorocznego Festiwalu. Trudna historia pokazana w lekki, przystępny sposób bez niepotrzebnego moralizowania czy też martyrologii. Wielkie brawa dla aktorów, na ekranie błyszczy Małgorzata Foremniak Michał Sikorski w roli autystycznego Grzegorza doskonały! Pozycja, którą trzeba zobaczyć.

Magda Mielke - ocena: 7

Najpiękniejsze historie pisze samo życie. Z ogromną czułością i bez cienia sentymentalizmu opowiedziane losy Grzegorza Płonki, błędnie zdiagnozowanego chłopaka zafascynowanego muzyką. Piękne zdjęcia i piękne role. Michał Sikorski po prostu stał się Grzegorzem, ani przez chwilę nie zbliżając się do tak łatwej w tym przypadku do przekroczenia granicy przerysowania postaci. Ale najbardziej zaskakuje tu Małgorzata Foremniak, która po wielu latach obsadzania w jednowymiarowych rolach dostała szansę pokazania swojego talentu. To ważny portret kobiety-matki, która podobnie jak otaczający ją krajobraz jest niezłomną skałą, w której rękach tkwi szczęście całej rodziny.

Anna Starostka - ocena: 8

Kolejny film, w którym prawda wchodzi na ekran. Sonata księżycowa zagrana na najwyższych rejestrach wrażliwości. Michał Sikroski w roli Grzegorza Płonki wypadł rewelacyjnie, mam nadzieję, że zostanie doceniony. Zaskoczyła mnie bohaterka zagrana przez Małgorzatę Foremniak, niezwykle ważna kobieca postać w zestawieniu ról tego festiwalu. Miło było zobaczyć Jerzego Stuhra na wielkiem ekranie, a jeszcze milej dowiedzieć się o osobistej motywacji aktora do przyjęcia tej roli. Tegoroczny festiwal jest niezwykle refleksyjny, a "Sonata" niech będzie tego następnym dowodem.

7 - 8 9 7 - - 8 - 7.8
Śmierć Zygielbojma

Śmierć Zygielbojma

Jakub Jakubowski - ocena: 7

Jeśli podobał się wam "Obywatel Jones", koniecznie zobaczcie "Śmierć Zygielbojma". Także i tutaj mamy heroiczną walkę jednostki o to by otworzyć oczy świata na eksterminację milionów, w tym przypadku Żydów. Bardzo dobrze poprowadzona historia, film trzyma w napięciu przez cały czas. Sceny z getta, choć minimalistyczne, wbijają w fotel. Wojciech Mecwaldowski w roli głównej mógł w końcu pokazać swój nieprzeciętny talent aktorski.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Ponownie, jak w przypadku "Ciotki Hitlera", irytować może nieco "telewizyjny" format filmu, ale tym razem mamy do czynienia ze znacznie lepszym scenariuszem i przede wszystkim świetną rolą Wojciecha Mecwaldowskiego. Ukłony także w stronę filmowców za sprawne wykorzystanie historii, o której próżno czytać w podręcznikach historii. Solidne filmowe rzemiosło, które bardziej powinno być skierowane do zagranicznej a nie polskiej widowni. Niemniej, warto zobaczyć uboższą wersję "Obywatela Jonesa".

Magda Mielke - ocena: 5

"Śmierć Zygielbojma" jest filmem zrobionym od linijki, bardzo poprawnym realizacyjnie, lecz przez większość czasu niezbyt angażującym. Nie dziwią liczne porównania do "Obywatela Jonesa". "Śmierć Z." dzieli z produkcją Holland większość jej wad. Ponad przeciętność wybija się tu rola Wojciecha Mecwaldowskiego. Szkoda, że nie otrzymał on więcej ekranowego czasu.

Magda Kaczorowska - ocena: 7

Smutny i poruszający film. Historia bezradności jednostki wobec polityki i politycznej poprawności. Przypomina faktycznie „Obywatela Johnsa” Agnieszki Holland. Polski żyd, działacz i polityk, który w czasie wojny trafia do Londynu, próbuje otworzyć oczy świata na tragedie holocaustu. W tle Londyn i Warszawa czasów wojny, jakże inne… Dobra akcja, wątek miłosny i osobiste tragedie bohaterów.

Anna Starostka - ocena: 7

Dzieło Ryszarda Brylskiego to w zasadzie nagromadzenie zalet - po pierwsze bardzo dobry Wojciech Mecwaldowski w roli głównej, po drugie dobre tempo i po trzecie ciekawa historia ujęta w sensownym i spójnym scenariuszu. Kawał dobrego, biograficznego kina.

7 - 7 - 5 - 7 7 - 6.6
Wszystkie nasze strachy

Wszystkie nasze strachy

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Polskie kontrasty zgrabnie zaplecione w interesującą opowieść, której momentami brakuje nieco większego emocjonalnego docisku. Intrygujący portret katolika-geja, który angażując się w życie wiejskiej społeczności, czasami dramatycznie wręcz zabiega o tolerancję i akceptację. Odrobinę za dużo przestrzelonych i zbyt oczywistych metafor, ale dobry scenariusz trzyma całą historię w ryzach. Film dla każdego, komu strach przed nieznanym zawęża pole widzenia i wywołuje frustrację. Jak trafnie ujął to Tadeusz Sobolewski - "kino chrześcijańskiego niepokoju". Trochę mniej patosu, a byłoby osiem gwiazdek.

Magda Mielke - ocena: 7

To najlepszy jak dotąd film Rondudy, w którym idealnie łączy się jego praktyka kuratorska z reżyserską. Niezwykle potrzebny i aktualny film. Niewywołujący łatwych wzruszeń, lecz poruszający głębokie rejestry czucia i zostający w głowie na długo. Ludzki i empatyczny. Prosty w formie, a jednak wielce symboliczny. Choć momentami wpada w patos to jest to patos bardzo potrzebny.

Anna Starostka - ocena: 7

Po filmie "Serce miłości" czekałam na kolejne dzieło Rondudy i przyznaje, że naprawdę opłacało się czekać nie tylko na film, ale również na kolejną doborową rolę Dawida Ogrodnika. Historia Daniela Rycharskiego i przekaz jaki z niej wynika, to temat najważniejszy w konkursowym zestawieniu. Człowiek, który nie może żyć według własnego wyboru, mieszkaniec działający na rzecz lokalnej społeczności i wreszcie katolik,dla którego nie ma miejsca przy miłosiernym stole. Rola Jacka Poniedziałka jako kuratora sztuki i jednego z niewielu sojuszników Daniela, to trafna metafora do stwierdzenia, że każdy swój ból i bunt można sztuką wyrazić. Ten film głośno i wyraźnie podkreśla, że skończył się już czas na aluzje. Jest bardzo sakralnie, podniośle i emocjonalnie- na to trzeba się nastawić.

- - 7 - 7 - - 7 - 7.0
Zupa nic

Zupa nic

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Zupka całkiem smaczna, łagodna, przyjemnie rozgrzewająca, ale zupełnie pozbawiona wyrazistych akcentów. Nie da się nią choćby połowicznie najeść. Porcja w sam raz dla tych, którym smakują filmowe sentymenty i lekkie historie o sile rodziny. Wśród festiwalowych propozycji raczej ciekawostka i chwila wytchnienia, dla szerokiej widowni (szczególnie 40+) niezła opcja na komediowy seans.

Magda Mielke - ocena: 6

Ten film jest jak gra w PRL-owskie bingo, z każdą kolejną sceną znajdujemy kolejny artefakt tamtych czasów. Jest miło i nawet zabawnie, ale to tylko kolaż wspomnień, złożonych w całość trochę na siłę. „Zupa” zawsze będzie zupą - jedynie przedsmakiem głównego dania.

Magda Kaczorowska - ocena: 6

Bardzo przyjemny film, zwłaszcza dla tych, którzy mają na liczniku przynajmniej czterdziestkę i pamiętają z dzieciństwa tamte czasy! Świetnie pokazuje PRL i ówczesną rzeczywistość. Scenografia, stroje, okoliczności, sytuacje - wszystko świetnie odzwierciedla tamte realia. I ten skok przez kozła na WF ;-) trauma z dzieciństwa! Akcja niestety żadna, dynamika zero.

Anna Starostka - ocena: 7

Słodko-gorzki film osadzony w dobrze znanej konwencji i otulony pastelowymi barwami. Mimo obecnej prozy codzienności można z ekranu wyciągnąć więcej radości niż smutku. Dębska zebrała wszystkie złości i zmieniła je w humor, dobro i ciepło. Nie brakuje smutnych realiów PRL-u, ale wszystko to znika bo w końcu "zupy nic najsłodsza słodycz" smakuje najlepiej. Na duży plus obecność Ewy Wiśniewskiej, nie rozumiem natomiast epizodu z Bosakiem, trochę doklejone na siłę.

- - 6 - 6 - 6 7 - 6.3
Żeby nie było śladów

Żeby nie było śladów

Jakub Jakubowski - ocena: 8

Totalitaryzm w najczystszej, a w zasadzie w swojej najbrudniejszej postaci. Nokautujący obraz łamania ludziom kręgosłupów i życiorysów. Oglądając, czułem na własnej skórze strach, bezsilność i rozpacz, czyli wszystko to co musieli odczuwać ci, których historia morderstwa Grzegorza Przemyka dotknęła osobiście. I mimo, że pamiętam tamte czasy, dobrze znam historię i wiem, jak było, to realizm bijący z ekranu mną wstrząsnął. I wywołał złość, że do dzisiaj sprawcy nie tylko tej zbrodni, ale w ogóle komunistyczni dygnitarze odpowiedzialni za funkcjonowanie tego systemu represji, nie zostali rozliczeni. Jeśli chodzi o sam film, to trochę za długi, spokojnie mógł się zmieścić w dwóch godzinach. Doskonały portret czasów słusznie minionych, doskonałe aktorstwo i zdjęcia. Nieprzypadkowo film ten pokazywany był w konkursie głównym festiwalu w Wenecji, nieprzypadkowo jest on polskim kandydatem do Oscara, nie będzie też przypadku, jeśli zgarnie ważne nagrody w Gdyni.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Wstrząsająca i wyzwalająca wiele wewnętrznego sprzeciwu opowieść o mechanizmach funkcjonowania bezdusznego aparatu władzy. Matuszyński znakomicie rozłożył na czynniki pierwsze sprawę Grzegorza Przemyka, ale kluczową robotę wykonał lata temu autor równie wstrząsającego reportażu, Cezary Łazarewicz. Film doskonale oddaje atmosferę zastraszeń, manipulacji, ciągłej inwigilacji i gróźb, jakie towarzyszyły obrońcom prawdy o morderstwie warszawskiego maturzysty. Na dodatek mamy wielkie kino pod kątem technicznym z bardzo precyzyjną scenografią, świetną muzyką, niebanalnymi zdjęciami i całą serią aktorskich parad - od Sandry Korzeniak, przez Jacka Braciaka, po Aleksandrę Konieczną, nie zapominając o Tomaszu Ziętku. Na lekki minus odrobinę za długi metraż i trochę miejscami "zjadające się" wzajemnie wątki. Film, który warto i trzeba zobaczyć.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Nie da się ukryć, że przed obejrzeniem tego filmu, obawiałam się, że film trwa aż 160 minut, ale tu nie ma ani jednego niepotrzebnego ujęcia. Spójny obraz manipulacji ludźmi, o tym, że w kontrze do władzy - jednostka stoi na przegranej pozycji, a niewygodną prawdę można tak przeinaczyć, by stała się kłamstwem. Tak powinno się pokazywać historię. Brawa dla aktorów, wszyscy zagrali wyśmienicie!

Magda Mielke - ocena: 8

Kawał świetnej filmowej roboty. Drobiazgowy, wielowątkowy i realistyczny. Wszystko tu się zgadza: ziarniste, dokumentalne wręcz zdjęcia, oszczędna, pozbawiona melodii muzyka, dobrze miarkowane napięcie i mnóstwo fantastycznych ról aktorskich. Matuszyński z czułością pokazuje swoich bohaterów, nawet drugo- czy trzecioplanowe postaci są tu z krwi i kości. Kolejna (obok "Hiacynta") ważna rola Tomka Ziętka, w której ma on okazję rozwinąć skrzydła, ale to Sandra Korzeniak (wzbudzająca skojarzenia zarówno z Charlotte Gainsbour, jak i Patti Smith) jest tu prawdziwym objawieniem. Mimo mnogości wątków, kamera cały czas jest blisko głównych bohaterów, a długi metraż (niemal 3 godz.) pozwala choć trochę współodczuć terror tej sytuacji. W dodatku zdaje się, że film znalazł dla siebie idealny czas - bogactwo nienachalnych analogii do dzisiejszej rzeczywistości jest zatrważające. Choć moje serce skradł "Powrót do Legolandu", myślę, że to ten film rozbije bank nagród.

Magda Kaczorowska - ocena: 9

Wspaniały nakręcony i zagrany film historyczny. Manipulacja, fałszowanie faktów, łamania świadków, wpływanie na prokuraturę i sądy, oczernianie niewinnych na niewiarygodną wręcz skalę, przerażają. Świetna obsada, i głównych i drugoplanowych ról. Doskonale oddane realia i klimat tamtych czasów. Na pewno zostanie doceniony przez jury festiwalu i zdecydowanie wart jest obejrzenia, również przez młodzież.

Anna Starostka - ocena: 8

Jan P. Matuszyński stworzył kolejny potężny film, opowiadający historię, która miała zostać zamieciona pod dywan, a odbiła się echem nawet poza granicami kraju. Taka historia zasługiwała na skrupulatne potraktowanie, chociaż i tak ze scenariusza wypadło wiele stron. Duży ukłon w kierunku autora zdjęć Kacpra Fertacza - niektóre kadry zostaną w głowie na długo. Obsada filmu wykonała świetną robotę, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie postać Barbary Sadowskiej zagranej przez Sandrę Korzeniak - nonkonformizm w artystycznym wydaniu. No i powiedzmy sobie głośno, że Tomasz Ziętek już jest wielkim wygranym tego festiwalu, oby słowo ciałem się stało.

8 - 8 9 8 - 9 8 - 8.3

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

Film

Człowiek z magicznym pudełkiem
5.8 33 oceny

Człowiek z magicznym pudełkiem (12 opinii)

produkcja
Polska
gatunek
Romans, Sci-Fi
premiera
20 października 2017
czas trwania
1 godz. 43 min.

Opinie (23)

  • Dziewczyny z szafy - znakomita? Ech polskie kino, prócz kilku wyjątków typu Seksmisja czy Vabank to szmira. (1)

    Tu też mamy pełne typowo polskie przekombinowanie.

    • 6 13

    • Bzdury. To, że nie lecą na jedynce i polsacie, nie znaczy, że nie mamy pereł.

      • 2 2

  • co za gniot.

    • 2 8

  • Science fiction (1)

    Każdy dzień w naszym cudownym kraju jest science fiction więc odpowiadając na pytanie tytułowe jak najbardziej jest to możliwe.

    • 15 1

    • :"ostatnią okazją na szczęście w futurystycznym świecie zmierzającym ku samodestrukcji":

      • 0 0

  • Najlepsze SF to (1)

    Wałęsa. Człowiek z nadziei

    • 17 15

    • Raczej Smoleńsk z motywem duchów

      • 5 5

  • (3)

    Całe moje życie to SF. Człowiek uczy się żeby pracować,pracuje by żyć i żyje by umrzeć.
    Dzięki pracy dostaję wynagrodzenie które w większości zabiera mi państwo na zus. Gdy potrzebuję iść do lekarza,to słyszę pusty śmiech rejestratorki,że proszę przyjść za rok. Jak potrzeba wykonać jakiś zabieg to najlepiej zapisać się już przed wykryciem schorzenia,tak na wszelki wypadek. Załatwić jakąś sprawę w urzędzie ?Najlepiej w takim wypadku wziąć tydzień wolnego w pracy,bo na jednym dniu się to nie skończy. Pozdrawiam serdecznie

    • 22 4

    • (1)

      Twoje życie to nie SF tylko wieczne biadolenie.

      • 3 7

      • Napoleon Bonaparte

        twierdził, ze kiedy ludzie przestają narzekać - to znaczy, że przestali myśleć.
        Chyba miał rację - podstawą "szczęścia" jest dobre zdrowie i głupota.

        • 2 0

    • I trzeba przyznać rację klasykowi który powiedział że Polska to bardzo przyjazny kraj. Tutaj lekko się umiera bo nie ma czego żałować. Jak w SF.

      • 2 0

  • chyba jesteśmy za biedni (1)

    na prawdziwe kino science-fiction.

    • 10 3

    • Nie gadaj głupot. Chyba nie widziałeś filmów Piotra Szulkina.

      • 4 0

  • Odwołana projekcja

    Szkoda, w sali 2 multikina wysypał się komputerek i projekcja została odwołana. Chciałem zobaczyć ten film, byłem ciekawy, jak cała ekipa poradziła sobie z takim pojechanym scenariuszem

    • 2 2

  • "Zbyt mocne ograniczenia finansowe i produkcyjne nie pozwalają na dostateczne rozwinięcie tych wątków, co zresztą widać w wielu naiwnych uproszczeniach. Fabularne dziury powodują...."

    Powodują, ze nie warto chyba zawracać głowy. Mięso niedogotowane, ale sos smaczny? Dajcie spokój.

    • 1 0

  • 1na 10 moja ocena (1)

    Do Machulskiego mu daleko o Żuławskim nie wspominając( ,.Na srebrnym globie"był casting w Gańsku w latach 80ych)z jego weną tylko kasa w biedronce wyjazd do gdyni na ten film to była strata czasu

    • 2 2

    • Krzysiu szansa na karierę u M K

      Koterski już Konradem nakręcił film o twoich bolączkach a że ww aktor gra tylko w reklamach masz szansę na rolę w następnych podobnych filmach życzę powodzenia;-)

      • 0 0

  • Są przykłady SF które mimo małych nakładów fiansowych są świetne.

    Przecież nie musi być w SF od razu przestrzeń kosmiczna, nienaturalne plenery innych planet.
    W Polsce można byłoby kręcić SF spod znaku postapokaliptycznych klimatów.
    Mamy wiele ruin zakładów przemysłowych, dobrych operatorów kamery, zabawa światłem i dobra charakteryzacja i gdy scenariusz byłby klimatyczny to film mógłby wyjść całkiem niezły.
    Byleby nie wyskoczyła jandopodobna aktorzyna, co swoją egzaltacją zdominuje kadr.
    Albo żebrowskopodobny udający zadumanie men, który psuje film fantazy.

    • 4 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceny naszych dziennikarzy

Przydatne informacje

Zdjęcia

    Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego