Wiadomości

Komu Złote Lwy? Typujemy zwycięzców Festiwalu Filmowego w Gdyni

"Żeby nie było śladów" to z pewnością jeden z najważniejszych filmów tegorocznego festiwalu w Gdyni oraz jeden z faworytów do Złotych Lwów.
"Żeby nie było śladów" to z pewnością jeden z najważniejszych filmów tegorocznego festiwalu w Gdyni oraz jeden z faworytów do Złotych Lwów. fot. Łukasz Bąk

"Żeby nie było śladów", "Powrót do Legolandu", a może "Wszystkie nasze strachy" lub "Najmro"? Komu jury przyzna tegoroczne Złote Lwy podczas 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych? Tego dowiemy się dzisiaj mniej więcej przed godz. 21 podczas uroczystej gali zamknięcia. Tymczasem już teraz redaktorzy Trójmiasto.pl wskazują swoich faworytów do najważniejszych filmowych nagród w naszym kraju.



W tym roku o Złote Lwy 46. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni walczy 16 tytułów wyselekcjonowanych do Konkursu Głównego. Na zwycięzcę czeka nie tylko prestiżowa statuetka, ale również czek na kwotę 300 tys. zł. Jury tradycyjnie przyzna też Srebrne Lwy oraz 15 indywidualnych nagród dla reżyserów, scenarzystów, dźwiękowców, operatorów czy naturalnie aktorów. Oddzielne wyróżnienia przyznają również dziennikarze, a także festiwalowa publiczność. Najważniejsze werdykty poznamy w sobotę wieczorem podczas gali zamknięcia festiwalu w Teatrze Muzycznym. Kogo wyróżnią jurorzy? Typujemy.

Oceny naszych dziennikarzy w specjalnym Serwisie Festiwalowym



Tomasz Zacharczuk



Ogłoszona jeszcze przed gdyńskim festiwalem decyzja o wysunięciu filmu "Żeby nie było śladów" na polskiego kandydata do Oscara niemal automatycznie ustaliła głównego faworyta tegorocznego FPFF. Ubiegłoroczna edycja choćby pokazała jednak, że nie zawsze tego typu ogłoszenia pokrywają się z późniejszym werdyktem jury. Film Jana P. Matuszyńskiego potwierdził swoją wysoką jakość nie tylko na papierze i uważam, że nadal to główny kandydat do Złotych Lwów. Osobiście odrobinę wyżej cenię "Powrót do Legolandu" i mam nadzieję, że pomiędzy tymi tytułami rozegra się walka o najważniejszy laur. Zwycięstwo "Sonaty" również przyjąłbym z satysfakcją. Osobiście rok po roku mijam się jednak z typowaniem Złotych Lwów, więc podejmuję tym razem ryzyko i wskazuję "Wszystkie nasze strachy". Wygrana innego filmu niż wyżej wymienione byłaby ogromnym nieporozumieniem.

Tegoroczny festiwal to przede wszystkim świetne role aktorskie, głównie panów. Życiową formę w "Powrocie do Legolandu" zaznaczył Maciej Stuhr, choć kapitalnie w "Sonacie" zagrał Michał Sikorski. Mam nadzieję, że do pierwszego powędruje wyróżnienie za najlepszą rolę męską, a do drugiego za najlepszy aktorski debiut. Byłoby to sprawiedliwe rozwiązanie. W gronie faworytów na pewno będą Tomasz Ziętek za "Hiacynta", Wojciech Mecwaldowski za "Śmierć Zygielbojma" czy Dawid Ogrodnik za "Wszystkie nasze strachy" (choć osobiście nie porwała mnie ta kreacja). Jacek Braciak może zgarnąć nagrodę za drugi plan w "Żeby nie było śladów".

Wśród pań, moim zdaniem, konkurencję zdystansowała fenomenalna Maria Dębska jako Kalina Jędrusik w "Bo we mnie jest seks". Nie takie faworytki jednak wyjeżdżały z Gdyni bez nagrody, więc warto jeszcze wziąć pod uwagę Małgorzatę Foremniak w "Sonacie", Agatę Buzek w "Moim wspaniałym życiu" czy Magdalenę Popławską w "Prime Time". Świetna była Sandra Korzeniak w "Żeby nie było śladów", ale tu obstawiałbym wyróżnienie za drugoplanową kreację. Granica pomiędzy pierwszym a drugim planem właśnie zazwyczaj bywa bardzo umowna w werdyktach jury, więc ciężko wyczuć kryteria, jakimi będą kierować się jurorzy.

Moje typy w skrócie: Złote Lwy - "Wszystkie nasze strachy", Srebrne Lwy - "Żeby nie było śladów", najlepszy reżyser - Konrad Aksinowicz ("Powrót do Legolandu"), najlepszy scenariusz - Łukasz Ronduda, Michał Oleszczyk i Katarzyna Sarnowska ("Wszystkie nasze strachy"), najlepszy aktor - Maciej Stuhr ("Powrót do Legolandu"), najlepsza aktorka - Maria Dębska ("Bo we mnie jest seks")


Najmro. Kradnie, kocha, szanuje
Najmro. Kradnie, kocha, szanuje fot. materiały prasowe

Jakub Jakubowski



W tym roku filmy Konkursu Głównego podzieliłbym na trzy grupy. Kilka filmów zdecydowanie wybija się na główny plan, kilka średniaków, są też filmy, które do konkursu dostały się zdecydowanie na wyrost. Do tych pierwszych filmów, którym ja osobiście przyznałbym najważniejsze nagrody, zaliczam: "Żeby nie było śladów", "Powrót do Legolandu", "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje", "Sonata".

Jeśli chodzi o najważniejszą nagrodę, Złote Lwy, to dawno nie miałem tak dużego dylematu. Od wielu lat czekam na to, aż jury zdobędzie się na akt odwagi i nagrodzi film komercyjny. W historii festiwalu mało było takich filmów, jeżeli w ogóle, ale w tym roku mamy "Najmro", film, jakiego w polskim kinie do tej pory nie było. Jestem jednak realistą i sądzę, że Najmro zdobędzie kilka mniejszych nagród. W ogóle chciałbym bardzo, aby werdykt jury pozbawiony był koniunkturalizmu i podejścia na zasadzie, że każdemu damy po trochu, aby zadowolić wszystkich. W minionych latach tak czasami bywało.

Ale do brzegu. Moim zdaniem Złote Lwy przypadną filmowi "Powrót do Legolandu" w reżyserii Konrada Aksinowicza. Ten film przez 104 minuty w pełni angażuje widza, gra na wszystkich emocjach i przede wszystkim sprawia, że nie można o nim zapomnieć. Jest przy tym filmem doskonale zrealizowanym, dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. To debiut reżyserski Aksinowicza i mam nadzieję, że jury nie zdobędzie się tutaj na niezdrowy kompromis i koniunkturalizm, o którym pisałem wyżej, wszak zawsze bezpieczniej debiutantowi dać Srebrne Lwy lub nagrodę za debiut reżyserski.

Notabene, jeśli chodzi o nagrody za reżyserię, to w tym roku jury będzie miało ciężki orzech do zgryzienia, wszak zarówno Konrad Aksinowicz, jak i Mateusz Rakowicz, reżyser "Najmro", oraz Jan Matuszyński ("Żeby nie było śladów") zafundowali widzom reżyserski warsztat na światowym poziomie. Przypomnę, dwaj pierwsi to debiutanci.

Warto przypomnieć, że w poprzednich latach Złote Lwy zdobywali debiutanci - w 2017 roku nagroda przypadła filmowi "Ostatnia Rodzina" w reżyserii Jana Matuszyńskiego, rok później z główną nagrodą z Gdyni wyjechał Piotr Domalewski, reżyser filmu "Cicha noc". Za pełnometrażowy debiut reżyserski uznaje się także animowany film Mariusza Wilczyńskiego "Zabij to i wyjedź z tego miasta", który zwyciężył w zeszłym roku.

Jan Matuszyński w tym roku do Gdyni przywiózł długo oczekiwany film "Żeby nie było śladów". To polski kandydat do Oscara i film, który z pewnością zasługuje na Złote Lwy. Zasługuje przede wszystkim na to, by miliony Polaków poszły na niego do kina. Jeśli ciekawi was dlaczego, przeczytajcie recenzje filmu w naszym serwisie festiwalowym. Typuję ten film do nagrody Srebrne Lwy, ale nie będzie zaskoczenia, jeśli jury przyzna mu główną nagrodę.

Żeby nie było śladów. Nz. Tomasz Ziętek
Żeby nie było śladów. Nz. Tomasz Ziętek fot. materiały prasowe
Jeśli chodzi o kreacje aktorskie, to w tym roku zdecydowanie bardziej zapamiętaliśmy męskie role. Mocnym faworytem do zwycięstwa będzie Tomasz Ziętek, który w "Żeby nie było śladów" wcielił się w rolę studenta stawiającego opór komunistycznemu aparatowi bezpieczeństwa, zaś w "Hiacyncie" stał tam, "gdzie stało ZOMO". Zdecydowanie lepszą kreację stworzył w tym pierwszym filmie, ale czy to wystarczy do nagrody za pierwszoplanową rolę męską? Jego najmocniejszymi konkurentami będą Michał Sikorski za genialną rolę niesłyszącego i niepełnosprawnego pianisty w filmie "Sonata" oraz Maciej Stuhr za bardzo mocne świadectwo upodlenia, do jakiego człowieka może doprowadzić alkoholizm - to oczywiście film "Powrót do Legolandu".

Lubię aktorskie zaskoczenia, szczególnie wtedy, gdy prowadzi to do zmiany mojego zdania na temat danej aktorki. Podczas tego festiwalu olśniła mnie Małgorzata Foremniak, która w filmie "Sonata" wcieliła się w rolę matki walczącej o przyszłość swojego niesłyszącego syna. Festiwal najróżniejszych emocji, jakie wykreowała na ekranie, udzielił się też widzom. Jak dla mnie, najlepsza rola żeńska na tym festiwalu.

Moje typy w skrócie: Złote Lwy - "Powrót do Legolandu", Srebrne Lwy - "Żeby nie było śladów", najlepszy reżyser - Jan Matuszyński ("Żeby nie było śladów"), najlepszy scenariusz - Wojciech Lepianka, Ryszard Brylski ("Śmierć Zygielbojma"), najlepszy aktor - Maciej Stuhr ("Powrót do Legolandu"), najlepsza aktorka - Małgorzata Foremniak ("Sonata")


Żeby nie było śladów
Żeby nie było śladów fot. materiały prasowe

Magda Mielke



Tegoroczna edycja FPFF zdominowana została przez powroty do przeszłości. Przede wszystkim są to filmowe podróże do czasów PRL-u, objawiające się zarówno w ciężkich, opartych na faktach dramatach ("Żeby nie było śladów", "Hiacynt"), jak i w nostalgicznych, kolorowych i zdecydowanie lżejszych produkcjach ("Zupa nic", "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje"). Jak co roku, w konkursie znalazły się też produkcje opowiadające o czasach II wojny światowej ("Ciotka Hitlera", "Śmierć Zygielbojma"). Dużo było kina biograficznego, ale jeszcze więcej historii opartych na faktach - przerażających, poruszających i bardzo aktualnych w kontekście dzisiejszej rzeczywistości.

Czarnym koniem festiwalu od początku wydaje się być polski kandydat do Oscara, film Jana P. Matuszyńskiego "Żeby nie było śladów", który sprostał pokładanym w nim oczekiwaniom i dostarczył kawał przerażającej, rzetelnie opowiedzianej historii. Od początku po piętach drepcze mu "Najmro", jednak wydaje mi się, że kilka cudownych zaskoczeń, które przyniósł tegoroczny Konkurs Główny Festiwalu, zdeklasowało film Mateusza Rakowicza w drodze po Złote Lwy.

Powrót do Legolandu
Powrót do Legolandu fot. materiały prasowe
Największe wrażenie wywarły na mnie trzy bardzo poruszające, piękne na wielu poziomach i oparte na prawdziwych wydarzeniach historie: "Powrót do Legolandu" Konrada Aksinowicza, "Wszystkie nasze strachy" Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta oraz "Sonata" Bartosza Blaschke. To pierwszy z tych filmów najchętniej ujrzałabym z głównym laurem Festiwalu, jednak intuicja podpowiada mi, że jury za najważniejszy obraz tegorocznej edycji uzna "Żeby nie było śladów". Konrad Aksinowicz za wyważone opowiedzenie bardzo osobistej historii ma dużą szansę otrzymać nagrodę dla najlepszego reżysera, a Bartosz Blaschke za najlepszy debiut reżyserski. Nagroda dla każdego z tych filmów będzie w pełni zasłużona.

W tym roku mieliśmy przyjemność obejrzeć wiele świetnych występów aktorskich. Konkurencja jest szczególnie silna zwłaszcza w kategorii najlepszy aktor. Moim zdaniem nagroda powinna powędrować do Macieja Stuhra, który w "Powrocie do Legolandu" stworzył bardzo przejmującą kreację ojca-alkoholika. Jednym z faworytów jest też Tomasz Ziętek, który ma na koncie dwie główne role w tegorocznym konkursie (w "Hiacyncie" i wartą docenienia w "Żeby nie było śladów"). Nie można też pominąć świetnych ról stworzonych na kanwie realnych postaci: zaskakująco dobrej roli Wojciecha Mecwaldowskiego jako Zygielbojm, ciężkiej i drobiazgowej pracy Michała Sikorskiego, który wciela się w Grzegorza Płonkę ("Sonata"), ani przez chwilę nie przekraczając cienkiej granicy przerysowania postaci (jury ma szansę nagrodzić aktora za najlepszy debiut), a także zdecydowanie słabiej wypadających na tym tle kreacji Dawida Ogrodnika jako Najmrodzki i Daniel Rycharski ("Wszystkie nasz strachy").

Bardziej skomplikowana sytuacja tyczy się wyboru najlepszej aktorki. Choć i tym razem intuicja podpowiada mi, że najbardziej prawdopodobnym jest, iż nagroda w tej kategorii trafi do Marii Dębskiej ("Bo we mnie jest seks"), byłoby wielkim rozczarowaniem, gdyby jury postanowiło nagrodzić - choć bardzo udaną kreację, na której opiera się cały film, ale jednak będącą naśladowaniem oryginału. Moim zdaniem ta nagroda należy się Sandrze Korzeniak ("Żeby nie było śladów"), która jako poetka Barbara Sadowska, matka Grzegorza Przemyka, stworzyła najważniejszą i najciekawszą kreację, która czyni z niej równorzędną bohaterkę względem wcielającego się w Jurka Popiela Tomasza Ziętka.

W poprzednich latach nie brakowało zaskoczeń w postaci klasyfikowania bohaterów pierwszoplanowych jako drugoplanowych i odwrotnie, więc mam nadzieję, że niezależnie od kwalifikacji rola Korzeniak zostanie doceniona. Nie mogę jednak nie wspomnieć o dwóch aktorskich zaskoczeniach. Zarówno Małgorzata Foremniak ("Sonata"), jak i Weronika Książkiewicz ("Powrót do Legolandu"), po szeregu płaskich i stereotypowych postaci, jakie miały okazję grać w ostatnich latach, stworzyły nieoczywiste, ważne i zwyczajnie piękne portrety kobiet-matek, mniej lub bardziej pokruszonych skał - cichych bohaterek każdych czasów.

Moje typy w skrócie: Złote Lwy - "Żeby nie było śladów", Srebrne Lwy - "Powrót do Legolandu", najlepszy reżyser - Konrad Aksinowicz ("Powrót do Legolandu"), najlepszy scenariusz - Łukasz Ronduda, Michał Oleszczyk i Katarzyna Sarnowska ("Wszystkie nasze strachy"), najlepszy aktor - Maciej Stuhr ("Powrót do Legolandu"), najlepsza aktorka - Sandra Korzeniak ("Żeby nie było śladów")

Opinie wybrane


wszystkie opinie (23)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Oceny naszych dziennikarzy

Przydatne informacje

Zdjęcia

    Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego