Wiadomości

stat

"Kamerdyner" otworzył Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Nakręcony m.in. w Trójmieście "Kamerdyner" oficjalnie otworzył 43. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Co jeszcze wydarzyło się pierwszego dnia?



Piękne wrześniowe lato i... potężna awaria systemu do rezerwacji seansów powitały uczestników gdyńskiego festiwalu. Poniedziałkowy poranek okazał się niezwykle nerwowy ze względu na techniczne usterki. Na utrudnienia przede wszystkim narzekali dziennikarze, który mieli zaledwie pół godziny na dokonanie rezerwacji na pierwszy prasowy seans, który rozpoczynał się o godz. 9. Serwery niestety nie wytrzymały oblężenia i odmówiły posłuszeństwa. W konsekwencji na pokaz i tak można było wejść, ale sporo cierpkich słów musieli nasłuchać się przede wszystkim wolontariusze i ochroniarze odpowiedzialni za wpuszczanie uczestników seansów.

System w pełni zaczął poprawnie działać tuż przed południem. Pierwszy dzień 43. FPFF obfitował w wiele premier. Widzowie po raz pierwszy mieli możliwość obejrzeć "Autsajdera""Dziurę w głowie". Obie produkcje, a wiele na to wskazuje, będą mocno odbiegać poziomem od pozostałych propozycji. Szczególnie w zestawieniu z bardzo dobrymi filmami Janusza KondratiukaAgnieszki Smoczyńskiej (odpowiednio "Jak pies z kotem""Fuga"). Obie produkcje cieszyły się sporą frekwencją. Widzowie ponadto mogli obejrzeć także "Juliusza" i "Zimną wojnę".

Gwiazdy zmierzają na galę otwarcia - zobacz zdjęcia

Tym razem galę otwarcia zainaugurowała produkcja wyjątkowa ze względu na lokalny kontekst, m.in. część scen nakręcono w Trójmieście, zaś Marianna Zydek, młoda aktorka wcielająca się w jedną z głównych postaci, urodziła się w Gdańsku. Poza nią w filmie wystąpili znani z trójmiejskich teatrów aktorzy.


Konkurs główny - oceny naszych dziennikarzy

Marta Apanowicz

Marta Apanowicz

Dyrektor Działu Sprzedaży

Artur Kornacki

Artur Kornacki

Kierownik Działu Multimedia

Alicja Olkowska

Alicja Olkowska

Kierownik działu Kultura, Rozrywka i Deluxe

Łukasz Rudziński

Łukasz Rudziński

Dziennikarz

Tomasz Zacharczuk

Tomasz Zacharczuk

Dziennikarz

Jarosław Kowal

Jarosław Kowal

Dziennikarz muzyczny

Średnia
7 uczuć

Miauczyński idzie do szkoły. Recenzja filmu "7 uczuć" (recenzja)

Strach, złość, smutek, radość, wstręt, zazdrość, wstyd. Adaś Miauczyński powraca do czasów dzieciństwa, kiedy – jak większość z nas – miał spory problem z nazywaniem towarzyszących mu wtedy emocji. Aby poprawić jakość dorosłego już życia, postanawia powrócić do tamtego nie do końca – jak się okazuje – beztroskiego okresu, by nauczyć się przeżywania siedmiu podstawowych uczuć. Ta ekstremalnie nieprzewidywalna podróż do przeszłości obfituje w szereg przezabawnych, wręcz komicznych sytuacji, ale niesie za sobą również moc wzruszeń i refleksji. więcej»

Średnia 6.5

Ocena czytelników   5.0

 Oceny redaktorów 
8
ocena: 8

Warto było czekać 7 lat na kolejny film o Adasiu Miauczńskim. Film skrojony pod widza, który pamięta obowiązkowe szkolne mundurki czy też odznaki wzorowego widza. Młodszy widz może tego przekazu nie zrozumieć.

8
ocena: 8

Dobra dawka humoru z jednym "ale" - pod koniec film siada. Film dla widzów 35+

6
ocena: 6

U Koterskiego bez zmian. Nie będzie przesadą, jeśli napiszę, że w tym filmie grają wszyscy. Reżyser zebrał najlepszych polskich aktorów, którzy pod jego dowództwem wspinają się na wyżyny swoich możliwości. Plus za odkurzenie kilku zapomnianych już nazwisk. Minus za sceny ze szczeniakiem i słabszą drugą połowę filmu - czuć, że konwencja się wyczerpała.

7
ocena: 7

Komediodramat na ważny temat. Jak to u Koterskiego - specyficzny język, łatwość kreowania groteskowych sytuacji i ciekawi bohaterowie (właściwie cała klasa Adasia Miauczyńskiego zasługuje na brawa). Dobra, zniuansowana rola Michała Koterskiego w roli Adasia, ale reżyseria Marka Koterskiego zawodzi, poziom gagów wywołuje niekiedy zażenowanie i pusty rechot na widowni. Na szczęście poza zabawą z widzem (szereg odniesień do "Dnia Świra") jest też ważne przesłanie, które warto wynieść z tego filmu.

5
ocena: 5

Zaletą filmu niewątpliwie jest dosadny humor i możliwość odświeżenia sobie w pamięci szkolnych lat. I w zasadzie tyle. Karykaturalna koncepcja chwilami przeraźliwie męczy i nuży, zwyczajnie wyczerpuje się w połowie filmu. Przebija się pretensjonalność, a wręcz kicz. Szczególnie pod koniec filmu. Śmiechu równie dużo co rozczarowania. Kolejna świetna rola Gabrieli Muskały. Gwiazdorska obsada zdecydowanie dała radę.

5
ocena: 5

Założenie było ciekawe, przypominało wręcz surrealizm Buñuela w wydaniu z "Widma wolności", ale bazowanie na sentymencie szybko się wyczerpuje, a kiedy w końcówce pojawia się tanie moralizatorstwo, z utęsknieniem wspomina się subtelność "Dnia świra" czy nawet "Niczego śmiesznego".

6.5

Średnia 4.0

Ocena czytelników   4.8

 Oceny redaktorów 
6
ocena: 6

Sprawnie zrealizowany film o czasach stanu wojennego z dobrą rolą Łukasza Sikory. Zabrakło jednak głębszej analizy tematu, a sama historia została potraktowana zbyt powierzchownie.

-
3
ocena: 3

Ciężki temat i wysoka poprzeczka: filmów o stanie wojennym i latach 80. było już wiele. „Autsajderowi” do tych wybitnych daleko, choć warto warto docenić wiarygodne odwzorowanie tamtych realiów (plus za muzykę!). Irytuje za to główny bohater, zwłaszcza przed przemianą. Obejrzeć można, ale chyba tylko raz.

4
ocena: 4

Ten film dostałby ode mnie wyższą ocenę, gdyby zakończono go kwadrans szybciej. Ciekawie przedstawiono realia PRL-u w czasach stanu wojennego. Ciekawie też realia więzienie, ale już tutaj twórcy nie bardzo wiedzą co konkretnie chcą pokazać. Cieniem kładzie się niestety słaby scenariusz. Brak puenty osłabia wymowę tego całkiem niezłego, porządnie zrealizowanego filmu.

4
ocena: 4

Podobnych wątków z podobnym historycznym tłem można znaleźć na pęczki w starszych i dużo lepszych filmach. Ten jest co najwyżej przeciętny. Zarówno pod kątem fabularnym, jak i technicznym. Historia bardzo szybko wytraca impet i zupełnie nie zaskakuje. Spodziewany punkt kulminacyjny zagubił się w słabym scenariuszu. Film, o którym bardzo szybko można zapomnieć.

3
ocena: 3

Nie ma tu niczego, czego nie widzielibyśmy już w "Przesłuchaniu" albo w "Symetrii"... ale w znacznie gorszym wydaniu. Przewidywalna, przynajmniej o dwadzieścia minut za długa historia pełna klisz i banałów, a w dodatku uchwycona w chaotycznych zdjęciach.

4.0

Średnia 2.7

Ocena czytelników   3.8

 Oceny redaktorów 
3
ocena: 3

Bardzo długie 88 minut. Doczekałam do końca filmu tylko ze względu na obiecane zaskakujące zakończenie. I fakt było, tylko nie wiem po co? Sandrę Korzeniak występującą w "Dziurze w głowie" z chęcią zobaczę jednak w przyszłości w innym filmie.

2
ocena: 2

Film nie długi, ale strasznie się dłuży - nawet nie pomaga Bartłomiej Topa :(

3
ocena: 3

Nieporozumienie, że film trafił do Konkursu Głównego. Być może w mniej wymagającej kategorii by się obronił, tutaj wyraźnie odstaje od pozostałych filmów. I znowu ta biedna, brudna, zapluta Polska. Wyszłam z seansu zmęczona.

3
ocena: 3

Problemem tego filmu jest przede wszystkim fakt, że zamiast do nurtu Inne Spojrzenie trafił on do Nurtu Głównego, a jest filmem odrębnym zarówno na poziomie (miałkiego do bólu) scenariusza, jak i samej konstrukcji scen i wydłużanych do granic możliwości planów. Filmu nie ratuje przeciętny Bartłomiej Topa, ani Sandra Korzeniak. Jedynie Andrzej Szeremeta gra ciekawą postać autsajdera, ale to o wiele za mało, by uznać debiut Piotra Subbotko w pełnym metrażu chociaż za przeciętny.

3
ocena: 3

Kameralna opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i rozliczaniu bolesnej przeszłości rozczarowuje niemal na każdej płaszczyźnie. Rozwijaniu słabo nakreślonych wątków nie sprzyja nużące tempo i nierówna gra aktorska. Kosztem ekranowego realizmu ucierpiał cały zamysł artystyczny. W ślad za głównym bohaterem pozostaje jedynie wyszeptać "rozpacz, rozpacz".

2
ocena: 2

Tytuł doskonale oddaje to, jak widz może poczuć się po zakończonym seansie. Prawdopodobnie miała to być dziwaczna, mglista wizja w stylu Davida Lyncha, ale wyszedł pretensjonalny bełkot z jeszcze bardziej pretensjonalnym Bartłomiejem Topą. Jeżeli tak ma wyglądać konfrontacja sztuki ze zwykłym, szarym człowiekiem, to nie dziwię się, że słowo "sztuka" bywa wypowiadane z pogardą.

2.7

Średnia 3.5

Ocena czytelników   4.7

 Oceny redaktorów 
4
ocena: 4

Dobrze zapowiadająca się historia, która w połowie filmu rozmywa się, tak jakby nie było pomysłu, jak ją pociągnąć dalej. Świetna narracja, doskonała gra aktorska, piękne zdjęcia; ale to wszystko nie wystarczy, by historia wciągnęła widza.

3
ocena: 3

Totalnie nie rozumiem po co na końcu jest to całe wyjaśnianie - można się tego domyślać podczas samego oglądania. Zapowiadał się na ciekawszy film.

5
ocena: 5

Jeśli ktoś lubi kino kostiumowe, wyjęte z lat 70., będzie zadowolony. Ja cenię, więc najnowszy film Zanussiego oglądałam z zaciekawieniem, ale wtedy nadeszło zakończenie, kompletnie nietrafione, i cała przyjemność uleciała.

2
ocena: 2

Krzysztof Zanussi powrócił wyjątkowo nieudolnym filmem. Oczywiście, zdjęcia są ładne, nasycone, "włoskie", jak to u niego, choć lepiej realizowano podobną techniką niedawno spektakle Teatru TV. Apetyt zaostrza ciekawy początek, ale im dalej w las, tym gorzej. Infantylne wprowadzenie motywu z "Fausta" Goethego dopełnia obrazu nędzy i rozpaczy, więc nie jest w stanie pomóc nawet Jacek Poniedziałek w głównej roli, chociaż robi co może.

3
ocena: 3

Poziom Teatru Telewizji. Film pełen niedorzeczności, absurdów i nietrafionych pomysłów. Potwornie nudna i infantylna wariacja na temat Fausta. Wielkie rozczarowanie, za którym stoi wielki reżyser. Aktorsko też nie najlepiej ze względu na mdłe postaci, które potrafią skupić uwagę tylko w pierwszych kilkunastu minutach filmu.

4
ocena: 4

Historia szalonego naukowca była w miarę zjadliwa aż do jej "niejawnej" części. Kiedy przemieniła się w religijną przypowieść na temat moralności, okazała się naiwna i banalna.

3.5

Średnia 6.5

Ocena czytelników   6.0

 Oceny redaktorów 
9
ocena: 9

Psychologiczne studium poszukiwania zagubionej tożsamości. Kolejny dobry film Smoczyńskiej utrzymany w innej konwencji niż wcześniejszy jej doceniony za granicą film "Córy dancingu". Doskonała rola Gabrieli Muskały i Łukasza Simlata.

6
ocena: 6

Już widziałem taki film w wydaniu amerykańskim - jak dla mnie kopia filmu. I to gorsza kopia:(

4
ocena: 4

Pomysł na scenariusz świetny, ale efekt końcowy pozostawia niedosyt. Brawo za znalezienie uzdolnionego dziecka - dawno nie widziałam tak swobodnie grającego małego aktora. Niestety, historia mało przekonująca - nie wierzę, że rodzina - nawet ta, z którą dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu, tak chłodno wita zaginioną bohaterkę. Brakuje mi tu też obecności terapeuty i lekarza, którzy powinni na początku powrotu do „dawnego życia” po utracie pamięci, prowadzić Alicję dosłownie za rękę.

7
ocena: 7

Dobry dramat psychologiczny, przybliżający zjawisko fugi dysocjacyjnej dzięki bardzo dobrej roli Gabrieli Muskały, która oprócz głównej roli w filmie Agnieszki Smoczyńskiej, jest też autorką scenariusza. Dobrze partneruje jej Łukasz Simlat, grający wyrozumiałego, pokaleczonego przez dziwne zachowanie żony męża i ojca. Dojrzałe studium przypadku, z doskonałą muzyką Filipa Míška.

7
ocena: 7

Intrygujący i niezwykle angażujący film."Fuga" wyrasta na jedną z lepszych propozycji konkursu głównego. Fabuła zmusza do myślenia i rozpracowania głównych bohaterów. A w tych świetnie wcielają się Gabriela Muskała i Łukasz Simlat. Świetne zdjęcia, podbijająca klimat oniryzmu muzyka i uniwersalna opowieść o tym, jak często społeczne role, w które się wcielamy, zmuszają nas do ucieczki i wewnętrznego dyskomfortu. Lynch niekoniecznie, von Trier tym bardziej, po prostu Smoczyńska w dobrej formie.

6
ocena: 6

U podstaw fabuły leży schemat do znudzenia powielany przez filmowców na całym świecie - ktoś ukrywa przed kimś prawdę "dla jego dobra", choć tak naprawdę po to, aby film mógł trwać, bo przecież wystarczyłoby przeprowadzić szczerą rozmowę już na samym początku, a "Fuga" skończyłaby się po kwadransie. Na szczęście historia to tylko jeden ze składników filmu. Świetna rola Gabrieli Muskały i stawiane przez nią pytania o tożsamość (jest autorką scenariusza) sprawiają, że seans staje się ciekawszy.

6.5

Średnia 6.2

Ocena czytelników   6.9

 Oceny redaktorów 
5
7
ocena: 7

Rozważania komu jest bardziej ciężko choremu, czy opiekującemu się nim + dodatkowo wątek alkoholu i braterskiej miłości. Są tu momenty komiczne i tragiczne. Sprawdzi się w kinie i w telewizji.

6
ocena: 6

Film ważny, poruszający temat wpływu choroby jednej osoby na całą jej rodzinę. I odrealniony, jeśli zestawimy go z losem dziesiątek tysięcy polskich rodzin. Opieka nad chorym to zawsze trudna sprawa, ale co mają powiedzieć ci, którzy w przeciwieństwie do głównych bohaterów, nie są majętnymi ludźmi mieszkającymi w domu z ogrodem? Jak mają się czuć, gdy nie stać na super wózek i łóżko? Ten film może zaboleć takie osoby, zamiast przynieść ukojenie.

6
ocena: 6

Dobre kino społeczne, komediodramat przybliżający dramat rehabilitacji po udarze. Olgierd Łukaszewicz, grający głównego bohatera, to poważny kandydat do nagrody aktorskiej. Szkoda niepotrzebnych kombinacji w scenariuszu, przez co historia przeładowana jest nieoczekiwanymi problemami z rodzinnym piekiełkiem w tle.

7
ocena: 7

Świetnie poprowadzona opowieść pełna uśmiechu i bólu,radości i wzruszeń. Janusz Kondratiuk bez zbędnego patosu w prosty, ale wyrazisty sposób upamiętnił w filmie trudną,niejednoznaczną braterską miłość. Olgierd Łukaszewicz i Aleksandra Konieczna będą w gronie faworytów do nagród indywidualnych. Duże szanse na nagrodę publiczności. Film, który bez zarzutu sprawdza się zarówno na festiwalu, jak i w kinowej dystrybucji. Wypadł lepiej niż można było się spodziewać.

6
ocena: 6

Komu jest trudniej? Choremu, który traci kontakt z rzeczywistością i z rzadka uświadamia sobie, w jak fatalnym znalazł się położeniu czy rodzinie, która musi przejąć opiekę nad nim? To nie jest pytanie, którego wcześniej w kinie nie zadawano (chociażby "W końcu czyje to życie?" z 1981 roku), ale Kondratiuk potrafi postawić je tak, żeby odpowiedź z niezłym skutkiem balansowała na cienkiej granicy między dramatem a komedią.

6.2
Juliusz

Komedia z perspektywą. Recenzja filmu "Juliusz" (recenzja)

Tytułowy bohater to uporządkowany nauczyciel plastyki, którego głównym problemem w życiu jest ojciec – nieustająco imprezujący artysta-malarz. Kiedy senior przeżyje drugi zawał serca, a mimo to odmówi zmiany stylu życia, Juliusz będzie musiał znaleźć sposób na to, by wpłynąć na jego zachowanie. Lekarstwem na bolączki bohatera wydawać się będzie przypadkowo poznana, beztroska lekarz weterynarii – Dorota. Okaże się jednak, że prawdziwe problemy dopiero nadchodzą. więcej»

Średnia 5.5

Ocena czytelników   5.5

 Oceny redaktorów 
6
ocena: 6

Warto obejrzeć w oderwaniu od myślenia, że to film festiwalowy i musi spełniać w związku z tym jakieś kryteria. Wartka akcja, dobra gra aktorska, można się pośmiać. Konieczny przerywnik wśród festiwalowych filmów, które w większości przedstawiają poważne bądź smutne historie.

7
ocena: 7

Film dla entuzjastów polskich kabaretów - jak dla mnie niewykorzystane do końca możliwości Wojciecha Mecwaldowskiego. Polecam dla potrenowania przepony.

5
ocena: 5

Trochę wzruszeń, trochę śmiechu, kilka uniwersalnych prawd. Całkiem przyjemny film, choć wolałabym, aby nie był taki "pomiędzy": ni to komedia, ni to dramat. Skłaniam się ku temu pierwszemu.

6
ocena: 6

Zgrabna, zabawna komedia. Niezły scenariusz, kilka bardzo śmiesznych scen, dobre role Wojciecha Mecwaldowskiego i Anny Smołowik. Odrobina oddechu wobec trudnych tematów większości filmów Nurtu Głównego.

6
ocena: 6

Komedia, która potrafi i szczerze rozśmieszyć, i porządnie zirytować. Soczyste, wyostrzone dowcipy wymieszane są z trywialnym nieraz humorem niskich lotów. Fabularnie opowieść wręcz tragicznie rozjeżdża się w drugiej części filmu. Niedociągnięcia reżysera-debiutanta na szczęście tuszują charyzmatyczni aktorzy. Kilka scen i dialogów żywcem wyciągniętych z udanego stand-upu, reszta nieświeża jak powtórki kabaretowych skeczy. Film skrojony pod szeroką publiczność, niekoniecznie festiwalową.

3
ocena: 3

Polski kabaret w wersji pełnometrażowej. Kompilacja skeczy spięta pretekstową fabułą, a do tego humor oparty niemal wyłącznie o wulgaryzmy i skojarzenia z seksem.

5.5
Kamerdyner

"Kamerdyner" otworzył Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (recenzja)

Mateusz Krol, kaszubski chłopiec, po śmierci matki zostaje przygarnięty przez pruską arystokratkę Gerdę von Krauss. Dorasta w pałacu. Rówieśniczką Mateusza jest córka von Kraussów Marita. Między młodymi rodzi się miłość. Ojcem chrzestnym chłopca jest kaszubski patriota Bazyli Miotke, który podczas konferencji pokojowej w Wersalu walczy o miejsce Kaszub na mapie Polski, a potem buduje symbol jej gospodarczego sukcesu: Gdynię. Traktat wersalski, który daje Polsce niepodległość, sprawia, że von Kraussowie tracą majątek i wpływy. Wszyscy bohaterowie czują, że świat, który znali, wkrótce diametralnie się zmieni. Wśród żyjących obok siebie Kaszubów, Polaków i Niemców narasta niechęć i nienawiść. Wybucha II wojna światowa. W Lasach Piaśnickich naziści dokonują mordu na ludności cywilnej – pierwszego ludobójstwa tej wojny. więcej»

Średnia 6.2

Ocena czytelników   7.7

 Oceny redaktorów 
5
ocena: 5

Warsztatowo świetny, bardzo dobrze zagrany aktorsko (wsród doskonałej plejady gwiazd warto zwrócić uwagę na drugoplanową rolę Diany Zamojskiej), ale... sama historia przewidywalna, nawet wątek miłosny nie zaskakuje.... dłuży się.

6
ocena: 6

Za długi o 20, a może nawet o 40 minut!!! Warsztatowo super, fajnie się ogląda. Można poznać historię "prawdziwą", ale nadal nie wszystko pokazano.

6
ocena: 6

Doceniam rozmach, stroje, grę aktorską i poruszenie trudnego tematu historycznego. Całość jednak nuży i nie porywa. Ciężko uwierzyć w miłość Marity i Matiego. Film zdecydowanie za długi, poszatkowany, niespójny. Szkoda, bo zapowiadało się wielkie kino. Opowieść z potencjałem, który w pełni oddałby serial. Ciekawe, czy "zwykły" pokaz "Kamerdynera" byłby tak samo długo oklaskiwany jak podczas gali otwarcia...

7
ocena: 7

Ciekawa saga rodzinna, rozwijana na przestrzeni kilku dekad. Kilka scen wielkiej urody, chociaż więcej tu wariacji na temat kaszybszczyzny i zachłyśnięcia folklorem niż samego kaszubskiego. Bardzo dobre role Anny Radwan, Adama Woronowicza, Łukasza Simlata czy Janusza Gajosa. Obsadzenie Sebastiana Fabijańskiego w głównej roli to niestety kompletna pomyłka. Niewiele lepiej gra jego partnerka (Marianna Zydek), przez co wątek romansowy wypada blado. Udane kino kostiumowe.

7
ocena: 7

Epicka kaszubska saga nakręcona z rozmachem i niezwykłą dbałością o historyczny kontekst. Filmowy hołd Bajona dla nieco pomijanego w kontekście wojennych dramatów regionu Polski. Nieco słabiej prezentuje się jedynie zbyt nonszalancko poprowadzony wątek miłosny. Żyjąc w tej części Polski nie można tego filmu nie zobaczyć. Wyborny Janusz Gajos. Doskonały Adam Woronowicz. Tak trzeba kręcić filmy historyczne.

6
ocena: 6

Na Kaszubach czas płynie inaczej, najpierw przez kilka dekad stoi w miejscu, a później jak przyśpieszy, to bohaterowie z dnia na dzień zmieniają się w starców... Podobnych niedociągnięć jest sporo, ale rekompensuje je świetna oprawa wizualna.

6.2
Kler

Recenzja filmu "Kler" Wojtka Smarzowskiego (recenzja)

Przed kilkoma laty tragiczne wydarzenia połączyły losy trzech księży katolickich. Teraz, w każdą rocznicę katastrofy, z której cudem uszli z życiem, duchowni spotykają się, by uczcić fakt swojego ocalenia. Na co dzień układa im się bardzo różnie. Lisowski jest pracownikiem kurii w wielkim mieście i robi karierę, marząc o Watykanie. Problem w tym, że na jego drodze staje arcybiskup Mordowicz, pławiący się w luksusach dostojnik kościelny, używający politycznych wpływów przy budowie największego sanktuarium w Polsce... Drugi z księży, Trybus, jest wiejskim proboszczem. Sprawując posługę w miejscu pełnym ubóstwa, coraz częściej ulega ludzkim słabościom. Niezbyt dobrze wiedzie się też Kukule, który – pomimo swojej żarliwej wiary – właściwie z dnia na dzień traci zaufanie parafian. Wkrótce historie trójki duchownych połączą się po raz kolejny, a wydarzenia, które będą mieć miejsce, nie pozostaną bez wpływu na życie każdego z nich. więcej»

Średnia 8.5

Ocena czytelników   6.8

 Oceny redaktorów 
10
ocena: 10

Obawiałam się, że Smarzowski nie sprosta ani tematowi ani wysoko postawionej przez siebie poprzeczki. Tymczasem po raz kolejny reżyser udowodnił, że w tym, co robi jest po prostu świetny. Spójność, przyczynowość, bez oceniania i niepotrzebnego moralizowania. Plus świetna gra aktorska. Wśród festiwalowych propozycji to tytuł, który po prostu zobaczyć trzeba.

8
ocena: 8

Spodziewałem się po filmie i Smarzowskim o wiele więcej. Dużo rzeczy nie zostało w nim poruszonych. Myślałem, że będzie mocniejszy. Dla mnie za łagodny - czyżby jakaś cenzura?

8
ocena: 8

Film, który powinnien obejrzeć każdy. Nie dlatego, bo jest o KK, ale ponieważ pokazuje jak władza, pieniądze i pycha niszczą człowieka jako jednostkę. Do podobnych nadużyć mogłoby dojść w każdej grupie społecznej. Pech chciał, ze akurat ta powinna świecić przykładem. Fakt, Smarzowski ma na koncie już lepsze filmy, ale tym razem nie tylko o kino chodzi. Niekończące się owacje po seansie są aż nadto wymowne.

8
ocena: 8

Smarzowski niezmiennie w wysokiej formie, z przenikliwym oglądem rzeczywistości, z dbałością o szczegóły i dobrymi, sprawdzonymi już aktorami. Tym razem zawodzi nieco scenariusz, dość lekkostrawny, jak na tę tematykę, ze zbędnym wątkiem sióstr Betanek i naiwnymi skrótami. To jednak wciąż jedna z najlepszych propozycji tegorocznego FF w Gdyni.

8
ocena: 8

Bezkompromisowy, nadto czytelny i sugestywny. Smarzowski nie zawiódł i potwierdził swój nietuzinkowy warsztat. Chwilami wstrząsa, niekiedy śmieszy, choć z wyraźną nutą goryczy. Przede wszystkim jednak reżyser opowiada w taki sposób, że ciężko oderwać nawet na chwilę wzrok od ekranu. Kontrowersji będzie co nie miara, choć nie jest filmem wymierzonym w katolików. To bolesna opowieść o ludzkim zepsuciu i zatęchłym systemie, który wymaga naprawy. Mocne kino, które powinno służyć dyskusji,nie walce.

9
ocena: 9

Zwiastun "Kleru" został przyjęty chłodno. Wielu wieszczyło przemianę Wojciecha Smarzowskiego w Patryka Vegę dla intelektualistów, ale na szczęście tak się nie stało - dostaliśmy film niejednoznaczny i wielowątkowy, na tyle wyważony, aby nikogo nie urazić, a jednocześnie pobudzjacy do refleksji. Prawdopodobnie jedyny film, który może stanąć w szranki z "Zimną wojną".

8.5

Średnia 5.3

Ocena czytelników   5.1

 Oceny redaktorów 
3
6
ocena: 6

Tak wysoka ocena tylko za klimatyczne zdjęcia i muzykę. Nie jak to było w "Wiedźminie". Odczuwa się dobry, średniowieczny klimat na słowiańskiej ziemi. Sama historia jest tak opowiedziana, że dłuży się :(

7
ocena: 7

Film-zjawisko! Nie sądziłam, że Polacy potrafią kręcić takie produkcje. Wysmakowany, każdy kadr to wydarzenie, przepiękne ujęcia, wszechobecny niepokój. Szkoda, że chwilami "Krew Boga" ciągnie się w nieskończoność. Mam nadzieję, że Bartosz Konopka nakręci w przyszłości dobry horror. Poza tym pikanterii dodaje fakt, że Krzysztof Pieczyński, grający tutaj duchownego szerzącego wiarę, prywatnie jest zajadłym przeciwnikiem Kościoła. Ciekawe połączenie i zerwanie z wizerunkiem.

4
ocena: 4

Losy chrystianizacji ludów prymitywnych w pięknym wizualnie (świetne zdjęcia) filmie, ale z bardzo słabym scenariuszem. Film trudny, z długimi statycznymi ujęciami, momentami porażająco naiwny. Pomimo mocnej końcówki, zupełnie do mnie ta estetyka mnie przemawia.

5
ocena: 5

Wygląda jakby Nicolas Winding Refn nakręcił swoją wersję "Misji", na dodatek w słowiańskim wydaniu.Film niesamowicie przeładowany poetyckimi środkami. Ciężki w formie i treści. Niewygodny, niepokojący, ale niestabilny fabularnie. Wizualnie wyróżniający się na plus. Ciekawa, ale nie do końca udana wizja szerzenia chrześcijaństwa w średniowiecznym mroku.

7
ocena: 7

O ile "Kler" jest komentarzem na temat kondycji kościoła, o tyle "Krew Boga" porusza temat samej wiary. Nie jest to tak kontrowersyjne, jak widok księdza z pełnym kieliszkiem, ale również prowokuje do refleksji.

5.3

Średnia 3.8

Ocena czytelników   4.4

 Oceny redaktorów 
4
ocena: 4

Znajomy polonista mawiał "pomysł świetny, realizacja już nie" i to najlepsze podsumowanie tego filmu. Kolejna historia, której nie ratuje świetna gra aktorów. Szkoda.

3
ocena: 3

Film się dłuży! Zbyt długie rozwinięcie jednej historii, która ma się połączyć z tą drugą - ważniejszą, która zostaje słabo opowiedziana. Może się podobać entuzjastom zwierząt.

2
ocena: 2

Film, na którym trudno wysiedzieć do końca. Denerwujący wątek matka--syn, w którym dwie dorosłe osoby nie są w stanie zatroszczyć się ani o siebie, ani o psa. Mam dość filmów o brzydkiej Polsce: jak ulica, to w kałużach, jak panorama, to w brudnym deszczu, jak kamienica, to obdrapana. Mówię stanowcze „nie” takiemu kinu. Psa szkoda.

5
ocena: 5

Twórcy spróbowali połączyć dwie historie w jedną. O ile losy dwójki bezdomnych (eksmitowanej matki i jej syna) na tle Warszawy wypadają przejmująco, podobnie jak próba przygarnięcia psa, o tyle wątek narodowy i pochody z okazji 11 listopada są zupełnie inną bajką, na którą twórcy nie mają właściwie pomysłu.

4
ocena: 4

Sugestywne kino społeczne, które bardziej ilustruje bolączki współczesnej Polski aniżeli próbuje je zanalizować. Monotonna narracja i dość irytujące wybory bohaterów powodują, że teoretycznie ważny i potrzebny film nie angażuje nawet w połowie. Niewykorzystane możliwości Kuleszy, łopatologiczna metaforyka, a do tego sporo niewyraźnych dialogów.

5
ocena: 5

Jakimowski komentuje agresję części uczestników obchodów Dnia Niepodległości w Warszawie, ale okazuje się, że w tym temacie starcza mu materiału na jakieś dwadzieścia minut, więc dodaje do tego historię dwuosobowej rodziny próbującej wyjść z bezdomności, a całość próbuje połączyć wątkiem niesfornego psa... Brzmi to karkołomnie i niestety jest karkołomne.

3.8

Średnia 4.8

Ocena czytelników   5.4

 Oceny redaktorów 
5
5
ocena: 5

Najsłabsze w tym filmie to scenariusz - po zapowiedziach i trailerze spodziewałem się czegoś innego...

5
ocena: 5

Mam problem z "Twarzą". To dobrze zrobiony film, ale finalnie tak naszpikowany nieaktualnymi stereotypami, polskimi "mordami" i półgłówkami, że może przynieść więcej szkody niż pożytku, przynajmniej PR-owo. Ciekawe, czy jury, które przyznało filmowi Srebrnego Niedźwiedzia podczas ostatniego Berlinale, uwierzyło w szumowską wizję polskiej wsi i mentalności. Jakby powiedział klasyk: "Nie o taką Polskę walczyłem!", a ja nie na taką "Twarz" chcę patrzeć.

5
ocena: 5

Małgorzata Szumowska o dramacie człowieka pozbawionego swojej tożsamości po wypadku, w którym traci twarz, opowiada przez pryzmat lokalnej społeczności. To najlepszy aspekt filmu pełnego kiczu i stereotypów ciemnej, zabobonnej wsi. Na plus role Mateusza Kościukiewicza (Franek) i Małgorzaty Gorol (Dagmara) oraz Agnieszki Podsiadlik (siostra Franka).

5
ocena: 5

Doceniam reżyserski warsztat Szumowskiej, ale w przypadku "Twarzy" ewidentnie zawiódł jej zmysł scenarzystki. Przeładowany symbolami i zdezaktualizowany komediodramat po kilkunastu obiecujących minutach zupełnie gubi tempo i większy sens. Szumowska tak mocno zaangażowała się w prześmiewanie rzeczywistości i ekranowe moralizowanie, że kompletnie zdeformowała "Twarz", za którą nikt się specjalnie oglądać drugi raz nie będzie. Rozczarowanie. Na plus debiutantka Małgorzata Gorol (filmowa Dagmara).

4
ocena: 4

Trochę za bardzo prześmiewcza wizja polskiej wsi rodem z serialu o Złotopolskich. Na plus spora dawka czarnego humoru ze sceną egzorcyzmów na czele.

4.8

Średnia 5.5

Ocena czytelników   5.3

 Oceny redaktorów 
7
ocena: 7

Film drogi w stylu Kolskiego. Doskonała rola Jana Jankowskiego.

5
ocena: 5

Wolne opowiadanie, piękne zdjęcia, ale film nie dla wszystkich. Typowy dla reżysera.

4
ocena: 4

Tęskniłam za wrażliwością Jana Jakuba Kolskiego, ale „Ułaskawienie” ogląda się z trudem. Mozolna akcja, dłużyzny, które nic nie wnoszą. Cieszy powrót Błęckiej-Kolskiej i Globisza.

7
ocena: 7

Niezwykle intymny, kontemplacyjny film, spinający klamrą dwa rodzinne dramaty związane z osobą reżysera Jana Jakuba Kolskiego: losy jego dziadków, którzy chcieli przetransportować ciało zamordowanego w Polsce Ludowej syna - żołnierza AK (wujka reżysera) oraz - bardziej symbolicznie - losy córki, zmarłej w wypadku spowodowanym przez Grażynę Błęcką-Kolską, w filmie grającą babcię Kolskiego. Wraz z filmowym mężem (Jan Jankowski) wyrusza ona w osobistą drogę krzyżową z trumną swojego dziecka.

6
ocena: 6

Typowy film Kolskiego. Niespieszna narracja, oszczędne dialogi, aktorski minimalizm i głęboko zakorzeniona w osobistych wspomnieniach opowieść. Kolejny festiwalowy tytuł ze świetnymi zdjęciami. Zdecydowanie lepsza pierwsza część filmu. Kino, które potrafi skupić uwagę tylko fragmentami, choć jest to propozycja warta uwagi.

4
ocena: 4

"Nie jestem człowiekiem, jestem koniem!" - wykrzykuje Jurgen i przemienia się w superbohatera, który samodzielnie potrafi wciągnąć pod górę wóz z załadowaną trumną. Podobnych niedorzeczności jest tutaj mnóstwo, a każdej przyświeca rycerska idea honoru... Chyba, że akurat ukazują się wyrwane z kontekstu komentarze opatrzone zdjęciami z kamery 16mm - wtedy nagle nastrój się zmienia i dostajemy komedię. Nierówny film pełen absurdów, a w dodatku potwornie nudny.

5.5

Średnia 7.5

Ocena czytelników   6.0

 Oceny redaktorów 
8
ocena: 8

Mocne kino w dobrym wydaniu. Thriller osadzony w niekonwencjonalnych czasach tuż po zakończeniu II wojny światowej. Znakomita gra młodych aktorów, świetne zdjęcia i muzyka.

8
ocena: 8

Bardzo dobry thriller osadzony w powojennym kraju. Wspaniała gra młodych aktorów. Film wciąga w swoją akcję. Pozytywne zaskoczenie.

7
ocena: 7

Dawno nie widziałam tak dobrze nakręconego filmu. Czuć tu nowatorskie podejście do tematu, choć jeśli ktoś czeka na tytułowego wilkołaka grasującego po ponurym lesie, może się rozczarować. Zamiast spodziewanego horroru, otrzymujemy kawał solidnego kina i zaskakująco dobrej gry dziecięcych aktorów. Bez zaskoczeń w fabule, ale warto.

6
ocena: 6

Film trzyma w napięciu od początku do końca, ciekawie prowadzona akcja, choć scenariusz rozczarowuje. Nieźle grają dzieci i zgrabnie oddana została rzeczywistość obozowa. Szkoda niewykorzystanego do końca potencjału, bo film z czasem trwania traci płynność i wiarygodność. Plus za udaną w sumie próbę stworzenia filmu z dreszczykiem.

8
ocena: 8

Oryginalny i śmiały pomysł. Mieszanka thrillera, kina grozy i dramatu psychologicznego. Scenariuszowi brakuje nieraz konsekwencji i logiki, ale w rzadko spotykany sposób porusza temat wojennej traumy i walki o pozostanie człowiekiem. Świetna Sonia Mietielica. Znów doskonale zdjęcia. Wyborna muzyka Komasy-Łazarkiewicza. Znakomicie podtrzymuje napięcie. Nieco banalne zakończenie.

8
ocena: 8

Jak to zwykle bywa, żaden wilk nie jest równie straszny, co człowiek. Jeżeli mamy tu do czynienia z horrorem, to przede wszystkim tym, który sami sobie potrafimy zagotować. Klaustrofobiczny nastrój świetnie potęguje grozę, szkoda tylko, że reżyser uległ pokusie wplecenia kilku niepotrzebnych "jump scare'ów".

7.5

Średnia 6.2

Ocena czytelników   5.7

 Oceny redaktorów 
6
ocena: 6

Zbyt powierzchowne potraktowanie poważnego tematu jakim jest alkoholizm. Od twórczyni filmu „Moje córki krowy” oczekiwałam znacznie więcej. Wielki plus za świetne kreacje aktorskie: Agaty Kuleszy, Doroty Kolak i Marii Dębskiej.

7
ocena: 7

Ogląda się z przyjemnością, choć porusza trudną tematykę alkoholizmu u kobiet. Polecam zwłaszcza osobom zaglądającym coraz częściej do kieliszka. W filmie od początku do końca wszystko oczywiste, nic nie zaskakuje.

5
ocena: 5

Studium alkoholizmu trzech bohaterek. Każda w innym wieku i z innego świata, boryka się z tym samym problemem. Niestety, „Zabawie...” daleko do „Moje córki, krowy”. Wydaje mi się, że reżyserka zatraciła równowagę między dramatem i komedią, m. in. stawiając na aktorów kojarzących się z humorem (policjanci), potęgując to muzyką ze stacji radiowych. Film z serii „Okruchy życia”, ale dobrze zagrany.

6
ocena: 6

Mocny obraz alkoholizmu, przedstawiony na przykładzie trzech niezależnych kobiet - ordynatorki szpitala, pani prokurator i stażystki w korporacji - ich wątki się nie łączą, ale ukazują różne "twarze" choroby i cały wachlarz zachowań związanych z piciem alkoholu. Dobre role tria: Maria Dębska, Dorota Kolak, Agata Kulesza, ale myśli i spostrzeżenia zawarte w filmie nie są żadnym stopniu oryginalne. To naprawdę dobrze opowiedziana, dość przeciętna historia z potężnymi rodzinnymi traumami w tle.

6
ocena: 6

Film ukazujący problem alkoholizmu z kobiecej perspektywy ze świetnymi rolami aktorskiego tria: Kolak, Kulesza i Dębska. Temat wciąż niesamowicie ważny i aktualny. Wciągająca historia, która zbyt wiele swieżego światła na znany problem nie rzuca. Po prostu to wszystko w kinie juz widzieliśmy. Przekaz dość oczywisty, niemal edukacyjny, ale ogląda się z przyjemnością i podziwem dla damskiej części obsady. To na pewno największy atut tej produkcji.

7
ocena: 7

Kolejny film o problemach z alkoholem... Mamy takich w rodzimej kinematografii bardzo wiele, więc nie nastawiałem się na nic oryginalnego, a jednak "Zabawa, zabawa" przemawia własnym językiem i ukazuje problem z zupełnie innej perspektywy. Perspektywy dobrze sytuowanych kobiet, których losy zdają się zmierzać ku szczęśliwemu zakończeniu i wzajemnemu wsparciu "sióstr" na nowej drodze życia. Kinga Dębska wystrzega się jednak banału i naprowadza historię na znacznie mniej oczywisty finał.

6.2
Zimna wojna

Piękny poemat o smutnej miłości. Recenzja filmu "Zimna wojna" (recenzja)

Historia wielkiej i trudnej miłości dwojga ludzi, którzy nie potrafią być ze sobą i jednocześnie nie mogą bez siebie żyć. W tle wydarzenia zimnej wojny lat 50. w Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu. więcej»

Średnia 9.5

Ocena czytelników   5.9

 Oceny redaktorów 
10
ocena: 10

Czarno-biało historia o decyzjach podejmowanych pod wpływem emocji. Historia, która zostaje w głowie na dłużej i zmusza do przemyśleń. Obok tego filmu nie można przejść obojętnie. Aktorski majstersztyk. Świetne role Kulig, Kota i Szyca.

9
ocena: 9

Wielkie brawa dla Joanny Kulig. Osobiście chciałbym jeszcze coś więcej od samego filmu. Nie podobają mi się niektóre przejścia między scenami i nie piszę tu o stronie technicznej, a reżysersko-montażowej.

9
ocena: 9

Jeden z tych filmów, które oglądasz, oglądasz, niby nic, kolejna nieszczęśliwa historia. Nagle się kończy (zdecydowanie za szybko), a ty siedzisz i nie wiesz, co ze sobą zrobić. Jest nieswojo. Trudno się po "Zimnej wojnie" otrząsnąć, jest zbyt smutna i bez nadziei, ale też irytująca ze względu na decyzje głównej bohaterki. Wydaje się, że to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej, happy end był możliwy. Film nie dla każdego, wymagający, nieznośny, piękny. Prawdopodobnie życiowa rola Joanny Kulig.

10
ocena: 10

Doskonałe zdjęcia Łukasza Żala, świetna muzyka Marcina Maseckiego (te jego niezapomniane "ręce Kota", bo przecież połączono komputerowo pianistę i aktora w momentach, gdy Wiktor Warski gra na fortepianie), mądrze poprowadzona fabuła i takaż reżyseria, bardzo dobra gra aktorska Joanny Kulig, Tomasza Kota i Borysa Szyca. Niebanalna, wzruszająca historia miłosna, świetny film.

9
ocena: 9

Wizualny majstersztyk opatrzony znakomitą ścieżką dźwiękową i fenomenalnym aktorstwem. Wybitna Joanna Kulig. Wyciszone, kameralne, wymagające skupienia kino, które hipnotyzuje od pierwszego do ostatniego kadru. Zachwycający poemat o trudnej miłości, który pozostanie nieśmiertelny w rodzimej kinematografii i recytowany przez wiele pokoleń filmowców. Czysta magia kina w polskim wydaniu.

10
ocena: 10

Film pod każdym względem kompletny. Luźna, ale nietracąca dynamiki fabuła, rewelacyjne kreacje aktorskie i znakomite zdjęcia w zaskakującym formacie 4:3 (czyli niemalże kwadrat). Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałoby "Kiedy Harry poznał Sally", gdyby nie było komedią, lecz dramatem, to właśnie dostaliście doskonałą odpowiedź.

9.5

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

Kaszuby w ogniu. Recenzja filmu "Kamerdyner"



Zrealizowana z godnym podziwu rozmachem i pieczołowitą dbałością o rzetelny kontekst historyczny kaszubska saga posiada wszelkie walory, by zdobyć najwyższe uznanie szerokiej widowni. Płomienny romans przeplata się z wojennym tragizmem, wolnościowe pragnienia kontrastują ze społecznym zniewoleniem, duma arystokraty ściera się z lokalnym folklorem. Nad wszystkim z konsekwencją i opanowaniem czuwa Filip Bajon, który niczym zasłużony dyrygent doskonale potrafi wyważyć każdy ruch batutą, by otrzymać pożądany dźwięk. Nawet jeśli nie wszystkie instrumenty są prawidłowo nastrojone.

Wydaje się, iż tylko tak doświadczonemu reżyserowi mogła udać się niezwykle trudna sztuka zamknięcia w i tak opasłym widowisku blisko 50-letniej historii rodziny von Kraussów. Przy czym dzieje pruskich magnatów są w "Kamerdynerze" jedynie przyczynkiem do pokazania, jak mocno kipiącym narodowościowym kotłem na przestrzeni dwóch światowych wojen były Kaszuby. Region, w którym każdego dnia Polacy, Kaszubi i Niemcy musieli na nowo uczyć się współpracy i choć kurtuazyjnego szacunku. I właśnie w tym świetle "Kamerdyner" prezentuje się najkorzystniej.

Zobacz także: Konkurs Główny Festiwalu Filmowego w pigułce

Aktorzy "Kamerdynera" podczas gali otwarcia:


Dotyczy to szczególnie konfrontacji dwóch kluczowych postaci w filmie - Hermanna von Kraussa (Adam Woronowicz) i Bazylego Miotke (Janusz Gajos). Pruskiego arystokraty wyzyskującego lokalną społeczność i kaszubskiego patrioty, którego niepodległościowe pragnienia zaprowadziły wprost na wersalskie salony. To wokół nich skupione są dwa przeciwstawne obozy - jedni pragną utrzymania dotychczasowego porządku politycznego i społecznego, drudzy marzą o niezależności i samodzielności.

Na pograniczu obu środowisk funkcjonuje Mateusz Krol (Sebastian Fabijański), syn rodowitych Kaszubów, którego po śmierci matki przygarnia Gerda von Krauss (Anna Radwan). Pozbawiony szlacheckich korzeni chłopak dorasta w przepastnym pałacu otoczony służącymi, kamerdynerami i nauczycielami muzyki. Jedyną szczerze przychylną mu osobą jest rówieśniczka, córka Kraussów, Marita (Marianna Zydek). Wkrótce parę połączy uczucie, które jeszcze mocniej podsyci wzajemną niechęć i nienawiść zwaśnionych sąsiadów. Szczególnie w perspektywie nadchodzącej nieuchronnie wojny.

Zobacz także: Przełomowe momenty i skandale. Historia Festiwalu Filmowego w Gdyni


Wątek miłosny, choć zgrabnie spina rozległą w czasie fabułę, nie oferuje widzowi nic odkrywczego i szczególnie interesującego. Mezalians pruskiej arystokratki i kaszubskiego chłopaka potraktowany został przez filmowców bardzo schematycznie, dlatego nietrudno przewidzieć uniesienia i upadki, z którymi muszą zmierzyć się Mati i Marita. Wyraźnie brakuje między nimi namiętności, miłosnej pasji, szalonego buntu wobec narzucanych reguł i obowiązków. Zakazany zewsząd związek powinien intrygować, emocjonalnie wstrząsać widzem, może nawet krępować, zamiast tego zmusza jedynie do nieangażującej obserwacji.

Przeczytaj wywiad z pochodzącą z Trójmiasta producentką "Kamerdynera"

Zdjęcia do Kamerdynera kręcono m.in. w Gdańsku, Helu, Pucku, Wejherowie czy na plaży w Dębkach. Ekipa filmowa przede wszystkim pracowała jednak na Warmii, szczególnie w Łężanach, gdzie tamtejszy pałac odgrywał rolę posiadłości von Kraussów.
Zdjęcia do Kamerdynera kręcono m.in. w Gdańsku, Helu, Pucku, Wejherowie czy na plaży w Dębkach. Ekipa filmowa przede wszystkim pracowała jednak na Warmii, szczególnie w Łężanach, gdzie tamtejszy pałac odgrywał rolę posiadłości von Kraussów. mat. prasowe/ Rafał Pijański
Ambiwalentne odczucia wzbudzają też odtwórcy ról ekranowych kochanków. Urodzoną w Gdańsku Mariannę Zydek ogląda się z dużą przyjemnością. Bez problemów potrafi odnaleźć się przed kamerą, wydobyć ze swojej postaci głębiej ukryte emocje, stworzyć wiarygodną kreację. Równie udanym castingowym wyborem nie wydaje się być niestety Sebastian Fabijański. Smukła, posągowa twarz, chłodne spojrzenie, niski głos stanowią niewątpliwie jego największe aktorskie atuty, które akurat w "Kamerdynerze" już tak dobrego efektu, jak choćby w gangsterskim kinie Patryka Vegi, nie wywołują. Fabijański nadal potrafi koncentrować na sobie uwagę, nie można mu odmówić charyzmy, ale do postaci Mateusza należało chyba wlać znacznie więcej spontanicznych emocji i wyjść nieco dalej poza ramy amanta-autsajdera. W konsekwencji na Zydek i Fabijańskiego patrzy się z dużym zaciekawieniem, ale na ich relacje już niekoniecznie.

Znacznie lepiej Bajon poradził sobie z nakreśleniem kontekstu politycznego i historycznego filmowej opowieści. Reżyser doskonale wyeksponował wewnętrzne animozje i ludzkie dramaty, wokół których rodziła się z mozołem niezależność Kaszub. Z wyczuciem i wyrafinowaniem odzwierciedlił tragiczne piętno wojny, choć w filmie wcale nie epatuje dosadnymi obrazami z frontu. O wiele bardziej sugestywne są konsekwencje tragicznych wydarzeń i ich wpływ na los głównych bohaterów.

To człowiek, niezależnie od tego, po której stronie granicy zamieszkuje, jest w centrum uwagi. Także w onirycznej niemal scenie brutalnego mordu w Piaśnicy, nazywanej "pomorskim Katyniem", gdzie z rąk nazistów zginęło 12 tysięcy ludzi - przedstawicieli kaszubskiej inteligencji, Polaków wywiezionych z głębi III Rzeszy, ale także pacjentów niemieckich szpitali psychiatrycznych. Pięknie zainscenizowana sekwencja jest najmocniejszym artystycznie i emocjonalnie punktem "Kamerdynera", który dosłownie wciska w fotel i aż nadto przejmująco symbolizuje okupioną krwią i poświęceniem drogę Kaszubów w kierunku wolnej Polski.

Zobacz także: Gdańsk planem zdjęciowym w "Kamerdynerze". Za 400 tys. zł


Jednym z najmocniejszych atutów "Kamerdynera" jest świetna obsada na czele z Januszem Gajosem, Adamem Woronowiczem czy Anną Radwan. Na dalszym planie udanie prezentują się m.in. Borys Szyc, Łukasz Simlat czy Kamila Baar.
Jednym z najmocniejszych atutów "Kamerdynera" jest świetna obsada na czele z Januszem Gajosem, Adamem Woronowiczem czy Anną Radwan. Na dalszym planie udanie prezentują się m.in. Borys Szyc, Łukasz Simlat czy Kamila Baar. mat. prasowe/ Rafał Pijański
Dwuipółgodzinne dzieło stanowi przykład świetnej synchronizacji wielu znaczących filmowych elementów. Znajdziemy malownicze, nasączone barwami i emocjami zdjęcia Łukasza Gutta, ilustracyjną muzykę Jana Komara i zespół absolutnie topowych polskich aktorów na czele z wybornym Januszem Gajosem i doskonałym Adamem Woronowiczem, który nareszcie może wyjść z cienia dalszego planu. Obu aktorom udało się stworzyć niezwykle wyraziste ekranowe charaktery, które podziwia się z nieskrywaną przyjemnością. Podobnie jak rolę fantastycznej Anny Radwan.

"Kamerdyner" jest przejmującym, wszechstronnym i zaangażowanym kinem historycznym a zarazem dość przeciętnym, schematycznym romansem. To film odmierzony przy linijce - aż nadto być może poprawny i uporządkowany, za mało spontaniczny i przebojowy. Nie wpływa to jednak znacząco na pozytywny odbiór dzieła Filipa Bajona, który sprezentował Kaszubom i jego mieszkańcom piękny filmowy hołd, który warto zobaczyć, bo na tak śmiały pod kątem realizacji i tematyki projekt nie zdecydował się do tej pory nikt. Niezwykle widowiskowe i obiecujące otwarcie 43. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.

OCENA: 7,5/10

Film

Kamerdyner

Kamerdyner (108 opinii)

7.7
produkcja
Polska
gatunek
Dramat historyczny
premiera
21 września 2018
czas trwania
2 godz. 30 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (74)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego