Wiadomości

Film jak malowany. "Twój Vincent" otworzy festiwal w Gdyni

Najnowszy artukuł na ten temat

Zaskakujący i nieprzewidywalny. Podsumowaliśmy festiwal filmowy w Gdyni


65 tysięcy namalowanych obrazów, ponad 120 malarzy z Polski i zagranicy, 3 tysiące litrów zużytej farby i wiele lat żmudnej pracy nad scenariuszem i realizacją. "Twój Vincent", który powstawał m.in. w Gdańsku, jest pierwszym w historii pełnometrażowym filmem stworzonym techniką malarską. Wyjątkowy film otworzy w tym roku 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Rozmawiamy z jego reżyserką, Dorotą Kobielą.



Tomasz Zacharczuk: Spotykamy się w miejscu nieprzypadkowym, bo w Gdyńskim Centrum Filmowym, które już za kilka tygodni stanie się areną goszczącą 42. edycję Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. "Twój Vincent" jest jednym z 17 filmów w selekcji Konkursu Głównego. Jednak jeszcze kilka lat temu, gdy powstawał pomysł na krótkometrażową animację, o takim wyróżnieniu chyba nawet pani nie myślała?

Dorota Kobiela, malarka, reżyserka i współscenarzystka filmu "Twój Vincent": Rzeczywiście pomysł stworzenia filmu narodził się około 9 lat temu. Miałam już wówczas doświadczenie filmowe, a pasję i edukację w zakresie malarstwa. Chciałam więc połączyć obie te kwestie i stworzyć krótkometrażowy debiut reżyserski. Po drodze spotkałam Hugh Welchmana, któremu pomysł bardzo się spodobał, a po zapoznaniu się z biografią Van Gogha stwierdził wręcz, że tak fantastyczny temat musi doczekać się pełnometrażowej realizacji.

Dlaczego Van Gogh?

Inspiracją były listy malarza, które czytałam będąc jeszcze w liceum, później do nich wróciłam pod koniec studiów, a tak intensywnie zaczęłam je analizować w momencie, gdy pojawił się już zarys pomysłu na krótkometrażowy film. Miałam zakreślone ulubione cytaty, a jednym z nich były słowa samego Van Gogha: "Nie możemy mówić inaczej niż tylko przez nasze obrazy". Krótkie zdanie stało się taką iskrą zapalną. Pomyślałam, dlaczego nie potraktować tego dosłownie, wziąć te obrazy, widoczne na nich postaci i dać im opowiedzieć historię człowieka, który je stworzył.

Myślę, że nie dałoby się w ten sposób opowiedzieć o żadnym innym malarzu i mówię to z pełną odpowiedzialnością. Były nawet pytania dotyczące tego, którym kolejnym artystą zajmiemy się w ten sposób. To nie jest pomysł, który możemy sobie nagle przerzucić na każdego innego malarza. To, co malował Van Gogh autentycznie go otaczało i w ten sposób tworzył niejako swój portret.

"Twój Vincent" będzie opowiadał głównie o ostatnim okresie życia wybitnego malarza. Na wielkim ekranie w jego postać wcieli się jedyny polski aktor na planie, Robert Gularczyk.
"Twój Vincent" będzie opowiadał głównie o ostatnim okresie życia wybitnego malarza. Na wielkim ekranie w jego postać wcieli się jedyny polski aktor na planie, Robert Gularczyk. mat. prasowe/ Next Film
Portret dziwaka, szaleńca obcinającego sobie ucho, czy genialnego malarza niedocenianego za życia? Jaki jest ten filmowy Vincent Van Gogh?

Nadrzędną ideą tego filmu było udowodnić na wielkim ekranie, że człowieka nie da się opisać w kilku hasłowych zdaniach. Wydaje mi się, że to postać bardzo niejednoznaczna. Takie było zresztą założenie na etapie zarówno pisania scenariusza, jak i tworzenia samego filmu. Pokazać Van Gogha umykającego klasyfikacjom, tajemniczego, nieokreślonego do końca. Przeczytaliśmy mnóstwo materiałów na jego temat. Tej wiedzy jest tak dużo, że trudno byłoby wszystkie biograficzne fakty włożyć w ponad 80-minutowy film. Trzeba było dokonać selekcji, nieraz radykalnej. Pamiętajmy, że jest to film malowany, a więc dodatkową selekcję stanowiło wybranie odpowiednich obrazów, których Van Gogh namalował przecież mnóstwo.

Skupiliśmy się na ostatnim fragmencie życia i jego twórczości, którą można było na tym etapie określić jako dojrzałą. Sam Vincent również stał się postacią dość mocno zdefiniowaną i doświadczoną. Przeszedł przecież przez cztery nieudane kariery, zaliczył ogrom personalnych porażek i zawodów. Malarstwem zajął się na dobre dopiero w wieku 28 lat. Udowodnił tym samym, że nawet w tak późnym wieku można odnaleźć pasję i swoje przeznaczenie, pomimo dotychczasowych rozczarowań. Chcieliśmy pokazać Van Gogha inspirującego, odważnego, poświęconego malowaniu, który wolność odnalazł w bardzo trudnym momencie swojego życia.

"Twój Vincent" malowany jest obrazami, a tych powstało przeszło 65 tysięcy, w których tworzenie zaangażowanych było ponad stu malarzy z kilkunastu krajów na całym świecie. Jak udało się ich skompletować i przede wszystkim skoordynować ich drobiazgową nieraz pracę?

Rzeczywiście to było wielkie wyzwanie, ale jednocześnie idea, dzięki której udało się stworzyć coś niezwykłego. Na początku chcieliśmy wykorzystać animatorów malarskich. Okazało się jednak, że jest ich stosunkowo mało, a dodatkowo wielu z nich zaangażowanych było we własne projekty. Odwróciliśmy więc koncepcję - weźmiemy artystów malarzy, którzy będą musieli nauczyć się zasad animacji i dostosować tę wiedzę do własnego warsztatu. Wpłynęło do nas ogromnie dużo portfolio. Przejrzeliśmy chyba kilka tysięcy zgłoszeń. Następnie wyselekcjonowaliśmy grupę, którą zaprosiliśmy na testy. Przez 3 dni sprawdzaliśmy, czy nasi kandydaci czują technikę Van Gogha, rozumieją jego twórczość i widzą, na czym polegać będzie tworzenie filmu.

Malarze w Polsce bardzo szybko nam się skończyli (śmiech). Trzeba było więc sięgnąć po zagraniczne wsparcie. Najpierw przyjechała do nas grupa artystów z Ukrainy. Potem dołączyła Grecja. To już było spore zaskoczenie. Największe jednak dopiero nadchodziło. Gdy grupa sympatyków Douglasa Bootha [jeden z aktorów grających w filmie - przyp. red.] wrzuciła do sieci viralowy trailer, zostaliśmy zasypani tysiącami zgłoszeń z całego świata - USA, Kanady, Indii, Japonii. Istne szaleństwo, a jednocześnie ogromna przyjemność współpracy. Jednocześnie spory wysiłek, bo codziennie trzeba było sprawdzać klatka po klatce ich twórczość oraz kontrolować, czy cały czas zachowany jest klimat dzieł Van Gogha.

Oprócz malarzy w produkcję filmu zaangażowanych było również kilkudziesięciu aktorów. Ich ruchy, gesty i słowa nagrano, następnie zmontowano, a później każdy kadr został drobiazgowo namalowany przez odpowiedniego malarza. Na zdj. znany m.in. z serialu "Gra o tron" Jerome Flynn, który w "Vincencie" wciela się w postać doktora Gacheta.
Oprócz malarzy w produkcję filmu zaangażowanych było również kilkudziesięciu aktorów. Ich ruchy, gesty i słowa nagrano, następnie zmontowano, a później każdy kadr został drobiazgowo namalowany przez odpowiedniego malarza. Na zdj. znany m.in. z serialu "Gra o tron" Jerome Flynn, który w "Vincencie" wciela się w postać doktora Gacheta. mat. prasowe/ Next Film
Praca malarzy i wykorzystywane do produkcji obrazy to tylko jeden z wielu etapów tworzenia filmu.

Zgadza się. Najpierw oczywiście skrupulatnie i mozolnie rozpisywaliśmy cały film na poszczególne sceny i modyfikowaliśmy scenariusz. Pierwszym etapem była praca z aktorami. Później montaż całego filmu. Następnie każde nakręcone i zmontowane ujęcie było przydzielane odpowiedniemu malarzowi. Jedno ujęcie to jeden obraz, który był fotografowany w technice stop-motion. Taka klatka była malowana od dwóch do nawet sześciu godzin. Nasi malarze musieli wykazywać się niezwykłą cierpliwością i opanowaniem. Jedno ujęcie pewien chłopak malował aż sześć miesięcy!

Stworzyliście chyba najwolniejszą metodę robienia filmu.

Oj tak (śmiech). Film był przecież nakręcony i zmontowany, a tu przychodzi etap postprodukcji, który trwa aż dwa lata! Nie dałoby się jednak zrobić go inaczej. Ten film miał opowiadać malarstwem.

Misterna praca malarzy to jedna rzecz, ale równie ważny był wysiłek aktorów. Na planie pojawili się m.in. znany z "Gry o tron" Jerome Flynn, Aidan Turner, który zagrał w trylogii "Hobbita" i serialu "Poldark", czy mimo młodego wieku uznana już aktorsko Saoirse Ronan. Jak pracowało się w takim towarzystwie?

Niezwykłe wyzwanie. Był to mój debiut i po raz pierwszy stałam w ogóle na planie filmowym takiej produkcji, w dodatku w Wielkiej Brytanii i w asyście takich znakomitości! W pierwszym momencie cała sytuacja mocno mnie usztywniała i w pewien sposób stresowała. Praca z aktorami była jednak zaskakująco płynna, mimo że niektórzy scenariusz dostali zaledwie tydzień lub dwa dni przed zdjęciami. Byli niesamowicie zaangażowani i ogromnie ciekawi tego, jak będą wyglądać namalowani. Każdy z nich to wybitny profesjonalista. Saoirse, na przykład, przychodziła na plan i znała każdą linijkę tekstu bez jakiegokolwiek zająknięcia i chwili wahania. Lepszego debiutu reżyserskiego nie mogłam wymarzyć.

Trudności zapewne się jednak pojawiały. Z czym były związane?

Głównie z kwestiami technicznymi. Robiliśmy przecież film animowany, jakiego jeszcze nikt nie nakręcił. Mieliśmy bardzo doświadczoną ekipę, która często musiała radzić sobie z problemami, na które nie było odpowiedzi. Wszystko przecież robiliśmy pierwszy raz. Więc owszem, pojawiały się problemy z oddaniem perspektywy na obrazach Van Gogha, z odpowiednim oświetleniem, czasami ze zbyt szybko lub za wolno wysychającą farbą. Cała masa niespodziewanych komplikacji, ale na szczęście żadna z nich nie była w stanie nas zastopować na jakiś dłuższy okres. Nieoceniona była też pomoc drugiego reżysera, Hugh Welchmana, z którym współpracowało się znakomicie i nawet ani razu się nie pokłóciliśmy (śmiech). Największe spory toczyliśmy na etapie pisania scenariusza, który zmieniał się nawet kilkukrotnie, około 7-8 razy.

Okres postprodukcji filmu trwał ponad dwa lata. Artyści-malarze zakontraktowani na potrzeby produkcji pracowali m.in. w Gdańsku. Zdjęcia z udziałem aktorów kręcono w Wielkiej Brytanii.
Okres postprodukcji filmu trwał ponad dwa lata. Artyści-malarze zakontraktowani na potrzeby produkcji pracowali m.in. w Gdańsku. Zdjęcia z udziałem aktorów kręcono w Wielkiej Brytanii. mat. prasowe/ Next Film
Widzowie z Trójmiasta zapewne już nie mogą doczekać się pokazu filmu podczas festiwalu w Gdyni, który to zresztą "Twój Vincent" otworzy. Niektórzy mieli już jednak przyjemność uczestniczenia w seansie. Gromkie brawa na festiwalu w Annecy i tamtejsza nagroda publiczności czy bardzo pozytywne przyjęcie filmu podczas Nowych Horyzontów we Wrocławiu to chyba dowód na to, że wasza praca przypadła do gustu fanom kina?

Póki co jest chyba pozytywnie (śmiech). Na pewno kolosalne wrażenie zrobiła na mnie reakcja na festiwalu w Annecy. Przepiękne i wzruszające jednocześnie ukoronowanie naszej pracy. Ogromnie zaskoczyło mnie również bycie w głównym konkursie w Gdyni. Zawsze jeździłam na ten festiwal, uwielbiam go, ale nigdy nie widziałam tu filmu animowanego. Nagle nie dość, że taki film się pojawi, to w dodatku jest to mój film. Ogromne zaskoczenie i wielka radość. Tym razem będę mogła uczestniczyć w imprezie nie tylko z perspektywy publiczności, ale i jako twórca.

Pochlebnych recenzji nie brakuje, co więcej, pojawiają się nawet głosy o nominacji do Oscara. Czy tworząc "Vincenta" mieliście świadomość, że pracujecie nad wyjątkowym dziełem, które być może doczeka się najwyższych laurów?

W pewnym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że to jest ważny film, bo bierzemy się za ikonę malarstwa, sztuki, kultury. Ta waga jednak nie wynikała z rozważań nad Oscarem czy Złotymi Lwami. Najważniejsza była odpowiedzialność za pokazanie Van Gogha i z tej perspektywy czuliśmy, że tworzymy coś wyjątkowego. Zupełnie nie mam głowy do nagród filmowych. Szczególnie, że ciężko nasz film zaklasyfikować - bo czy jest to wciąż film aktorski, czy już animowany? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć i z takim dylematem zapewne będzie musiało poradzić sobie jury niejednego festiwalu, o ile oczywiście "Twój Vincent" doczeka się takich zaszczytów. Największą wartość będzie miała opinia widzów, bo przecież filmowiec tworząc swoje dzieło nastawia się głównie na publiczność. Mam świadomość, że "Vincent" nie jest łatwym, typowym filmem. Wymaga na pewno większego skupienia i tolerancji ze strony widza. Mamy jednak nadzieję, że naszą pracę wykonaliśmy na tyle dobrze, że odbiór nie przysporzy żadnych problemów.

"Twój Vincent" to pierwszy na świecie pełnometrażowy film stworzony techniką malarską. Na potrzeby produkcji ponad 120 malarzy z Polski i zagranicy namalowało 65 tysięcy obrazów. W ponad 80-minutowym filmie będzie można zobaczyć ponad 120 dzieł Vincenta Van Gogha.
"Twój Vincent" to pierwszy na świecie pełnometrażowy film stworzony techniką malarską. Na potrzeby produkcji ponad 120 malarzy z Polski i zagranicy namalowało 65 tysięcy obrazów. W ponad 80-minutowym filmie będzie można zobaczyć ponad 120 dzieł Vincenta Van Gogha. mat. prasowe/ Next Film
Z pewnością jednym z takich najważniejszych sprawdzianów będzie premiera filmu w Holandii. Stres w ojczyźnie Van Gogha będzie chyba jeszcze większy niż podczas dotychczasowych pokazów?

Każda premiera wiąże się z ogromnymi emocjami. W Annecy, gdy szłam zza kulisów na scenę myślałam, że zemdleję (śmiech). W Polsce również tremy nie brakuje, zwłaszcza, że tu dochodzi jeszcze kwestia dubbingu i tego, w jaki sposób przyjmie go publiczność. Sama jestem akurat tego elementu bardzo ciekawa, bo nie miałam jeszcze okazji zobaczyć dubbingowej wersji na wielkim ekranie. W Holandii premiera będzie w Muzeum Van Gogha. To już będzie totalny stres (śmiech) i ogromna odpowiedzialność. A jednocześnie to bardzo fajne miejsce na pokaz "Vincenta", bo reakcja publiczności być może nie będzie całkowicie związana z jakością filmu, ale równie istotna będzie twórczość samego Van Gogha i rozpoznawanie w każdym kadrze choć fragmentów jego dzieł. Holenderskiej widowni myślę, że bardziej będzie zależeć na malarskiej treści niż na filmowej formie, a dla nas będzie to z pewnością ciekawe doświadczenie. Niedługo również wyjeżdżamy na promocję do Stanów Zjednoczonych. Specjalną premierę przygotowano też w Paryżu w Muzeum d'Orsay.

Żmudna, skomplikowana, niezwykle czasochłonna praca nad filmem, ale chyba okraszona ogromną satysfakcją?

Dziewięć lat temu siedziałam w malutkim pokoiku na poddaszu w Łodzi, jadłam jabłko, piłam wino i tak sobie wymyśliłam moją krótkometrażową opowieść o Van Goghu (śmiech). Za chwilę jadę do Los Angeles, a mój film zobaczą widzowie Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. To wszystko, w perspektywie tych skromnych, łódzkich planów, zakrawa na jakiś absurd i istne szaleństwo. Satysfakcja jest jednak ogromna, podobnie jak radość. Najważniejsze jednak jest to, aby "Vincenta" pokochali widzowie. Aby pod wpływem filmu zapoznali się z jego obrazami, a może nawet pojechali do Amsterdamu do Muzeum Van Gogha i odkryli, jak genialnym był on artystą.

Oceny naszych dziennikarzy

Marta Apanowicz Alicja Olkowska Łukasz Rudziński Tomasz Zacharczuk Jarosław Kowal Średnia
Boże Ciało

Boże Ciało

Marta Apanowicz - ocena: 8

To po prostu kawał dobrego kina osadzonego we współczesności. Świetnie opowiedziana historia, dobrze zagrana bez zbędnego moralizowania.

Alicja Olkowska - ocena: 9

Murowany kandydat do Złotych Lwów, kameralne kino, które chwilami wbija w fotel. Kapitalna główna rola męska. Bartosz Bielenia poważnie może zagrozić Dawidowi Ogrodnikowi w wyścigu w kat. główna rola męska. Komasa w doskonałej formie. Brawo.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

Bardzo mądry film Jana Komasy, który wymyka się stereotypom, jak młody Daniel ramom kościelnym. Bardzo dobry Bartosz Bielenia w głównej roli, efektownie nakreślona lokalna społeczność, błyskotliwy scenariusz Mateusza Pacewicza i droga duchowa, jaką przechodzi bohater i wierni. Faworyt do Złotych Lwów.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Przenikliwy, angażujący, świetnie napisany i poprawnie nakręcony obraz o poszukiwaniu własnej tożsamości. Fantastyczna rola Bartosza Bieleni. W kulminacyjnym momencie brakuje nieco emocjonalnego docisku, choć nawet tu dopieszczony w szczegółach koncept na film ani drgnie. Wszystko ma swoje miejsce. Będą nagrody. I to nie tylko w Gdyni.

Jarosław Kowal - ocena: 9

"Boże ciało" nie bez przyczyny jest polskim kandydatem do Oscara - to historia wręcz skrojona pod tę nagrodę. Komasa idealnie wyważył elementy dramatyczny i komediowe, Bartosz Bielenia jest fenomenalny w roli głównej, a w dodatku scenariusz powstał na bazie prawdziwych wydarzeń - iście hollywoodzkie połączenie, a w dodatku na najwyższym poziomie. Przyznanie Złotych Lwów innemu filmowi będzie zaskoczeniem.

8 9 8 8 9 8.4
Ciemno, prawie noc

Ciemno, prawie noc

Marta Apanowicz - ocena: 7

Ekranizacja powieści Bator trzyma w napięciu od pierwszych minut filmu. Doczekaliśmy się w końcu dobrego thrillera, jest niepewność i tajemniczość. Do tego dobra obsada, tajemniczy Wałbrzych w tle i doskonale zdjęcia.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Film, na który długo czekałam, ale ostatecznie wyszłam z kina rozczarowana. Trailer obiecywał wielkie kino, a otrzymałam finalnie po prostu dobry film. Szkoda, bo potencjał był ogromny.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Jako wierna ekranizacja bardzo dobrej prozy Joanny Bator, film Borysa Lankosza sprawdza się bardzo dobrze. Jednak obraz filmowy zbyt dosłownie podąża za fabułą, przez co film traci siłę wyrazu i staje się mentną, długimi fragmentami nijaką ponurą baśnią. Mnie ta gatunkowa hybryda zupełnie nie porwała, choć aktorzy zagrali bardzo solidnie.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Gatunkowa hybryda, której ewidentnie brakuje wyrazistości. Literacki język Joanny Bator jest aż nadto wyczuwalny, przez co film grzęźnie w sztucznych dialogach i wytraca początkowy impet z każdą kolejną sceną. Ni to baśń dla dorosłych, ni to rasowy kryminał. Zmarnowano również olbrzymi potencjał aktorski. Świetnie natomiast prezentuje się posępny Wałbrzych, uchwycony w klimatycznych zdjęciach Marcina Koszałki. Ciemno. Prawie noc. Prawie udany film.

7 5 4 5 - 5.3
Czarny Mercedes

Czarny Mercedes

Marta Apanowicz - ocena: 4

Utrzymany w konwencji teatru telewizji film, ale nie kino. Nie można go traktować jako filmu festiwalowego i w tym przypadku jest to komplement. To po prostu kino Majewskiego z dobrą obsadą aktorską. Do obejrzenia w domowym anturażu.

Alicja Olkowska - ocena: 3

To mógł być dobry, trzymający w napięciu kryminał, gdyby miał porządny scenariusz. Nie pomogli aktorzy, na nic się zdały ładne zdjęcia. Historia bardzo szybko trąci banałem, a widzowie tak naprawdę tracą zainteresowanie losami bohaterów i szukaniem odpowiedzi na pytanie "kto jest mordercą i dlaczego". Szkoda.

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Niestety, kryminały w wersji filmowej nam się raczej nie udają. Dowodem "Czarny Mercedes", czyli popularna w PRL-u "Kobra", ale w pełnym metrażu. Znajdziemy tu tajemniczą zbrodnię w czasach nazistowskich, wzorową współpracę polsko-niemieckich organów ścigania, a nawet getto warszawskie z rozśpiewanymi burdelikami i Żydami trwoniącymi tam majątki. Brakuje tylko sensownego scenariusza, odrobiny prawdopodobieństwa i gry aktorskiej zastąpionej tutaj chyba stylowymi kostiumami z epoki.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 1

Do "Czarnego Mercedesa" nie warto wsiadać, bo cuchnie w nim filmową stęchlizną. Archaiczne, przedpotopowe kino, kompletnie oderwane od współczesnej sztuki filmowej. Poza aktorską perełką Andrzeja Seweryna na dalszym planie nie ma tu nic, co skupia uwagę. Banalny, fatalnie skrecony kryminał, któremu brakuje dynamiki, choćby przeciętnego scenariusza i porządnych kreacji aktorskich. Film, którego miejsce jest w trzecioligowej stacji tv w porze nocnej posuchy. Najgorszy obraz festiwalu.

Jarosław Kowal - ocena: 1

Doczekaliśmy się polskiego "The Room", a w dodatku połączonego z "Ojcem Mateuszem". Kilka razy upewniałem się, czy aby na pewno nie jest to komedia, a te wszystkie wpadki scenariuszowe, fatalne dialogi, śledztwo rodem z przygód Scooby'ego-Doo nie są jakimś postmodernistycznym komentarzem... Wygląda na to, że nie są, a "Czarny Mercedes" to po prostu bardzo, bardzo zły film. Chyba, że lubicie Tommy'ego Wiseau, wtedy możecie wyjść z seansu usatysfakcjonowani.

4 3 2 1 1 2.2
Dolina Bogów

Dolina Bogów

Marta Apanowicz - ocena: 2

Przeciągnięty do granic możliwości, nudny obraz przepełniony metaforami, którego nie ratują ani dobre zdjęcia ani dobra gra aktorska.

Alicja Olkowska - ocena: 4

Wizjonerskie, metafizyczne kino. Film-pocztówka, mistyczny, chwilami lynchowski i... potwornie nudny. Zza dopracowanych ujęć zionie pustka. Wizualne cacko, które jest wydmuszką, niestety. Czuć, że to była droga produkcja, nie śmiem nawet pytać o budżet, ale czy się zwróci? Wątpię. Raczej dla fetyszystów pięknych kadrów.

Łukasz Rudziński - ocena: 3

Filmy Lecha Majewskiego to pełne metafor, wizualne kolaże. Tym razem jednak już na poziomie scenariusza film rozczarowuje - wątek przechodzącego kryzys copywrightera, absurdalnie spleciony z losami najbogatszego człowieka świata i historią Indian z plemienia Nawaho owocuje chaosem, z którego nawet pojedyncze genialne sceny (jak ta z klatkami), John Malkovich i cudowne plenery Arizony nie są w stanie uratować filmu. Największe rozczarowanie konkursu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Okazałe plenery, świetne kostiumy oraz scenografia i... to w zasadzie tyle. Absurdalnie powiązane ze sobą wątki to tylko jedna z wielu wad scenariuszowych. Zupełnie też niewykorzystany potencjał aktorów. Kilka niezłych scen to zbyt mało, by zetrzeć niekorzystne wrażenie. Finał jest wręcz kiczowaty. Doceniam reżyserska odwage i wizję. Zbyt mocno jednak zmeczyl mnie ten film. Kino dla zagorzałych fanów Majewskiego.

Jarosław Kowal - ocena: 6

Majewski diagnozuje sam siebie już na samym początku filmu, kiedy jednemu z bohaterów w ramach niechęci do absurdu nakazuje dokonywać absurdalnych czynów. "Dolina Bogów" podąża tą ścieżką i przez bardzo długi czas sprawia wrażenie luźno powiązanych, chaotycznych scenek utrzymujących uwagę widza wyłącznie świetnymi plenerami i imponującymi kadrami. Finał nie dostarcza wprawdzie wielu odpowiedzi, ale tym, którzy zdołają do niego dotrwać może przynieść satysfakcję.

2 4 3 4 6 3.8
Ikar. Legenda Mietka Kosza

Ikar. Legenda Mietka Kosza

Alicja Olkowska - ocena: 8

Bardzo dobrze opowiedziana historia, która chwyta za serce bez zbędnego patosu i tanich chwytów. Film wyważony, pomyślany tak, by trafić w gusta wielu widzów i nie tylko fanów jazzu. Nie brakuje zabawnych momentów, które dodają mu kolorytu, choć to jednak opowieść bardziej gorzka niż słodka. Muzyczna perełka nie tylko dla fanów jazzu. Doskonały Ogrodnik. Skróciłabym jednak "Ikara" o pół godziny...

Łukasz Rudziński - ocena: 9

Maciej Pieprzyca stworzył film kompletny. Biografia Mietka Kosza (doskonały Dawid Ogrodnik) jest niezwykle drobiazgowa, nakreśla wielowymiarowy obraz niewiadomego geniusza fortepianu. Bardzo dobry scenariusz, zupełnie inny niż "Chce się żyć", choć stempel reżysera jest bardzo widoczny. W czasach boomu na muzyczne biografie nie mógł się nam przytrafić lepszy i równie dobrze wyważony film w tej tematyce.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Film tak dobry, że aż chciałoby się kupić do domu fortepian, choćby tylko po to, by spoglądając na niego, przypominać sobie dzieło Pieprzycy. Kolejna kapitalna rola Ogrodnika. Znakomite sceny muzyczne. Pod koniec filmu siadło nieco tempo. Tak, jakby reżyser już sobie odpuścił finał. Jako całość robi jednak ogromne wrażenie i z miejsca staje się kandydatem do Złotych Lwów. Jazz-da obowiązkowa podczas festiwalu i gdy już film trafi do kin w całej Polsce.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Maciej Pieprzyca miał w 2016 roku pecha - jego "Jestem mordercą" było wówczas jednym z najciekawszych filmów wyświetlanych na gdyńskim festiwalu, ale na "Ostatnią rodzinę" nie było mocnych. Tym razem reżyser zaprosił do współpracy Dawida Ogrodnika, który trzy lata temu po mistrzowsku odegrał Tomasza Beksińskiego, co w połączeniu z prawdziwym życiorysem Mieczysława Kosza dało świetną, romantyczną historię w bardzo hollywoodzkim stylu.

8 8 9 8 8 8.2
Interior

Interior

Marta Apanowicz - ocena: 3

Niewykorzystane umiejętności aktorskie zarówno Magdaleny Popławskiej jak i Piotra Żurawskiego, brak sensownego scalenia dwóch historii. Mogła być artystyczna wizja z przekazem, co w życiu jest najważniejsze i o co warto walczyć. Zmarnowany potencjał, szkoda.

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Lista grzechów twórców tego filmu jest długa - fatalna praca kamery, irytujące, rozmyte kadry, dłużyzny, bardzo kulawy, porażająco naiwny scenariusz, nieudolnie zszyty z dwóch odrębnych, groteskowych wręcz dramatów, a nade wszystko zawstydzający brak pomysłu na tak doskonałą aktorkę jak Magdalena Popławska. Wszystko to zaś unieważnia, niestety, wszechobecna w tym filmie nuda.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 2

Okropnie przeciągnięty, mdły i oschły, który staje w gardle za każdym razem, gdy próbuje się go przetrawić. Większy sens miałoby rozbicie filmu na dwie krótkometrażowe etiudy. Połączenie obu wątków jest zupełnie chybione. Podobnie jak przekombinowana forma wizualna. Podczas, gdy bohaterowie osiągają maksymalny pułap życiowej frustracji, podobny poziom frustracji ogarnia widownię. Gdynia to nie miejsce dla takiego kina.

Jarosław Kowal - ocena: 2

Kolejna ambitna próba pokazania trudnego życia zwykłego człowieka. Niestety ambicje przerosły twórców, dla których ważniejsze od historii okazały sie popisy operatorskie - kadry obrócone o 180 stopni, intencjonalne gubienie ostrości i cały szereg podobnych zabiegów. Te dwie ordynarnie złączone etiudy ostatecznie nie mają ani treści, ani interesującej formy.

3 - 2 2 2 2.3
Kurier

Kurier

Marta Apanowicz - ocena: 6

Aktorsko świetny, dobrze zmontowany, z pięknymi zdjęciami. Sensacyjna historia, którą mimo wszechobecnego patosu i politycznej poprawności, dobrze się ogląda.

Alicja Olkowska - ocena: 6

To jeden z tych filmów, po których wiesz czego się spodziewać. Raczej bez zaskoczeń, za to z dobrą obsadą i wartką akcją. Film idealny na wieczór w domu.

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Interesujący film Władysława Pasikowskiego. Trochę kino szpiegowskie, trochę sensacja, z obowiązkowym w takim obrazie wątkiem romansowym. Ciąży na nim przesadna, pełna niepotrzebnego patosu chęć stworzenia produkcji hollywoodzkiej, a momentami bliżej "Kurierowi" do rodzimego Teatru Telewizji niż filmów zza oceanu. Ogląda się to jednak naprawdę dobrze.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

To mogło być pasjonujące, szpiegowskie kino osadzone w realiach II wojny światowej. Wyszedł raczej przeciętny Teatr Telewizji z nieco większym budżetem i rozmachem. Pasikowski w "Kurierze" nie jest Janem Nowakiem-Jeziorańskim polskiego filmu. Unika ryzyka, nie wchodzi na linię strzału, porusza się dość asekuracyjnie i ostatecznie nie doręcza takich emocji, do jakich przyzwyczaił już widzów. Kino, o którym zapomina się już podczas napisów końcowych.

Jarosław Kowal - ocena: 6

Rzadki przypadek polskiego kina historycznego, od którego nie bije przesadny patos, a w dodatku zamiast ekranizowania encyklopedycznych haseł, postawiono na akcję. Nie jest to może film dorównujący większości poprzednich przedsięwzięć Pasikowskiego, ale na pewno warto go zobaczyć.

6 6 6 5 6 5.8
Legiony

Legiony

Marta Apanowicz - ocena: 3

To najdroższa produkcja filmowa ostatnich lat, ale jeśli macie nadzieję na polską wersję Szeregowca Ryan’a będziecie zawiedzeni. Miałkie dialogi, słaby romans w tle, napięcie budowane muzyką, nie historią. Doskonały Mirosław Baka, ale to stanowczo za mało.

Alicja Olkowska - ocena: 3

Dziwny film. Trwa dwie bite godziny, a jest strasznie niespójny i poszatkowany - tak naprawdę kręcono serial, który ktoś musiał zamknąć w 130 minutach? Niby jest wątek przewodni, ale panuje ogólny bałagan. Pory roku zmieniają się szybciej niż kolejne aktualizacje festiwalowej afery z „Solid Gold”. Świetny Baka, klasyczny Fabijański. Patos goni patos. Żal (nie tylko koni).

Łukasz Rudziński - ocena: 2

Ten film to wzorcowy przykład jak nie powinno się robić filmów historycznych. Niewiarygodne drętwe dialogi, bardzo rzewna, romantyczna i strasznie naiwna opowieść o pochmurnym superbohaterze, który zawsze wywinie się śmierci. Dodano też zadziwiająco mdły wątek miłosny, przedstawiony w wyjątkowo kiczowatej scenerii. Oczywiście mnóstwo tu również zbędnego patosu. Jedna udana scena szarży ułańskiej i dobry Mirosław Baka w roli drugoplanowej wyczerpują atuty tego nieudanego filmu.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 3

Jak wydać 27 mln zł na nudny film? O właśnie tak. Zamiast kipiącego od emocji widowiska historycznego dostaliśmy banalny, nużący romans że słabym scenariuszem i jeszcze słabsza gra aktorska. Dlaczego?! Zaledwie 2 sceny batalistyczne w takim filmie to skąpstwo i marnowanie potencjału. Nie pójdą na to nawet szkoły, bo aspektów historycznych i edukacyjnych jest tu ledwie garstka. Szkoda dobrych zdjęć.

Jarosław Kowal - ocena: 3

Warta kilka milionów próba opowiedzenia o wojnie w taki sposób, żeby zainteresować nie tylko wycieczki szkolne. W pewnym sensie nawet udana, bo szkoły faktycznie mogą być mniej zainteresowane, ale przy okazji również wszyscy inni. "Legiony" to miałka opowieść o miłosnym trójkącie i kipiącym od patosu patriotyzmie, a w dodatku zabrakło pomysłu na jej zakończenie. Jeżeli wysoki budżet zrobił wam nadzieję na ciekawe sceny batalistyczne, to ostudźcie zapał - są może ze dwie, a w dodatku najczęściej

3 3 2 3 3 2.8
Mowa ptaków

Mowa ptaków

Marta Apanowicz - ocena: 4

Pretensjonalny, głośny, wręcz nieprzyswajalny, irytujący. A jednocześnie wciągający swoją nieprzewidywalnością i wymykającą się poza schematy strukturą. Xawery Żuławski zrealizował filmowy testament ojca, ale czy czytelny dla widza, który nie poznał jego twórczości?

Alicja Olkowska - ocena: 3

Ciężko ocenić ten film, skoro tak trudno było wysiedzieć podczas seansu. Tłumaczenie, że to specyficzne kino, hołd dla Żuławskiego, to za mało, bo liczy się jeszcze widz, a ten mam wrażenie, został tu pominięty. Dla kogo naprawdę jest "Mowa ptaków" i jak wiele osób doceni tę opowieść? Oceni historia. Ja daję 3/10.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Surrealizm i filmowe odwaga idą tu w parze z brawurą i szaleństwem. Gdyby nie był to hołd syna dla ojca, z szeregiem odniesień do jego twórczości, obraz ten byłoby kakafonicznym, mdłym, wręcz niestrawnym zlepkiem skojarzeń i filmowych sztuczek. A tak jego rozedrganie, szalony puls i wszechobecny bałagan mają w sobie coś intrygującego. To kompletnie obce mi kino, wręcz z innej planety, ale na swój sposób fascynujące.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Sprawdza się jako filmowy hołd złożony ojcu przez syna. Jako autonomiczne dzieło przygniata ciężarem gatunkowym, irytuje niestabilną formą i narracyjną arytmią. Film bywa albo zbyt dosadny, albo wręcz infantylny. Potrafi zachwycić, by za chwilę wyprowadzić widza z równowagi. Najbardziej wymagający film tego festiwalu, który najmocniej podzieli widownię i krytyków. Fani Andrzeja Żuławskiego będą raczej ukontentowani. Na duży plus - młoda część obsady.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Z jednej strony wspaniałe przypomnienie, że film to nie tylko scenariusz i zawarta w nim historia, ale także wolność tworzenia w najbardziej nieoczywistych kierunkach; z drugiej strony trudna, a za sprawą języka wręcz męcząca forma, która niejednokrotnie potrafi zirytować. "Mowę ptaków" trudno umieścić na skali ocen, bo nie da się jej do żadnego innego obrazu porównać - stanowi odrębną kategorię sztuki filmowej.

4 3 4 6 7 4.8
Obywatel Jones

Obywatel Jones

Marta Apanowicz - ocena: 9

Czy warto być uczciwym? Czy warto mówić prawdę i ponosić wszystkie związane z tym konsekwencje? Choć Holland przenosi nas do lat 30. ubiegłego wieku, opowiedziana historia (oparta na faktach zresztą) jest jak najbardziej na czasie. I warto odpowiedzieć sobie na te pytania. Świetna gra aktorska, wspaniałe zdjęcia i współgrająca muzyka. Warto zobaczyć.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Porządnie zrobiony film z dopracowanymi zdjęciami, świetną muzyką i dobrym aktorstwem. I tyle. Chyba jednak reżyserka za szybko „prześlizgnęła” się przez najmocniejszy wątek, czyli wielki głód na Ukrainie. Zaś budowanie akcji w Londynie i Moskwie ciągnęło się w nieskończoność i było zwyczajnie nudne. Oczekiwałam więcej.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

Bardzo efektowne kadry (świetna praca kamer, zabawa kolorem), bardzo dobre aktorstwo międzynarodowej obsady, wartka akcja, ukazująca przerażający głód w międzywojennej Ukrainie oczami brytyjskiego korespondenta, wreszcie bardzo dobra, pozbawiona patosu reżyseria Agnieszki Holland. Typowo hollywoodzka opowieść, zrobiona z rozmachem i polotem. Szkoda, że tak mało w niej polskich aktorów, chociaż ci, którzy się w niej znaleźli, grają bardzo dobrze. Jeden z kandydatów do Złotych Lwów.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Na przemian porywający, przerażający i intrygujący, w którym Holland w mądry i wyważony sposób opowiada o totalitaryzmie, Wielkim Głodzie oraz istocie dziennikarstwa. Znakomita praca kamery, nienaganne aktorstwo i świetnie oddająca klimat epoki scenografia. Film historyczny, który opisuje jednak wiele współczesnych zjawisk w zakresie polityki i mediów. Znajdzie się na pewno w czołówce walki o najważniejsze nagrody w Gdyni. Ważne kino, które świetnie się ogląda.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Holland ponownie w wysokiej formie, tym razem w historii z jednej przypominającej jej wczesne filmy (chociażby zupełnie inne, ale równie dramatyczne zmagania młodego mężczyzny w "Europa, Europa"), z drugiej bardzo hollywoodzkiej, skrojonej niemalże pod nagrody na festiwalach. W konsekwencji "Obywatela Jonesa" ogląda się bardzo dobrze, momentami jest przejmujący i potrafi podnieść napięcie, ale do pewnego stopnia jest także filmem bardzo bezpiecznym.

9 5 8 8 7 7.4
Pan T.

Pan T.

Marta Apanowicz - ocena: 9

Słodko-gorzki film o potrzebie zahibernowana się w trudnej sytuacji, gdzie ta hibernacja nie jest wyjściem. Lekkie dialogi, świetna scenografia, historia pełna smaczków (warto uważnie oglądać, by wyłapać większość z nich) świetny aktorsko. Znakomity powrót Pawła Wilczaka.

Alicja Olkowska - ocena: 7

Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń festiwalu. Czarno-biały film z klimatem, plejadą znanych aktorów, choć często w epizodycznych rolach. Wspaniała muzyka, która przenosi w czasie do Warszawy z lat 50. I słodko-gorzka historia (ze spiskiem rewolucjonistów w tle), która raz bawi, raz zasmuca. Ukłony dla Pawła Wilczaka. Byłaby wielka szkoda, gdyby "Pan T." nigdy nie powstał (kręcono go 3 lata), a jak powiedział jego reżyser przed premierą, środowisko filmowe mu nie sprzyjało.

Łukasz Rudziński - ocena: 5

Ciekawe zdjęcia, dowcipny język, momentami subtelna (momentami wręcz przeciwnie) satyra na socrealizm i PRL. Wreszcie kino artystyczne, a nie przygodowe. Jednak nie budzi emocji, jest przyjemne, długimi momentami letnie, przez co ta forma zaczyna nużyć. Propozycja zdecydowanie estetyczna, ale nie hermetyczna.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Doskonała satyra na socrealizm i brawurowo poprowadzona opowieść wzorowana na życiorysie Leopolda Tyrmanda. Specyficzna konwencja filmu początkowo może sprawiać trudności, ale jeśli już podchwycimy to poczucie humoru i filmowy język, czeka nas świetna rozrywka. Nienaganna reżyseria, równie dobre aktorstwo, kapitalne epizody nie tylko z udziałem znanych aktorów. Kino nie dla każdego, ale nakręcone z artystyczną odwagą, skupieniem i precyzyjnie określonym pomysłem.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Prawdopodobnie największe zaskoczenie festiwalu - film, o którym mówiło się niewiele, a który potrafi oczarować ukazaniem Warszawy z lat 50. w stylu wprost zaczerpniętym z "Procesu" Franza Kafki. Paweł Wilczak zagrał tutaj życiową rolę, a przy okazji to jedyny tegoroczny film, który potrafi rozśmieszyć.

9 7 5 8 8 7.4
Piłsudski

Piłsudski

Alicja Olkowska - ocena: 5

Cóż, z tego filmu dałoby się "wyciągnąć" znacznie więcej. Popisowa (życiowa?) rola Szyca to jednak za mało, aby wystawić "Piłsudskiemu" wyższą notę. Raczej pozycja obowiązkowa dla szkół niż kinomanów...

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Dobre kino historyczne, bardzo dobra rola Borysa Szyca jako Piłsudskiego - poważny kandydat do nagrody aktorskiej. Film ciekawie prowadzony, niestety z czasem do głosu dochodzi patos, a sprawa polska ustępuje rodzinnej sytuacji marszałka, więc kino historyczne przeradza się w melodramat.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Podobnie jak "Kurier" kino asekuracyjne, zbyt starannie wyważone, stroniące od oryginalności, ale ze świetną główną rolą. Borys Szyc dał prawdziwy popis umiejętności. Intrygujący początek, znacznie słabsza druga, edukacyjna część filmu. Ładnie sfotografowane kino, dużo słabiej zmontowane. „Piłsudski” przewrotu w polskiej kinematografii nie dokona. Jeśli film Michała Rosy miał pokazać marszałka z „krwi i kości”, to należało jednak skupić się na większej liczbie detali niż wąsy i soczyste cytaty.

Jarosław Kowal - ocena: 4

Typowa produkcja skrojona pod wycieczki szkolne. Ekranizacja encyklopedycznych haseł, w której brakuje akcji i konsekwentności, a przez to często zamiast prowokować do refleksji, niespodziewanie bawi. Jest to wprawdzie dobrze zagrany film, problem w tym, że niewiele jest tutaj do zagrania.

6 5 6 5 4 5.2
Proceder

Proceder

Alicja Olkowska - ocena: 3

Bardzo nierówny film, który wg mnie nie powinien znaleźć się w Konkursie Głównym. Irytujące klisze i stereotypy, zbolała Matka Polka, Małgorzata Kożuchowska przez kilka lat w tej samej peruce, sporo niedociągnięć. Ogromne oczekiwania wobec prawdziwej i mocniej historii, która bardzo szybko zgubiła dramatyzm i głębię. Plus za rolę zdolnego Piotra Witkowskiego, aktora Teatru Wybrzeże, oby pomogła mu realnie zaistnieć w filmowym świecie.

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Interesujący pomysł, aby film o raperze opowiedzieć językiem ulicy. Dużo tu dowcipu, zaskakującej lekkości i skeczy, obiecująco i przekonująco głównego bohatera gra aktor Teatru Wybrzeże Piotr Witkowski. Szkoda, że film nie jest o pół godziny krótszy, no i ciąży na nim fakt, że wiele osób będzie go porównywać do lepszego "Jesteś bogiem". Jednak "Proceder" to pozytywne zaskoczenie.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Porządnie skręcone kino biograficzne, które z zaciekawieniem śledzi się do ostatniego kadru. Pomimo uporczywego wybielania głównego bohatera i zaburzonej chronologii faktów, to chwilami dość wnikliwy portret ulicznego artysty zmagającego się z własnymi słabościami. W Tomasza Chadę bardzo dobrze wcielił się Piotr Witkowski. Film, który z całą pewnością wpasuje się w gusta najbardziej zainteresowanych produkcją widzów. Niektóre wątki można było lepiej rozwinąć. Za dużo też zbędnych scen.

Jarosław Kowal - ocena: 5

Laurka fanów dla zmarłego rapera, którą ogląda się bez większych zastrzeżeń (może poza kilkoma scenami tak niewiarygodnych kradzieży, że przypominają raczej urywki z gier komputerowych z początku XXI wieku), ale także bez refleksji i emocji. Do poziomu artystycznego oraz aktorskiego "Jesteś Bogiem" nie jest nawet blisko, a naiwne hasło na koniec seansu o braku zainteresowaniu mediów ulicznym rapem spotkało się ze śmiechem na sali.

5 3 6 7 5 5.2
Słodki koniec dnia

Słodki koniec dnia

Marta Apanowicz - ocena: 7

Powolny, snujący się melodramat z doskonałą Jandą w roli głównej. Film o relacjach matka-córka, żona-mąż, uchodźcy-społeczeństwo, ale nie tylko. Wielopłaszczyznowy obraz obecnego świata, który warto obejrzeć.

Alicja Olkowska - ocena: 5

Kapitalne kobiece role, piękne włoskie widoki oraz wciąż aktualny temat (polityka migracyjna). Pewnie dla niektórych będzie zbyt "przeciągnięty" i nudny, zbyt intelektualny, ale ja doceniam warsztat i klimat. Wymowne krótkie brawa po pokazie premierowym.

Łukasz Rudziński - ocena: 5

Długie, momentami nieznośnie długie kadry, włoskie plenery i kwestia uchodźców w tle - z tych składników Jacek Borcuch składa "Słodki koniec dnia". Do tego dodaje solidne aktorskie rzemiosło i nic ponadto. Film dla wielbicieli kina w stylu Sorrentino i Zanussiego, bardziej tego drugiego niż pierwszego.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 7

Film z niesamowitym klimatem, który można chłonąć wszystkimi zmysłami. Subtelne, nieco przygaszone zdjęcia Toskanii stanowią znakomitą ilustrację do aktorskich popisów Krystyny Jandy i Kasi Smutniak. Obie panie grają fantastycznie. Świetny scenariusz opatrzony kilkoma naprawdę zapadającymi w pamięć scenami i dialogami. Mądry, ideologiczny, ale nie krzykliwy komentarz do sytuacji we współczesnej Europie i zarazem ciekawy dyskurs o oddziaływaniu sztuki i jej granicach.

Jarosław Kowal - ocena: 7

Największą wadą "Słodkiego końca dnia" jest brak wiary w to, że widz będzie w stanie w pełni zrozumieć przekaz filmu i momentami tłumaczenie go w zbyt dosadny, niemalże recytowany sposób. Sam przekaz dotyczy natomiast wolności słowa i jego granic, konsekwencji popularności wyrwanego z kontekstu cytatu, a także rozważań nad tym, czy człowiek i jego poglądy są jednym i tym samym. W połączeniu z pięknymi plenerami oraz świetną grą Krystyny Jandy to w pełni satysfakcjonująca rekompensata.

7 5 5 7 7 6.2
Solid Gold

Solid Gold

Marta Apanowicz - ocena: 4

Ten film przyciąga zamieszaniem wokół siebie niż samą treścią. Mało dynamiczna akcja, przegadany. Nie da się jednak ukryć, że bez tych kilku tekstów, o które prawdopodobnie wybuchła afera, film byłby zupełnie nijaki. Duży plus za obsadę aktorską. W tle występują Sopot i Gdynia, w nudniejszych momentach, widz może bawić się w odgadywanie, gdzie film był nagrywany. Miał być skandal, wyszła burza w szklance wody.

Alicja Olkowska - ocena: 4

Nie zgodzę się, że film wygląda jakby był po kilku montażach, jest dość spójny, ale nie rozumiem, czemu tak bardzo, wręcz na siłę, próbuje się zrobić z Trójmiasta zagłębie zła. Ogląda się jak „Ekstradycję”, którą kocham, ale w tym wypadku to nie jest komplement. Myślę, że zamiesznie podczas festiwalu wyjdzie „Super gold” na dobre: jest o nim głośno. A czy słusznie? Wg mnie nie.

Łukasz Rudziński - ocena: 3

Niestety reżyser filmu, Jacek Bromski, postanowił wejść w buty Patryka Vegi, tworząc kino akcji według sprawdzonego w "Pitbulu" klucza. Tyle, że wulgarne, prymitywnie napisane dialogi, drogie samochody na trójmiejskich blachach i porządnie grająca Marta Nieradkiewicz i Andrzej Seweryn to zdecydowanie za mało. Materiał na przecięty telewizyjny serial kryminalny, a nie na film - nie angażuje, nie wciąga, z każdą minutą rozczarowuje bardziej.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Wiele hałasu o nic. Zamieszanie wokół produkcji dostarczyło więcej emocji niż sam film. Porozrzucane wątki, którym brakuje spójności, brak dynamiki, powierzchowne potraktowanie słynnej afery, po prostu nuda. To tylko niektóre wady "Solid Gold". Widać, że film przeszedł niejeden montaż. I nieważne na czyje zlecenie. Ten film nie wywoła żadnych kontrowersji ani dyskusji. Zamęczy za to zbyt długim metrażem. Plusy za trójmiejskie kadry i Janusza Gajosa. Pozycja do szybkiego zapomnienia.

4 4 3 4 - 3.8
Supernova

Supernova

Marta Apanowicz - ocena: 5

Świetny pomysł na scenariusz, zdecydowanie sama realizacja słabsza. Męcząca chwilami przesadna gra aktorska wybija z rytmu, a przyklejone na siłę zakończenie niszczy opowiedzianą historię.

Alicja Olkowska - ocena: 6

Ciekawy film, dość minimalistyczny w formie, bez zbędnych dodatków, „nieprzegadany”. Ciężki. Przypomina, że często jedna chwila może zaważyć na całym życiu, że są sytuacje, od których nie ma ucieczki. Warto obejrzeć, chociaż to kino nie dla wszystkich.

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Kolejna odsłona Polski B, a nawet C, zbudowana z samych klisz i stereotypów. Jest wielki dramat (ten wątek poprowadzony jest bardzo dobrze), jest polska wieś, cwany synalek jakiejś szychy z rządu i próba samosądu. Wszystko to jednak całkowicie niewiarygodne, źle sfilmowane, wtórne i okraszone potwornie naiwnym scenariuszem oraz "jazdą" po nieudolnej policji.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 5

Intrygujący pomysł wyjściowy całkowicie zdominował cały film, przez co historia w pewnym momencie zaczyna męczyć, irytować i przygniata ciężarem emocjonalnym. Film zaczyna przypominać chwilami scenkę rodzajową lub odcinek jednego z telewizyjnych paradokumentów. A tego złudzenia nie jest w stanie uratować nawet całkiem niezły finał. Duży plus dla mało znanych aktorów, którzy momentami dźwigają film na własnych barkach.

Jarosław Kowal - ocena: 9

Od strony warsztatowej jeden z najlepiej zrealizowanych polskich filmów tego stulecia. Akcja przeważnie rozgrywa się na kilku planach jednocześnie, każdy statysta ma określone zadanie, operator nie boi się długich ujęć, a całość umieszczono niemal wyłącznie na kilku metrach ulicy. Skromny, ale dokładnie przemyślany film, w którym wreszcie ktoś wiarygodnie pokazał konflikt wielu oblicz Polski.

5 6 4 5 9 5.8
Ukryta gra

Ukryta gra

Marta Apanowicz - ocena: 10

W tym filmie wszystko jest spójne, dopięte na ostatni guzik. Tak powinno się tworzyć filmy sensacyjne. Ciekawa historia szpiegowska osadzona w latach 60. ubiegłego wieku w Warszawie, piękne zdjęcia, aktorski majstersztyk. Świetny Pullman, doskonały Więckiewicz. Zdecydowanie warto obejrzeć.

Alicja Olkowska - ocena: 8

Bardzo nietypowy film jeśli chodzi o polskie kino. Mimo że opowiada pełną emocji historię, jest lekkostrawny, ogląda się go świetnie. Owszem, tego typu produkcje znamy na pamięć, że ten, kto miał być tym dobrym, na koniec okazuje się złym, ale nadal ciężko oderwać oczy od ekranu. Czy wyszłam z kina bogatsza? Nie. Po prostu dobrze się bawiłam. Fajnie, że Polacy potrafią też takie filmy kręcić.

Łukasz Rudziński - ocena: 8

"Ukryta gra" trzyma w napięciu od początku do końca. To rasowy film szpiegowski, rozgrywający się w plenerach dobrze sfilmowanej Warszawy. Dobre aktorstwo (szczególnie Bill Pullman i Robert Więckiewicz) i zgrabna reżyseria dają drugi w tegorocznym konkursie po "Obywatelu Jonesie" film zrealizowany z hollywoodzkim rozmachem.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 8

Zdecydowanie najbardziej komercyjny film w tegorocznej stawce, który obok "Ikara" ma chyba największą szansę zapełnić kinowe sale po festiwalu. Rozrywka z wyraźnym hollywoodzkim sznytem, której nie powstydziliby się twórcy zza oceanu. Wartka akcja, wciągająca historia, wyrazisty Bill Pullman, który i tak pozostaje nieco w cieniu świetnego na drugim planie Roberta Więckiewicza. W natłoku ciężkich tematów poruszanych na festiwalu pozwala złapać bezcenny oddech i po prostu cieszyć się seansem.

Jarosław Kowal - ocena: 8

Jeżeli dotąd nazywaliście Warszawę "Paryżem północy" wyłącznie z przekąsem, to "Ukryta gra" może zmienić waszą perspektywę. Polska stolica prezentuje się tutaj znakomicie, a w dodatku to właśnie w niej ważą się losy całego globu. Chyba nikt się nie spodziewał, że pełnometrażowy debiut Łukasza Kośmickiego będzie aż tak dobrze zrealizowanym thrillerem szpiegowskim, a Bill Pullman zagrał w nim jedną z najlepszych ról w tym stuleciu.

10 8 8 8 8 8.4
Wszystko dla mojej matki

Wszystko dla mojej matki

Marta Apanowicz - ocena: 6

Poruszający obraz szukania własnych korzeni, dążenia do realizacji wyznaczonego celu przy jednoczesnej utracie części samego siebie. Trudna tematyka usadzona w realiach zakładu poprawczego, trzyma w napięciu i wstrząsa widzem. Świetnie zagrany (trzon stanowi młoda kadra aktorów, która uniosła film; szczególne gratulacje dla Zofii Domalik, odtwórczyni głównej roli).

Łukasz Rudziński - ocena: 4

Scenariusz dobry na serial o wykluczonych, którym życie nieustannie rzuca kłody pod nogi. W stu minutowym filmie trudno pomieścić wszystkie wątki oraz losy kilku dziewczyn z poprawczaka, znajdujących się na życiowym zakręcie - niekochanych przez rodziców, odrzuconych, wykorzystywanych przez osoby, które powinny im pomagać. Ten depresyjny film żongluje traumami, epatuje cierpieniem i gdyby ta ponura wizja twórców nie była poparta dobrą grą aktorską, byłaby zupełnie niestrawna.

Tomasz Zacharczuk - ocena: 4

Przygnębiający obraz o toksycznych rodzinnych więziach rozczarowuje schematycznością i dość bezrefleksyjnym graniem na emocjach. Zarówno fabuła jak i forma nie wybijają się ponad przeciętność. "Torturowanie" emocjonalne widza niestety zamydla meritum filmu. Brakuje wyczucia, dystansu i pomysłu na sprawny finał. Plus za próbę przedstawienia tematu rzadko poruszanego w polskim kinie.

Jarosław Kowal - ocena: 5

To mógł być poruszający film, gdyby nie próbował tak desperacko i na wszelkie sposoby wstrząsnąć widzem. Scenariusz przypomina prosty, rapowany utwór, w którym po kolei wyrzucane są wszystkie męki życia doczesnego, ale nie stoi za tym żadna refleksja. Mniej więcej w połowie cała ta konstrukcja zaczyna się sypać, a na koniec okazuje się, że inwestowanie emocji w ten seans nie przyniosło żadnego zysku.

6 - 4 4 5 4.8
Żelazny most

Żelazny most

Łukasz Rudziński - ocena: 6

Dramat obyczajowy ujęty w przypowieść o ludzkim losie. Gorzka, smutna historia zdrady, nadziei i jej utraty. Wszystko prowadzone w bardzo dobrym rytmie, z dramaturgią nawet w momencie, gdy bohaterowie siedzą i wyczekują odpowiedzi przez radio. Wszystko to subtelnie, bez histeryzowania, nieznośnej przesady i epatowania cierpieniem "Supernovej".

Tomasz Zacharczuk - ocena: 6

Sprawnie poprowadzony filmowy debiut Moniki Jordan-Młodzianowskiej. Opowieść o podstawowych ludzkich instynktach, które nieraz zmuszają do podejmowania fatalnych decyzji. Świetna druga część filmu, znacznie słabsza pierwsza. Nierówno prezentują się również aktorzy, ale to już głównie konsekwencja trochę chaotycznego scenariusza. Kolejna znakomita rola Łukasza Simlata na drugim planie. Pozycja na pewno warta uwagi, ale wydaje się, że można było wycisnąć więcej z samej historii i aktorów.

Jarosław Kowal - ocena: 5

Codzienność górników z perspektywy Moniki Jordan-Młodzianowskiej wygląda jak nierealny świat z ponurej baśni i potrafi zafascynować, ale nie potrafi przykuć uwagi na dłużej. Historia rozgrywana w tym świecie jest miałka i banalna, a finał przypomina niezbyt porywające słuchowisko.

- - 6 6 5 5.7

Oceny przyznają pracownicy portalu Trojmiasto.pl, w skali ocen 1-10

Film

Twój Vincent
6.9 74 oceny

Twój Vincent (35 opinii)

produkcja
Polska, Wielka Brytania
gatunek
Animacja, Biograficzny
premiera
6 października 2017
czas trwania
1 godz. 35 min.

Opinie (22)

  • Wszystko pięknie (7)

    Film będzie zgarniał nagrody na całym świecie, krytycy będą fetowali powiew oryginalności w zdominowanym przez grafikę komputerową świecie, a nikt się nie zająknie o sztabie malarzy, którzy sześć dni w tygodniu przez minimum 9 godzin dziennie ślęczeli nad kadrami za nędzne pensje (wiadomo, Brytyjczykom taniej wynająć rzemieślników w Polsce), stale trzymani w niepewności czy są wystarczająco dobrzy i wydajni w tej taśmowej robocie i czy przedłużą z nimi (nędzne) umowy na następne miesiące. Oglądając skończony film poświęćmy im myśl czy dwie

    • 22 26

    • (2)

      To dlaczego wybitni malarze połakomili się na tak "nędzne" umowy ? Może powinni zmienić zawód ? Wybacz, ale mam niejasne wrażenie, że masz kłopoty z czytaniem. W artykule jest mowa o pracy tych malarzy. Autor czyni to bez jąkania się. Oczekujesz taniego sentymentalizmu? W czasie oglądania filmu mam zacząć roztkliwiać się nad rzeszą bezimiennych statystów, którzy uczestniczą w wielkich produkcjach i dostają za to marne pieniądze ?

      • 22 3

      • (1)

        Statyści nie tworzą filmu, w Polsce wielkie produkcje z ogromną ilością statystów zdarzają się rzadko. "Loving Vincent" NIE powstałby w takiej postaci bez malarzy, którzy rzeczywiście są tu traktowani jako anonimowa rzesza pędzli będących przedłużeniem rąk :) Doceńmy ich!

        • 3 3

        • Oczywiście, że doceniamy, ale nie w kontekście jaki proponuje autor lub autorka wpisu. Ten wyzysk i obraz wręcz niewolniczej pracy nie przemawia do mojej wyobraźni. Budzi odruchy, które opisałem powyżej.

          • 6 1

    • można podziwiać umiejętności ale na Boga, proponuję im nieco nauki podstawowych działań matematycznych. Po przeliczeniu czasu praca w biedronce okaże się bardziej dochodowa.
      Szanujcie się bo nikt tego za Was nie zrobi.

      • 4 10

    • Czytając wywiad z reżyserka Twoje obawy wydają mi się nieuzasadnione. Już bardziej martwiła bym się o aktorów których twarze ( nie-twarze) będą postimpresjonistycznie zamalowane

      • 5 0

    • Przestań bredzić!!!

      • 7 0

    • Wydaje mi się ze przy tego typu dziele chyba każdy będzie miał jednak na uwadze prace artystów - plastyków , szczególnie ze liczba obrazów jak również samych malarzy i czasu poświęcanego stronie graficznej jest imponująca

      • 2 0

  • Do tego powyżej. (1)

    Oglądałem dokument o malarzach w Szanghaju malujących taśmowo "van Goghi" itp. Nie tylko polscy malarze robią takie ślęczenie a nasi mieli to okazjonalnie, zaś w takich Chinach odbywa się to latami.

    Ktoś kto wybrał zawód artysty-malarza musi mieć świadomość, że to tak jak z piłkarzami - jeden z tysięcy zrobi jakąś karierę, a 99.9% trenujących dzieciaków musi się przekwalifikować bo piłkarzami zawodowymi nie zostanie.

    • 20 0

    • porównujesz rzemiosło do pracy twórczej a to nieporozumienie.
      Podobnie jak karierę do sukcesu artystycznego.
      Do jednego potrzebne są pieniądze do drugiego akceptacja i uznanie.
      Malarstwo to nie zawód chociaż pozwala zarabiać.

      • 2 6

  • Mogę taki zrobić w 15 minut

    Najdłużej mi zajmie pobranie aplikacji z algorytmem google

    • 2 19

  • Vincent nigdy nie paaaatrz na mnie takim wzrokieeeem.... A film świetny mimo to

    • 4 0

  • "czasami ze zbyt szybko lub za wolno wysychającą farbą" (4)

    Co za jełop wymyślił, aby do komputerowej animacji używać prawdziwej farby zamiast malować na tabletach/monitorach farbą cyfrową? Ile hektolitrów farby wylano i gdzie konkretnie je wylano?

    • 3 23

    • może dlatego, że miało być malarsko a nie cyfrowo?

      • 15 0

    • świat pełen jełopów tylko nieliczni mądrzy i elokwentni, w nich cała nadzieja....

      • 5 1

    • Jesteś tak bezdennie głupi sam z siebie czy udajesz? (1)

      • 2 0

      • Pamietajmy ze jesteśmy w dziale Kultura. Mniej bluzgow więcej meritum i szacunku. Pozdrawiam

        • 4 0

  • Są takie niezwykłe projekty w kinematografii

    Jak np. proces zupełnie odwrotny w wykonaniu Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż" wg. Pietera Bruegla. Tam zamiast przenosić film na malunek ożywiono obraz.

    • 11 0

  • Ja już go kocham

    Jak tylko przeczytam kilka lat temu, że ten film powstaje, nie mogę się doczekać premiery. Z góry dziękuję twórcom.

    • 12 0

  • (1)

    Czapki z głów !

    • 9 0

    • Ogromny szacunek i podziw dla reżyserki za kształt tego dzieła jak również podążanie za sobą i swoimi marzeniami. Pozdrawiam

      • 2 0

  • Nareszcie mamy dobra władzę. Za PO nic się nie działo. PiS jeszcze dużo pokaże. Będziemy w końcu liczyć się na świecie .

    • 1 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Oceny naszych dziennikarzy

Oceniaj z nami filmy Konkursu Głównego